Szanowni Państwo, nazywam się Bogumiła Widła, jestem redaktorką książek. W ostatnio redagowanej książce poświęconej poezji (poetyce) w fotografii zostawiłam taki fragment: „...Pęd wiatru na twarzy, gdy zespolony z rowerem mkniesz po stromym zboczu. Ciepła plama słońca na plecach podczas przedzierania się przez chrupki, chrzęszczący śnieg. Żyć – znaczy czuć...”.

W wydawnictwie wyśmiano mnie (i tłumacza), mówiąc: „śnieg nie może być chrupki i chrzęszczący”. Wszyscy, którzy ten fragment widzieli byli zdegustowani, że „to sformułowanie rozwala”, „jeśli chrupki i chrzęszczący, to dlaczego nie jazgoczący?”, a wreszcie, że „trzeba zmienić na coś bardziej swojskiego, np. szeleszczący lub skrzypiący.

 

Szanowna Pani,

w naszej opinii określenie chrupki śnieg, zwłaszcza w książce poświęconej poezji fotografii, nie jest niczym niewłaściwym, choć oczywiście przekracza utarte w polszczyźnie ogólnej połączenia. Metafora w opisie zjawisk związanych ze sztuką jest czymś pożądanym. Przełamywanie konwencji językowej, z którym tutaj mamy do czynienia, jest w takim typie tekstów dopuszczalne.

Co do połączenia chrzęszczący snieg, to nie powinno budzić żadnych wątpliwości. Jest ono typowe dla języka polskiego, co potwierdza Słownik dobrego stylu M. Bańki (hasło: śnieg). 

Autor: Magdalena Smoleń-Wawrzusiszyn
Ostatnia aktualizacja: 10.05.2010, godz. 19:34 - Natalia Sosnowska