← Powrót do listy Ekspertów KUL

 

komentarz z dn. 13.04.2015

Dr Lech Jańczuk
Instytut Nauk Politycznych i Spraw Międzynarodowych

 

Od kilkunastu lat trwa dyskusja na temat terminu wejścia Polsce do strefy euro. Polska zobowiązała się do przyjęcia wspólnej waluty w Traktacie Ateńskim i od maja 2004 roku posiada status Państwa z derogacją.  Zarówno zwolennicy jak i sceptycy dysponują silnymi argumentami w tej debacie.
Zwolennicy jak najszybszego przyjęcia przez Polskę euro podkreślają, że wspólna waluta to:


•    Wyeliminowanie ryzyka kursowego, co powinno zdynamizować napływ inwestycji bezpośrednich oraz powinien wystąpić efekt kreacji handlu.
•    Wyeliminowanie kosztów transakcyjnych związanych z kupnem i sprzedażą walut.
•    Łatwiejszy i tańszy dostęp do kapitałów dla polskich podmiotów gospodarczych i publicznych.
•    Zwiększenie wiarygodności makroekonomicznej Polski na arenie międzynarodowej.
Sceptycy z kolei argumentują, że wspólna waluta to:
•    Utrata niezależnej polityki monetarnej.
•    Presja na wzrost cen (zaokrąglanie cen „w górę”).
•    Polska chcąc dorównać państwom Europy Zachodniej poziomem rozwoju gospodarczego powinna utrzymywać wyższe tempo wzrostu gospodarczego od tych państw. Wspólna waluta silnie skoreluje tempo wzrostu gospodarczego Polski z państwami Europy Zachodniej i „doganianie Europy” stanie się niemożliwe lub znacznie wydłuży się w czasie.
•    Wspólna waluta sprawi, że Polska będzie musiała silniej partycypować w kosztach kryzysu gospodarczego całej strefy euro jak i najbardziej zagrożonych jej członków (np. Grecja).

Wydaje się, że argumenty sceptyków przeważają w tej debacie, zwłaszcza ten dotyczący utraty niezależnej polityki monetarnej. Standardem w demokratycznych państwach jest niezależność banku centralnego od rządu. Bank centralny i rząd to dwa najsilniejsze podmioty kreujące rozwój gospodarczy, pierwszy poprzez politykę monetarną, a drugi poprzez politykę fiskalną. Przyjęcie wspólnej waluty oznacza uratę kontroli nad polityką monetarną poprzez przeniesienie kompetencji z Narodowego Banku Polskiego do Europejskiego Banku Centralnego. Przy tej okazji warto przypomnieć, że jednym z czynników, który zniwelował skutki światowego kryzysu gospodarczego w Polsce była deprecjacja złotówki, która wyhamowała import i spowodowała konkurencyjność eksportu. Z drugiej jednak strony Narodowy Bank Polski funkcjonuje w oparciu o tzw. „pojedynczy mandat hierarchiczny” co oznacza, że jego podstawowym celem jest danie o stabilność cen. W warunkach polskich powoduje to hamowanie wzrostu gospodarczego i kreowanie bezrobocia, ponieważ cel inflacyjny został określony na niższym poziomie niż wynikałoby to z tzw. „twardego rdzenia inflacyjnego”. Dla przykładu System Rezerwy Federalnej USA, czy też banki centralne Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii funkcjonują w oparciu o tzw. „potrójny mandat hierarchiczny”, gdzie równorzędnymi celami tych banków jest stabilny poziom cen, pełnie zatrudnienie, umiarkowane długoterminowe stopy procentowe. Europejski Bank Centralny funkcjonuje w oparciu o tzw. „podwójny mandat hierarchiczny” co oznacza, że oprócz dbania o stabilność euro ma za zadanie wspieranie ogólnej polityki gospodarczej strefy euro. Jest to niewątpliwie element osłabiający najsilniejszy argument sceptyków euro.
Nie wchodząc w polemikę z argumentami zwolenników i sceptyków euro w Polsce, które nie przedstawiają precyzyjnych wyliczeń, a jedynie uwypuklają trendy, warto skupić się na liczbach. Podstawowe pytanie, jakie należałoby zadać w tym temacie brzmi: przy jakim kursie złotówki do euro Polsce opłacałoby się przyjąć wspólną walutę? Naiwnością byłoby sądzić, że bez znaczenia jest czy Polska przyjmuje euro po kursie 3/1 czy 5/1. W pierwszym przypadku oznaczałoby to, że średnia płaca wyniesie około 1300 euro miesięcznie, a w drugim, że niecałe 800 euro miesięcznie. Należałoby policzyć, jak kurs walutowy, po którym zostanie przyjęte euro wpłynie na konkurencyjność eksportową i importową gospodarki polskiej? Paradoksalnie z punktu widzenia pracowników lepszy byłby kurs bliższy 5 niż 3 złote za euro, ponieważ dzięki eksportowi i inwestycjom bezpośrednim należałoby się spodziewać spadku stopy bezrobocia. Z punktu widzenia konsumentów lepszy byłby kurs bliższy 3 niż 5 złoty za euro, gdyż zwiększałby ich siłę nabywczą.
Narodowy Bank Polski jest zbyt słabą instytucją, aby mógł skutecznie interweniować na rynku walutowym kreując kurs złotówki do euro. W Polsce obowiązuje system kursów płynnych, co oznacza, że kursy walut kształtowane są przez procesy rynkowe. Niemniej jednak rynkowe kursy złotówki do euro podlegają znacznym fluktuacjom. Dla przykładu pod koniec lipca 2008 roku euro kosztowało 3,2 złotego, a półtora roku później już 4,9 złotego
Przyjęcie euro jest decyzją mającą decydujący wpływ na długookresowy rozwój gospodarczy Polski. Czy Polska powinna wejść do strefy euro? Powinna, ponieważ zobowiązała się do tego w Traktacie Ateńskim, ale przy kursie złotówki do euro takim, jaki będzie dla niej korzystny, tzn. takim, przy którym eksport netto będzie dodatni. Czy będzie to zadanie łatwe? Na pewno nie, ponieważ obecnie (kwiecień 2015) Polska spełnia jedynie dwa z czterech kryteriów konwergencji (od lutego 2013 kryterium stóp procentowych i od maja 2013 kryterium stabilności cen). Kryterium fiskalne i walutowe nie są jeszcze spełnione. Po spełnieniu tych kryteriów Polskę będzie jeszcze czekał dwuletni okres w systemie ERM II, w którym to okresie Narodowy Bank Polski będzie musiał bronić kursu walutowego w dopuszczalnych granicach wahań.

Autor: Katarzyna Link
Ostatnia aktualizacja: 26.10.2015, godz. 10:39 - Katarzyna Link