Poznając historię życia różnych ludzi dostrzegamy nieraz zaskakujące zamysły Bożej Opatrzności. Świętość i dobroć znajdujemy tam, gdzie wydawałoby się panuje mrok. Dobrze, gdy jest ktoś, kto chce takie historie odnajdywać i opowiadać. Łączący w sobie powołanie kapłańskie i aktorskie, ksiądz Kazimierz Orzechowski zafascynował się postaciami dwóch zupełnie odmiennych kobiet: św. Teresy od Dzieciątka Jezus i Edith Piaf. O dziwo, bardzo wiele łączy wielką świętą z wielką grzesznicą. Z tej fascynacji księdza Orzechowskiego powstał wspaniały spektakl – monodram na dwie osoby i fortepian, pt. „O miłości, szczęściu i nadziei, czyli o Edith Piaf i św. Teresie od Dzieciątka Jezus”. Spektakl został wystawiony w Lublinie 4 maja 2005 r. w KUL w Auli im. Kard. S. Wyszyńskiego. Mógł dojść do skutku dzięki inicjatywie studentów filologii romańskiej (m. in. Anety Ciepłowskiej, Magdaleny Fijałkowskiej i Darii Żuk) oraz Katedry Języków Romańskich KUL (mgr Pauliny Mazurkiewicz). Nad zorganizowaniem i przygotowaniem wszystkiego czuwała prof.KUL dr hab. Dorota Śliwa.   
 

Spektakl wpisuje się w szczególny okres peregrynacji relikwii św. Teresy od Dzieciątka Jezus w naszej ojczyźnie. Dla wielu osób to szczególna okazja do spotkania ze świętą, która poprzez swoją „małą drogę”, drogę pokory i miłości ukazała sposób na przylgnięcie całym sobą do Chrystusa. Oto słowa świętej Tereski wyjęte z jej „Dziejów duszy”: „Chcę wskazywać duszom małe środki, którymi posługiwałam się tak skutecznie; mówić im będę, że tu na ziemi jedno tylko czynić należy: rzucać pod stopy Jezusa kwiaty małych ofiar, ujmować Go pieszczotami! W taki sposób Go ujęłam i dlatego właśnie tak dobrego doznałam przyjęcia!”. Przez Papieża Jana Pawła II została ogłoszona doktorem Kościoła powszechnego.

 

Również słynna na całym świecie pieśniarka Edith Piaf, która swoim śpiewem poruszała miliony ludzi, była wyjątkowo mocno związana ze świętą Tereską i o tym właśnie opowiadał ksiądz Kazimierz Orzechowski. Doskonały gawędziarz porwał całą publiczność swoją opowieścią. Piosenki Edith Piaf śpiewała urodzona we Francji Polka, pani Grażyna Skowron-Matkowska, a akompaniował jej znany muzyk, pan Janusz Tylman. Śpiewane w oryginalnym języku szlagiery Edith Piaf pozwoliły, aby choć odrobinę wyobrazić sobie niepowtarzalną atmosferę jej koncertów. W Auli im. Kard. S. Wyszyńskiego rozbrzmiały takie nieśmiertelne piosenki jak: „La foule”, „Milord”, „Mon Dieu”, „L’accordeoniste”, „ Non, je ne regrette rien” i jeszcze wiele innych. Pani Grażyna Skowron-Matkowska zmierzyła się z legendą Edith Piaf i z wielkim szacunkiem oraz artyzmem śpiewała jej piosenki.

Rzeczywiście, ta historia wyciska łzy. Życie Edith Piaf było pasmem wielkich miłości i tragedii, sukcesów artystycznych i kolejnych klęsk życiowych. Była alkoholiczką i narkomanką, ale w najbardziej dramatycznych momentach życia zawdzięczała swoje ocalenie św. Teresce. Już jako mała dziewczynka za wstawiennictwem świętej karmelitanki odzyskała wzrok. Ksiądz Orzechowski bardzo wzruszająco przestawił  chwilę, gdy w wieku 36 lat Edith Piaf pragnęła popełnić samobójstwo. Kiedy chciała już połknąć trującą garść tabletek, nagle ktoś zapukał i ofiarował jej róże spod ołtarza św. Tereski. Edith Piaf ciągle odczuwała wielki głód miłości, której szukała w różnych miejscach. Jej pasją był śpiew, całemu światu potrafiła jak nikt wyśpiewać swoją duszę. Uderza kontrast pokornego, cichego życia św. Teresy od Dzieciątka Jezus i wielkiej sławy Edith Piaf. Jakże przedziwnie splatają się losy świętych i grzesznych ludzi. Pod koniec swojego życia Edith Piaf zapytana, czy po tych wszystkich nieszczęściach wierzy jeszcze w Boga, odpowiedziała, że Bóg nie zsyła nieszczęść, a to, co ją spotkało jest największym skarbem i z nim właśnie wejdzie do nieba. Edith Piaf umarła w wieku 48 lat po przyjęciu sakramentów świętych. Widać, że życie ukryte, niedostrzegalne dla ludzkich oczu ma wielką wagę i tu właśnie ukryty jest skarb szczęścia.

Spektakl księdza Orzechowskiego jest opowieścią o nadziei, o tym, że Boże światło może przeniknąć najstraszniejsze ciemności. Sukces tego przesłania leży także w głębokiej osobowości księdza Kazimierza Orzechowskiego. Wspaniale, że istnieje taki fenomen, doskonały, wysokiej kultury, prawdziwie „przedwojenny” aktor i świątobliwy, dobry, ciepły kapłan. Ksiądz Orzechowski obdarzony jest także niesamowitym poczuciem humoru. Przemierzając scenę w swojej powłóczystej sutannie i płaszczu w jednej chwili potrafił poprzez nałożenie kapelusza i białego szalu przeobrazić się w postać dyrektora paryskiego teatrzyku, rodem z plakatu Henri Toulouse-Lautreca. Jednak jego największym sekretem, podobnie jak sekretem św. Tereski i Edith Piaf jest miłość. Miłość do Boga i  do ludzi, która promieniuje i udziela się także innym.

Przez cały środowy wieczór padał obficie deszcz i on także przyczynił się do tego, że spektakl z 4 maja pozostanie niezapomniany. Był on lekcją nadziei, że to, co w naszych oczach wydaje się brudne i grzeszne w oczach Bożych może wyglądać zupełnie inaczej, a także wspaniałym przeżyciem artystycznym.

Święta Teresa od Dzieciątka Jezusa sprawiła kolejny wielki cud.

                                                                               Al. Grzegorz Bartko, Niedziela, Edycja Lubelska, 22/2005

 http://niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=ed200522&nr=106