:: Instytut Europeistyki ::

WYJAZDY STUDENTÓW EUROPEISTYKI W RAMACH PROGRAMU ERASMUS

 

 

Karolina Krukowska

Wyjazd do Budapesztu w II semestrze roku akad. 2009/2010

 

     Erasmus...czy jest choć jedno wyrażenie, który w pełni oddałoby, to co przeżyłam, czego się nauczyłam i zobaczyłam dzięki temu programowi? Szczerze wątpię. Nie umiem i nie chcę szukać tych słów, ponieważ  tylko umniejszyłyby wymiar tej niesamowitej przygody...przygody życia. Jednak mimo wszystko spróbuję choć w najmniejszym stopniu, poprzez moją relację oddać klimat studiów za granicą.

     W moim przypadku podczas Erasmusa dokonało się coś w rodzaju przebudzenia z marazmu ciągłych poszukiwań swojej życiowej ścieżki. Po prostu, pewnego uroczego dnia przebudziłam się w zupełnie nowej rzeczywistości, w której codzienne wydarzenia czasami przypominały lot w kosmos, czasami zejście na ziemię. Jednak nie było dnia, który można by określić jako nudny czyli po prostu stracony. Wejście do tej rzeczywistości nie było trudne i problemów z adaptacją w nowym środowisku nie odnotowałam. Moje studia były mieszanką intensywnej nauki i jeszcze bardziej intensywnej rozrywki. Moja codzienna egzystencja zawieszona była między chodzeniem na wykłady, a chodzeniem w zupełnie innych kierunkach...Pamiętam te nasze pierwsze myśli na wyjeździe...centrum Budapesztu, międzynarodowe towarzystwo i my europeiści, którzy zamarzyli sobie otworzyć drzwi Europy przez klucz jej młodego pokolenia. Tak! Poznaliśmy Europę i to w jaki sposób to uczyniliśmy daje nam podstawę do tego by myśleć, że czas młodych Starego Kontynentu nadchodzi!

     Już na samym początku wszyscy podejrzewaliśmy, iż spędzony czas, będzie tym przecinkiem oddzielającym dwa zupełnie inne światy w zdaniu studiowaniu, ale byliśmy pewni, że tego zdania nie będziemy mogli powtórzyć jeszcze raz. Jednak nikt, choćby nie wiem jak szeroką wyobraźnię posiadał, nie był w stanie wytworzyć sobie obrazu zwanego „Erasmus”...obrazu malowanego trzema podstawowymi kolorami: studentów, uczelni i miasta. Moją relację zabarwię właśnie nimi:

     Studenci... zarówno ci węgierscy, jak i ci z zagranicy przełamali narodowe stereotypy i utwierdzili nas w przekonaniu, iż student studenta choćby nie wiem z jak odległego kraju pochodził zawsze zrozumie. Oczywiście pewne różnice między nami zawsze pozostaną i to też jest piękne,ale co najważniejsze odnaleźliśmy więcej podobieństw i na tym należy się skupić. Podczas tych kilku miesięcy wszyscy orzekliśmy,iż mamy wspólne cele i zbliżone wartości. A spoiwem, które pozwoliło na zawiązanie tak ścisłych relacji był właśnie Erasmus,który poprzez studia, podróże dał nam cudowne wspomnienia. To wspólny mianownik dla wszystkich młodych, którzy potrafią zaryzykować,wyjechać i spróbować czegoś, co ma zupełnie inną jakość. Finalny wniosek, który wysunęliśmy z innymi jest taki, iż Erasmus Student jest brakującym ogniwem ewolucji, jest nowym gatunkiem studenta, którego populacja ciągle się zwiększa!

     Uczelnia... przyjazna studentom. Nie było większych problemów z dostosowaniem się do węgierskich realiów. Uniwersytet zadbał zarówno o intelektualną strawę dla naszego mózgu serwując interesujące wykłady bądź też inne formy zdobywania wiedzy, jak również o poznanie lokalnej kultury. Byliśmy w ciągłym kontakcie z biurem ds zagranicznych i nie było sytuacji w której jakieś wydarzenie nas ominęło. Warto wspomnieć o wykładowcach, których wiedza i poziom języka był na bardzo dobrym poziomie. Myślę, że do pewnego stopnia węgierski egyetem przypominał mi nasz uniwersytet, ale i tak tęsknota za znajomym Collegium Iuridicum nie pozwoliła mi w pełni docenić węgierskich korytarzy.

     Miasto... którego urok uczynił mój pobyt jeszcze piękniejszym. Mówi się, iż to ludzie tworzą klimat, ale nie można zapomnieć o tym,iż otoczenie może ten klimat albo popsuć,albo sprawić,iż każda chwila spędzona w nim chwila daje nam nieskończoność. Budapeszt jest jak kodeks dla prawnika, zawsze do niego powracamy, po prostu... nie można bez niego żyć. To miasto jest jak węgierska papryka- jeden kęs i czuję pragnienie, jak tokaj- daje chwilę zapomnienia,jak węgierski język - na początku nie rozumiem, później się denerwuję, a na końcu kocham. Ponadto, dzięki sprawnym kolejom węgierskim miałam okazję dotrzeć do najdalszych zakątków tegoż kraju jednocząc się przy okazji się z tutejszą ludnością.

     Podsumowując moją relację, Erasmus daje poczucie swobody, pozwala na skok w portal, który przenosi nas do innej rzeczywistości,ale który otwiera się tylko dla odważnych i tylko co pewien czas. Erasmus inspiruje,uczy,otwiera oczy na nowe doświadczenia. Daje poczucie niezależności. Byliśmy pierwszymi europeistami, którzy odważyli się skoczyć i się nie utopili,co więcej złowili jeszcze kilka dorodnych ryb. Weszliśmy do europejskiego kotła, gdzie mieszanka kultur i różnych tradycji stworzyła niesamowitą potrawę tudzież znaną jako Erasmus! Unio! Köszönöm szépen!

 

100_2650_400

 

100_4840_400

 

cimg0823_400

Autor: Paweł Wojtasik
Ostatnia aktualizacja: 02.03.2011, godz. 11:41 - Marta Ordon