Instytut Filologii Polskiej KUL


 strony dla maturzystów i kandydatów na studia

 

 

SERWIS REKRUTACYJNY →

 

PRZYDATNE INFORMACJE

Filologia polska

Edytorstwo

Teksty kultury i animacja sieci

 

 

dr Marzena Tyl, Wrocław:


Jestem nauczycielką języka polskiego w Gimnazjum nr 1 im. Książąt Oleśnickich w Oleśnicy, doradcą czasopisma „Biblioteka w Szkole”, redaktorem językowym czasopism „Autobusy” oraz „Technika Transportu Szynowego”, redaktorem językowym oraz projektantką okładek książek w Instytucie Naukowo-Wydawniczym „Spatium” w Radomiu. Jako redaktor językowy i korektor nawiązałam też współpracę z Wrocławskim Towarzystwem Miłośników Historii. Przez kilka lat współpracowałam z tygodnikiem powiatowym „Głos Milicza” jako dziennikarka.


Jak wspominam studia na polonistyce KUL?


Pochodzę z Dolnego Śląska, na dojazd do Lublina musiałam przeznaczać cały dzień, na spotkanie z rodzicami czekałam do Bożego Narodzenia, Wielkanocy i wakacji, ale gdybym mogła cofnąć czas i jeszcze raz składać podanie na studia, to i tak wybrałabym polonistykę KUL, nie tylko ze względu na wspaniałych profesorów, interesujące wykłady, ale też niepowtarzalną atmosferę panującą w tym miejscu. W czytelni, w bibliotece uniwersyteckiej, w każdej sali wykładowej ja i moi znajomi czuliśmy się jak w domu. Może komuś wyda się to zbyt patetyczne, ale gdybym naprawdę tak nie myślała, nie wróciłabym na ukochaną polonistykę na studia doktoranckie.

 

Paulina Sieradzka:

Jeszcze w liceum byłam przekonana, że chcę studiować dziennikarstwo, zostać redaktorem naczelnym poczytnego czasopisma i zdobywać świat, robiąc reportaże. Bardziej jednak niż pisać, kochałam czytać. Dlatego właśnie znalazłam się na filologii polskiej. Nie żałuję swojej decyzji.


Nikt tak jak poloniści nie nauczył mnie wnikliwego, naprawdę wnikliwego czytania. Profesorowie w istocie tylko pokierowali. Potem, gdy sama sięgałam po kolejną lekturę, prześwietlałam ją swoim coraz bardziej wyostrzającym się okiem filologa. To doprawdy jest przygoda, gdy okazuje się, że posiadasz już narzędzia do przefiltrowania jakiejś nowości książkowej. I to właśnie ty sam, doszedłszy do samodzielnych wniosków, możesz orzec: „tak to dzieło jest godne czytania”, albo „ta pisanina nie jest w ogóle przydatna, powinna zostać spalona na stosie”. Co więcej, umiesz odpowiedzieć na pytanie: „Dlaczego dzieło jest przydatne lub nie”.


I nikt, jak tylko poloniści, nie może orzekać o poprawności językowej. Konieczne jest do uzyskania tej umiejętności uczenie się fonetyki, morfologii, składni, gramatyki historycznej, dialektologii. Gdy już udało mi się przebrnąć przez gąszcz językowych dziedzin i poddziedzin, mogłam w wolności powiedzieć sobie: „Tak, w rzeczy samej, chcę być autorytetem poprawnościowym”. I z dumą odpowiadam każdorazowo na pytanie przeciętnego zjadacza chleba, dlaczego powinniśmy mówić w każdym razie, nie zaś w każdym bądź razie. Odpowiadam, odwołując się aż do długoletniej historii sąsiedztwa Polaków (Słowian zachodnich) ze Słowianami wschodnimi (Ukraińcami, Białorusinami, Rosjanami).


Przy tym należy uświadamiać sobie tę wielką pracę polonistów, polegającą na „cichym” śledzeniu i poprawianiu Polaków, chociażby dzięki poprawnym mówieniu, pisaniu polonistów właśnie. Wszak, jak mawiał Tuwim „u niektórych ludzi nawet słychać błędy ortograficzne” – dodałabym, nawet u dziennikarzy.

 

 

Dorota Walczak:

Z pewnością nie będę oryginalna, jeśli powiem, że filologia polska to królowa nauk humanistycznych. Interesująca natomiast wydaje mi się próba odpowiedzi na pytanie „jakaż jest ta królowa”? Pięć lat spędzonych pod jej rządami nauczyło mnie, że bywa bezwzględna dla swoich podwładnych, wymaga od nich pokory i dużo pracy. Spędza sen z powiek i zmusza do robienia rzeczy, które do niedawna mogłyby wydawać się niemożliwe. Bo czy przeczytanie ponad sześćdziesięciu samych tylko lektur na egzamin z literatury romantyzmu mieści się w granicach ludzkich możliwości? A poloniści doskonale wiedzą, że to wcale nie wystarczy, bo trzeba jeszcze ogarnąć wstępy do poszczególnych dzieł, koniecznie w serii wydawniczej Biblioteki Narodowej, i różnego rodzaju znamienite opracowania. Zakres materiału na egzamin z historii literatury zawsze przyprawiał mnie o zawrót głowy, a stan ten przedłużała konfrontacja z listą artykułów, o zapoznanie z którymi apelowali prowadzący ćwiczenia z poetyki i teorii literatury. Trzeba dodać, że artykuły te do łatwych w odbiorze nie należały i niejednokrotnie konieczność powtórnej lektury rekompensowała mniejszą liczbę stron. Pomimo trudnych nieraz momentów, uważam, że było warto wyciskać z siebie siódme poty. Wcale nie dla satysfakcji ze zrozumienia rozważań Katarzyny Rosner o funkcji poznawczej dzieła literackiego, które przyszło po trzykrotnej ich lekturze (sic!). No, może trochę i dla tej satysfakcji. Przede wszystkim jednak dlatego, że polonistyka to fascynująca przygoda, która uczy myślenia, wzmacnia charakter (w myśl zasady: co nas nie zabije, to nas wzmocni, jak mawiał klasyk) i uczy bycia sobą. Wszystko to ułatwia atmosfera, która panuje na filologii polskiej. Tutaj student wciąż jest traktowany personalnie, nie zaś jak klient czy petent, którym trzeba się zająć. I choć są w moim życiu rzeczy, które dziś zrobiłabym odmiennie, decyzje, które podjęłabym inaczej, wiem, że na studia polonistyczne zdecydowałabym się po raz kolejny.

 

 

 

Agnieszka Pyczek:

 

Mam to szczególne doświadczenie, że studiując w ramach Kolegium MISH, mogłam bezkolizyjnie łączyć zajęcia z różnych kierunków. W ciągu pięciu lat zdarzało mi się więc bywać na zajęciach ze studentami ośmiu różnych kierunków na trzech wydziałach. Zawsze jednak miałam świadomość, że chcę być przede wszystkim polonistą. Do Instytutu Filologii Polskiej KUL ciągnęło mnie nie tylko zamiłowanie do książek, ale przede wszystkim świadomość tego, jak wyjątkowi ludzie tu pracują, jak wielu pasjonatów i entuzjastów słowa można tu spotkać. Nie zawiodłam się. Co więcej, zetknęłam się także ze wspaniałymi wykładowcami, którzy – przez swoje rady i wskazówki, a czasem po prostu przykład własnej pracy – wielokrotnie pomagali mi ukierunkować moje zainteresowania i znaleźć praktyczny sposób na ich wykorzystanie. Dzięki temu mogłam studiować z poczuciem, że to, co robię jest nie tylko ciekawe, ale i funkcjonalne, że nawet – pogardzana wcześniej, bo niezrozumiała – gramatyka ma konkretne, racjonalne podstawy i sens. Ogromnym odkryciem była dla mnie też specjalizacja edytorska, która pozwoliła mi inaczej spojrzeć na poszczególne etapy nie tylko procesu wydawniczego, ale przede wszystkim procesu twórczego. Jestem pełna podziwu i wdzięczności dla nauczycieli akademickich, którzy starali się uświadomić nam, studentom, że książka jest przedmiotem delikatnym i szczególnym, że dobre opracowanie publikacji wymaga zaangażowania na różnych poziomach wiedzy, umiejętności i wrażliwości. Zajęcia z historii literatury pomogły mi z jednej strony nabrać zdrowego dystansu do ulubionych twórców i epok literackich, z drugiej zaś – docenić tych pisarzy i nurty, których wcześniej nie próbowałam poznać lepiej ani zrozumieć. Ćwiczenia językoznawcze (oparte w moim przypadku na fundamencie filologii klasycznej) uświadomiły mi z kolei, jak starym i złożonym, a przy tym jak niezwykle funkcjonalnym narzędziem jest polszczyzna. Z wiedzy tej korzystam cały czas, mimo że od egzaminu magisterskiego minęły już ponad dwa lata. Cały czas także przekonuję się, że studia to dopiero początek przygody z literaturą i ze słowami. Warto było tę przygodę rozpocząć w dobrym towarzystwie.

 

STRONA GŁÓWNA →

Autor: Grzegorz Jędrek
Ostatnia aktualizacja: 28.04.2014, godz. 03:06 - Grzegorz Jędrek