← Powrót do listy Ekspertów KUL

 

Komentarz z dn. 03.06.2016 r.

Dr Mariusz Koper

Katedra Języka Polskiego KUL

 

Goool!!! Nie maaa!!! Co się dzieje?!! Kilka uwag o języku dziennikarzy sportowych

 

Już niebawem kibice będą emocjonować się Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej, które zostaną rozegrane we Francji. Kilka tygodni po nich kolejna ważna impreza sportowa – XXXI Letnie Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Nie od dzisiaj wiadomo, że sympatycy sportu oceniają nie tylko uczestniczących w zawodach sportowców, ale także dziennikarzy sportowych, relacjonujących wydarzenia za pośrednictwem mediów.

           

Można już czekać na kolejne komentarze na forach internetowych i w prasie o kondycji polskiego dziennikarstwa sportowego. Tak się jakoś składa, że dyskusja ta toczy się zazwyczaj przed dużymi imprezami sportowymi oraz tuż po nich. Wszyscy wówczas stają się fachowcami w branży sportowej. Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na fakt, iż kwestia opisu językowego oraz badań naukowych w tym zakresie nie ogranicza się tylko do wytykania błędów językowych, gaf, wpadek itp. Powiedziałbym nawet, że nie jest ona aż tak roztrząsana i eksponowana w środowisku naukowym, chociaż oczywiście również i tutaj obecna. Badania nad językiem sportu w Polsce mają już swoją wieloletnią tradycję. W Polsce rozwinął je Jan Ożdżyński. Badacz ten skupił się na terminologii sportowej, słownictwie wspólnoodmianowym, radiowej i telewizyjnej odmianie języka sportowego itd. Współcześnie prace z zakresu szeroko rozumianego języka sportu idą w dziesiątki, jeśli nie w setki. Bo język sportu to przecież nie tylko język dziennikarzy sportowych, ale też sportowców, kibiców, trenerów, spikerów itp. Wydaje się jednak, iż najatrakcyjniejszą do badań i ocen jest odmiana dziennikarska, która współcześnie nie tylko dotyczy radia, telewizji, prasy, ale również najnowszego medium, jakim jest niewątpliwie internet. Analizie poddawane są różne kwestie: leksyka, frazeologia, składnia, ukształtowanie językowo-stylistyczne, czy też rejestr emocjonalny języka. Ten ostatni sprowadza się do często zadawanego pytania, jaka powinna być relacja sportowa – emocjonalna, emfatyczna, czy też bardziej powściągliwa i dyskretna? Wydaje się, że nie ma tutaj jednej szkoły. Niewątpliwie dziennikarz, dobierając odpowiedni repertuar środków językowych, powinien podążać za emocjami widza-odbiorcy. Legenda polskiego dziennikarstwa sportowego – śp. Bohdan Tomaszewski – przyznał kiedyś, że sztuki tej uczył się przez całe życie. Sądzę, że określenie sztuka nie jest tutaj przywołane na wyrost. Komentator bowiem musi wcielić się w różne role. Powinien być jednocześnie świetnym mówcą, znawcą sportu, poliglotą, ale też aktorem i pewnym „akompaniatorem” do nadawanego obrazu i dźwięku.

           

Biorąc pod uwagę dobór środków językowych, z pewnością inna jest w tym zakresie relacja radiowa, inny zaś komentarz telewizyjny. W tej pierwszej dziennikarz winien mówić obrazami, opisać w miarę wszystko, bo przecież słuchacz radiowy nic nie widzi. Powinien zatem stworzyć pewną aurę widowiska sportowego, dzięki której odbiorca radiowy mógłby się przenieść w konkretne miejsce i czas. W przypadku komentarza telewizyjnego zaleca się większą powściągliwość. Dziennikarz powinien czasami „klękać przed obrazem”, ponieważ oglądający widowisko telewizyjne pewne rzeczy jest w stanie sam zauważyć. Nie jest potrzebna nadmierna „gadatliwość”, a chwile komentatorskiej ciszy, których radio raczej nie lubi, w przypadku telewizji są jak najbardziej wskazane. Milczenie komentatora może zrekompensować odgłos stadionu, radość kibiców oraz sportowców.

           

Zawód dziennikarza sportowego to jedna z najczęściej ocenianych profesji. Jak się okazuje, jesteśmy nie tylko kibicami, ale również trenerami naszej reprezentacji, a nawet dziennikarzami sportowymi. Wystarczy tylko wpisać w wyszukiwarce internetowej hasło: język dziennikarzy sportowych, a wyświetlą nam się różne potknięcia relacjonujących wydarzenia sportowe. Internauci mówią tutaj o gafach, błędach, pewnych dwuznacznościach, które istotnie wyjęte z szerszego kontekstu mogą za takie uchodzić. Przytoczmy kilka przykładów:

 

                Jeszcze dwa ruchy i Włoszka będzie szczęśliwa.

                Puścił Bąka lewą stroną.

                Janas zmienił zdanie, chociaż Brożek był już rozebrany.

                Ćwiczy w zwisie. Bardzo ładnie obciągnięty.

 

Podobnych przykładów jest znacznie więcej. Nieco inaczej do tych kwestii można podejść w sytuacji, gdy towarzyszy temu obraz, szerszy tekst i kontekst sportowy, uwzględnienie charakterystycznej dla dziennikarzy skrótowości, gwary środowiskowej, rządzącej się swoimi prawami składni języka mówionego itp. Wtedy niektóre „retoryczne uniesienia” przestają być śmieszne i zabawne, a stają się jedną z charakterystycznych cech tej mówionej odmiany języka. Inną kwestią jest to, że każdy dziennikarz poszukuje pewnie własnego stylu wypowiedzi. Bywa i tak, że sili się na oryginalność, co może skutkować przekroczeniem pewnej świeżości stylistycznej, a nawet graniczyć z językowym kiczem. A może chce, aby w ten sposób go zauważono:

 

                Nokaut jest tu nieunikniony jak zmarszczki po sześćdziesiątce.

                Obrona Tysona śmierdzi jak dworcowa knajpa.

                Solskjaer  i gol wykorzystany przez mordercę o twarzy dziecka.

                Bramkarz jak saper. Myli się tylko raz.

 

Umiejętność zobiektywizowania emocji, pewna koherencja, nie nadmiar, nie niedomiar, ale umiar w odpowiednich sytuacjach może uchronić przed tym zgrzytem stylistycznym.

           

To może jeszcze kilka błędów językowych, innych od tych, które uparcie odnotowują internauci. Sprawą drażniącą bywa np. nieodmienianie polskich nazwisk. Dlaczego nie wszyscy odmieniają nazwisko polskiego skoczka Jana Ziobry? (jego nazwisko odmienia się przecież jak Fredro). Sprawa ta dotyczy nie tylko dziennikarzy sportowych, wszak mamy również „politycznego Ziobrę”. Dlaczego niektórzy pozostawiają w mianowniku nazwiska męskie: Omelko (w odniesieniu do mężczyzny odmienia się jak Kościuszko), Lampe (odmienia się jak Linde) itd.

           

Może jeszcze kilka uwag o wpływie języka angielskiego. Mamy już bowiem w piłce nożnej playmakera (głównego rozgrywającego), w lekkoatletyce pacemakera (jest polskie określenie zając), coacha (trenera), team (drużynę), a nawet team spirit (ducha zespołu). W trakcie poprzednich mistrzostw Europy, szczególnie w miastach, karierę zrobiły strefy kibica. W mediach częściej mówiło się jednak o fan zonach itp. Wydaje się, iż w niektórych przypadkach nie będzie nadużyciem odwołanie się do M. Reja, który stwierdził, że Polacy nie gęsi, bo swój język mają.

           

W jednej z audycji telewizyjnych dziennikarka sportowa powiedziała, że dzisiaj słowo dziękuję będzie odmieniane przez wszystkie przypadki. Tak, to prawda, dzisiaj bardzo często w mediach wszystko się odmienia przez przypadki. Ale chyba nie czasowniki!? Na stwierdzenia eksperta w studiu telewizyjnym: „pobiegaj tak pięknie jak Justyna” (chodziło oczywiście o Justynę Kowalczyk, przyp. MK), dziennikarz odpowiada: „tak, tak, zauważyłem ten przymiotnik”. Szukam, ale jakoś nie mogę tu znaleźć tej części mowy. Wystarczy już może tego wytykania i złośliwości.

           

Na zakończenie krótki apel do wszechwiedzących i często negatywnie oceniających poczynania dziennikarzy sportowych kibiców. Otóż wszystkim krytykantom proponuję pewien eksperyment. W trakcie wydarzeń sportowych niech wyłączą dźwięk telewizora i skomentują dla współoglądających widowisko „na żywo”. A może zadzwonią do kogoś, kto nie może akurat w tym momencie obejrzeć jakiegoś meczu? Może będzie wówczas mniejszy stres, bo przecież komentator sportowy to ktoś, kogo słychać, ale raczej nie widać. Jak długo krytyczny widz wcielający się w nową rolę dziennikarza będzie potrafił w barwny sposób opisać to, co się dzieje w tym czasie na ekranie jego telewizora? Przecież jest niekwestionowanym fachowcem! Czy dotrwa do 45 minuty meczu, czy też zarzuci jakże świeżą profesję zaraz na początku? Wiem od niejednego dziennikarza sportowego, że byli już tacy, którzy zasiadali za stanowiskiem komentatorskim, którym dawało się mikrofon i zakładało słuchawki na uszy. Po tych doświadczeniach z reguły stwierdzali, że to był ich pierwszy i ostatni raz w tej roli. Podsumowując, bądźmy krytyczni, zwracajmy uwagę na wszelkie błędy i potknięcia językowe, wszak dziennikarze sportowi mają wpływ na kształtowanie współczesnej polszczyzny, z drugiej jednak strony odrobina wyrozumiałości dla tego naprawdę trudnego zawodu oraz uatrakcyjniającym te wydarzenia naszym dziennikarzom jak najbardziej się należy. Jeśli jednak ktoś uważa, że jest najlepszy, to niech spróbuje własnych sił w profesjonalnym dziennikarstwie sportowym. Do odważnych świat należy! A zatem do boju!

 

 

Autor: Dawid Florczak
Ostatnia aktualizacja: 03.06.2016, godz. 13:25 - Dawid Florczak