← Powrót do listy Ekspertów KUL

 

Komentarz z dn. 2.09.2015

Dr hab. Andrzej Gil, prof. KUL

Instytut Nauk Politycznych i Spraw Międzynarodowych

 

Granatowa polityka

 

Brutalne starcia przed Radą Najwyższą Ukrainy, w wyniku których śmierć poniosło kilku żołnierzy Gwardii Narodowej, a stu kilkudziesięciu odniosło rany, rodzą pytanie o bilans rządów ekipy prezydenta Petra Poroszenki i premiera Arsenija Jaceniuka. Nie wypada on dla niej korzystnie. Kryzys, jak przeżywa dzisiaj Ukraina, jest co prawda efektem zaniedbań wszystkich sprawujących w niej władzę po 1991 roku, ale to właśnie obaj ci politycy dawali – po obaleniu konstytucyjnego prezydenta – gwarancję zasadniczych zmian, prowadzących nie tylko do zatrzymania niekorzystnych tendencji, ale i do wytworzenia przejrzystych i powszechnie akceptowalnych mechanizmów naprawczych, prowadzących w perspektywie do powstania nowej jakości we wszystkich istotnych dla nowoczesnego, europejskiego państwa dziedzinach.

Relacje z Kijowa, przypominające bardziej telewizyjne migawki z Bliskiego Wschodu niż z państwa, aspirującego do europejskich struktur, stawiają jeszcze raz przed opinią publiczną Zachodu pytanie o zasadność ingerencji w wewnętrzne sprawy innych krajów w celu zaprowadzenia w nich pożądanego modelu społeczno-politycznego. Doświadczenia skutków tzw. arabskiej wiosny niczego nie nauczyły europejskich decydentów politycznych. Upadek Hosni Mubaraka czy Muammara Kadafiego nie tylko nie przyczynił się w żaden sposób do poprawy sytuacji lokalnych społeczności, ale też zburzył delikatny niekiedy system miejscowych uwarunkowań, gwarantujący zachowanie podstawowej stabilności i porządku. Masowy exodus ludności z państw Północnej Afryki i Zachodniej Azji jest żywym dowodem na absurdalność myślenia o uniwersalności tzw. europejskich wartości i możliwości ich implementacji przez zbiorowości funkcjonujące w zupełnie innych systemach aksjologicznych. Klęska arabskiego przebudzenia nie wzbudziła żadnej poważniejszej refleksji nie tylko w środowisku zachodnioeuropejskich polityków, ale i wśród wszystkich obywateli Unii Europejskiej. Miraż tworzenia nowego świata na swój obraz i podobieństwo okazał się silniejszy, niż trzeźwa i realna ocena rzeczywistości.

Te same błędy popełniane są w odniesieniu do Ukrainy. Naiwna wiara w spontaniczność zrywu Majdanu i konieczność obalenia tyrana, stojącego na drodze obywateli tego państwa do symbolizowanej przez Unię Europejską wolności, napełniała (i mam wrażenie, że tak jest do dzisiaj) serca większości Europejczyków. Ulice i place Kijowa stały się celem prawdziwych pielgrzymek polityków, manifestujących swe poparcie dla zachodzących na Ukrainie zmian, symbolizowanych tak przez bezpośrednią demokrację Majdanu, jak i konstytuującą się w ciszy gabinetów nową ekipę. Oligarchia, symbolizowana przez „Rodzinę” Wiktora Janukowycza (i jego samego), miała odejść w niechlubną przeszłość.

Z perspektywy tych kilkunastu miesięcy widać, że Ukraina w szybkim tempie zbliża się do poziomu państw upadłych. Konflikt wewnętrzny oraz ingerencja z zewnątrz rozsadzają państwo, będące tak naprawdę zlepkiem różnych, nie zawsze pasujących do siebie części. Indolencja władz powoduje, że jakiekolwiek reformy stają się niemożliwe do uchwalenia i przeprowadzenia, a dyskusje o przyszłym kształcie ustrojowym Ukrainy, wobec anarchizacji życia publicznego, nie przynoszą żadnego realnego efektu. Jak na razie, symbolem nowej Ukrainy stał się bojowy granat.

Autor: Katarzyna Link
Ostatnia aktualizacja: 26.10.2015, godz. 10:37 - Katarzyna Link