Homilia na uroczystość Trójcy Przenajświętszej

– kościół akademicki KUL – 15 czerwca 2014 r.

 

Drodzy Bracia i Siostry uczestniczący w Mszy Świętej w kościele uniwersyteckim,

Rodacy w kraju i za granicą łączący się z nami za pośrednictwem Telewizji Polonia,

Przyjaciele Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II

 

I. „Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i udzielanie się Ducha Świętego niech będzie z wami wszystkimi” (2 Kor 13, 13)

Tydzień temu, obchodząc uroczystość Zesłania Ducha Świętego, zakończyliśmy obchody tajemnic paschalnych, w których Bóg najpełniej objawia się człowiekowi, wychodzi mu naprzeciw, daje się poznać i zaprasza do wspólnoty z sobą. Niedziela Trójcy Świętej stanowi w pewnym sensie podsumowanie i streszczenie tych obchodów. Zmartwychwstały Chrystus, w którym Apostołowie rozpoznają Boga, przedstawia się jako zapowiedziany wysłannik Ojca, do którego powraca przez wniebowstąpienie, i nakazuje Apostołom, by pozostali w Jerozolimie, oczekując spełnienia obietnicy, którą jest zesłanie Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy. Odtąd Kościół udziela chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, a pozdrawia się, jak słyszeliśmy w drugim czytaniu, życzeniem łaski Jezusa Chrystusa, miłości Boga i udzielenia Ducha Świętego. Z tego objawienia wyrasta nasza wiara, że Bóg jest jeden w Trójcy Osób. Jest to wielka tajemnica, przekraczająca nasze możliwości poznawcze. Jednocześnie ta tajemnica jest bardzo pociągająca. Każdy z nas chciałby ją przeniknąć, a więc poznać Boga i zrozumieć Go, a dzięki temu zrozumieć samego siebie, ponieważ – jak wielokrotnie mówił św. Jan Paweł II – człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa.

W świętowaną dziś uroczystość Trójcy Przenajświętszej Kościół poprzez liturgię i słowo wprowadza nas w najgłębszą prawdę wewnętrznego życia Boga w Trójcy Jedynego. Przybliżamy się z wiarą do „Boga Ojca, który w pełni czasów posłał swego Syna dla naszego zbawienia; Jezusa Chrystusa, który w tajemnicy swej śmierci i zmartwychwstania odkupił świat, Ducha Świętego, który prowadzi Kościół poprzez wieki w oczekiwaniu na chwalebny powrót Pana” (Benedykt XVI, Porta fidei, 1).

Wiara w Trójcę Świętą jest istotą i treścią chrześcijaństwa! Zostaliśmy ochrzczeni, czyli włączeni do Kościoła i dopuszczeni do łaski zbawienia w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. A do naszej codziennej religijności ściśle przynależy znak krzyża. Znak ten, tak wyraźnie obecny w ikonografii i sztuce świata zachodniego, powtarzany po wielokroć każdego dnia, towarzyszy nam od początku życia aż do chwili śmierci.

Dogmat o Trójjedynym Bogu jest twierdzeniem, wobec którego rozum zawiesza swoje sądy, jest rzeczywistością przekraczającą nasze możliwości poznawcze, tajemnicą, która nie zaprzecza rozumowi, ale która go przekracza. Dlatego św. Augustyn napisał w swoich Wyznaniach: „Kto zdoła pojąć Trójcę Wszechmogącą? Czy jest taki, kto by nie mówił o Niej, a jednak czy mówiąc, naprawdę o Niej mówi?" (Augustyn, Wyznania, III 5, 11).

Znana jest pewna opowieść o św. Augustynie, jednym z największych filozofów i teologów chrześcijańskich. Otóż, przed rozpoczęciem traktatu o Trójcy Świętej – a napisanie go zajęło mu przeszło 20 lat – miał zobaczyć małego chłopca, który niewielką muszelką przelewał wodę z morza do małego dołka. „Czy ty myślisz, że tą małą muszelką przelejesz to ogromne morze?” – zapytał Augustyn. Na co chłopiec odpowiedział: „Prędzej ja przeleje tą muszelką całe morze do tego maleńkiego dołka, niż ty zrozumiesz tajemnicę Trójcy Świętej”.

Tak, bez wątpienia, jest to największa tajemnica naszej wiary! Z drugiej jednak strony, jak to ujął Benedykt XVI: „Temu, kto wierzy, cały wszechświat mówi o Bogu w Trójcy Jedynym. Od międzygwiezdnych przestrzeni aż po mikroskopijne cząsteczki, wszystko, co istnieje, odsyła do tego Bytu, który się objawia w wielości i różnorodności elementów, niczym w wielkiej symfonii" (Benedykt XVI, Tajemnica Boga w Trójcy Jedynego, Rozważanie przed modlitwą Anioł Pański, 11 czerwca 2006).

 

 

II. „Przeszedł Pan przed jego oczyma” (Wj 34, 6)

Odkrywanie głębi życia Bożego jest odwiecznym ludzkim pragnieniem. O tym pragnieniu słyszeliśmy w pierwszym czytaniu z Księgi Wyjścia. Widzimy Mojżesza, który – jak mało kto – poznał Boga z bliska, a zarazem doświadczył Jego tajemniczości. Pragnąc ujrzeć Boga, Mojżesz nie kieruje się pychą próżnej wiedzy, lecz pragnie uprosić łaskę codziennej obecności Boga, który daje prawdziwe życie: „Jeśli łaskawy jesteś dla mnie, Panie, niech pójdzie Pan w pośrodku nas” (Wj 34,9) – prosi pokornie.

Dzisiejsze pierwsze czytanie ukazuje Mojżesza w chwili, w której jest mu dane bezpośrednio, niemal naocznie, namacalnie doświadczyć Boga. Ta krótka chwila bardzo zmieniła Mojżesza. Był już innym człowiekiem. Żył jak gdyby na granicy dwóch światów. Zastanówmy się, co takiego wówczas się stało.

Na górze Synaj Bóg zawarł z narodem wybranym przymierze, którego wyrazem był Dekalog – prawo zapisane przez Boga na dwóch kamiennych tablicach. Niestety, zanim Mojżesz wrócił do obozu, niosąc triumfalnie tablice przymierza, naród wybrany porzucił Boga, oddając cześć złotemu cielcowi. Przymierze zostało zerwane niemalże w chwili jego zawarcia. Mojżesza opanował wówczas wielki gniew, że jego misja została udaremniona. Potem jednak, po ciężkiej pokucie, poprosił Boga o przebaczenie i Bóg zgodził się ponownie zawrzeć przymierze ze swoim ludem.

To doświadczenie było tak niezwykłe, że Mojżesz – chyba jeden jedyny raz – poprosił Boga o coś dla siebie. Mówił: “[...] jeśli jesteś mi łaskawy, daj mi poznać Twoje zamiary [...] spraw, bym ujrzał Twoją chwałę”. Dla tego człowieka, który był tak blisko Boga, ten Bóg pozostawał wielką tajemnicą, a jego największym pragnieniem było zrozumieć tego tajemniczego Boga. Mojżesz dostąpił tej łaski, ale w ograniczony sposób: mógł zobaczyć Boga, ale od tyłu: „[...] nie będziesz mógł oglądać mojego oblicza, gdyż żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu [...] Gdy przechodzić będzie moja chwała, postawię cię w rozpadlinie skały i położę rękę moją na tobie, aż przejdę. A gdy cofnę rękę, ujrzysz mnie z tyłu, lecz oblicza mojego tobie nie ukażę”.

Właśnie w tej chwili spotykamy Mojżesza w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Wchodzi on na górę, niosąc dwie nowe kamienne tablice, na których ponownie mają się pojawić słowa Dekalogu. Najpierw jednak doświadcza przez moment obecności Boga: “Pan zstąpił w obłoku i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Pana. Przeszedł Pan przed jego oczyma [...]”. W tej chwili Mojżesz upadł na twarz i wypowiedział słowa modlitwy: “Jeśli łaskawy jesteś dla mnie, Panie, niech pójdzie Pan w pośrodku nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz nasze winy i grzechy nasze, i uczynisz nas swoim dziedzictwem”.

W tym momencie Mojżesz prawdopodobnie zrozumiał, że tajemniczość Boga nie jest przypadkiem, nie jest kaprysem Wszechmocnego. Wynika ona z tego, że grzeszny człowiek nie jest zdolny zbliżyć się do świętego Boga. Po tym doświadczeniu Mojżesza jego rodacy nie mogli nawet znieść widoku jego promieniejącej twarzy. Mojżesz jednocześnie zrozumiał, że Bóg wychowuje człowieka, prowadząc go do momentu pełnej dojrzałości ludzkiej, do momentu, w którym będzie on gotowy na spotkanie z Bogiem twarzą w twarz. Dlatego prosi Boga, by szedł w pośrodku nas, którzy mamy twarde karki, ale miłosierny Bóg, mimo to, może uczynić nas swoim dziedzictwem.

 

III. „[...] ani na chwilę nie zapominajcie o tym, jak wielką wartością jest rodzina” (Jan Paweł II, Rodzina wspólnotą życia i miłości, Kalisz 4.06.1997, Homilia podczas Mszy św. przed sanktuarium św. Józefa)

Kościół zawsze był świadomy tego, że życie ludzkie jest dojrzewaniem do spotkania z tajemniczym Bogiem. Dlatego tak wielką wagę przywiązuje do wychowania człowieka. Choć wolna wola sprawia, że każdy z nas jest ostatecznie odpowiedzialny za siebie samego, to mocą ogólnoludzkiej wspólnoty jesteśmy też w pewnym stopniu odpowiedzialni za siebie nawzajem. Jesteśmy ludem, który wspólnie kroczy drogą do Boga. Niezastąpionym i pierwszorzędnym wychowawcą jest rodzina. Św. Jan Paweł II, ogłoszony przez papieża Franciszka patronem rodzin, powtarzał w duchu dokumentów Soboru Watykańskiego II, że dobro społeczeństwa jest ściśle związane z kondycją rodziny. Nieustannie przypominał o jej roli i zadaniach: „Należy zatem podkreślić – mówił 31 maja 2001 r. do wykładowców i studentów Papieskiego Instytutu Studiów nad Małżeństwem i Rodziną – że wychowanie dzieci jest świętym i solidarnym obowiązkiem rodziców: zarówno matki, jak i ojca: wymaga bliskości, ciepła, dialogu, przykładu. Rodzice powinni być we wspólnocie rodzinnej przedstawicielami dobrego Ojca – jedynego doskonałego wzoru, którym należy się inspirować” (Jan Paweł II, Przyszłość ludzkości idzie poprzez rodzinę). Ojciec święty Benedykt XVI, kontynuując nauczanie swego poprzednika, podczas VII Światowego Spotkania Rodzin w 2012 r. w Mediolanie podkreślił: „[...] życie rodzinne jest pierwszą i niezastąpioną szkołą cnót społecznych, takich jak poszanowanie osób, bezinteresowność, zaufanie, odpowiedzialność, solidarność, współpraca. [...] Nie jest łatwo, zwłaszcza dziś, żyć waszym powołaniem, lecz rzeczywistość miłości jest wspaniała, jest jedyną siłą, która może naprawdę przemienić kosmos, świat” (Benedykt XVI, Homilia na zakończenie VII Światowego Spotkania Rodzin, 3 czerwca 2012).

 

IV. „W istocie uniwersytet był i jest nadal powołany, by zawsze był domem, w którym poszukuje się prawdy właściwej osobie ludzkiej” (Benedykt XVI, Przemówienie do młodych wykładowców akademickich w bazylice św. Wawrzyńca, Madryt 19 sierpnia 2011 r.)

Rodzina wymaga jednak wielowymiarowego wsparcia ze strony takich instytucji, jak: państwo, Kościół i szkoła. Również uniwersytet uczestniczy w kształtowaniu człowieka – i to w newralgicznym momencie wejścia w dorosłość. W czasie, kiedy najważniejsze autorytety zostają tak często chwilowo zakwestionowane, niezwykle cenna jest wspólnota koleżanek i kolegów, zarówno rówieśników, jak i starszych, zwanych profesorami, którzy łączą swoje siły w poszukiwaniu prawdy. Przez stulecia uniwersytet dowiódł swej niezwykłej skuteczności w kształtowaniu charakteru i całej osobowości młodych mężczyzn i kobiet.

Dzisiaj jednak, jak się wydaje, uniwersytet przeżywa pewien kryzys, związany z oderwaniem od swoich istotnych celów. Podkreślało to wielu papieży, ale chyba najdobitniej Benedykt XVI. W ramach obchodów 26. Światowego Dnia Młodzieży, 19 sierpnia 2011 r., w bazylice klasztoru św. Wawrzyńca w Escorialu koło Madrytu, spotkał się z kilkuset reprezentantami świata nauki. Papież zdiagnozował wówczas istotę obecnego kryzysu nauki i edukacji: „Czasem uważa się, że misją profesora uniwersytetu jest już tylko kształtowanie kompetentnych i skutecznych specjalistów, mogących zaspokoić zapotrzebowanie rynku w danym momencie. Spotykamy także stwierdzenia, że jedyną rzeczą, którą należy uprzywilejowywać w obecnej koniunkturze, jest zdolność czysto techniczna. Oczywiście, dzisiaj rozszerza się ta utylitarna wizja edukacji, także uniwersyteckiej, upowszechniona zwłaszcza przez środowiska pozauniwersyteckie”.

Przeciwstawiając się takiej redukcjonistycznej wizji, papież podkreślił wagę ogólnoludzkiej formacji młodego człowieka: „W istocie uniwersytet [...] zawsze był domem, w którym poszukuje się prawdy właściwej osobie ludzkiej. [...] uosabia więc ideał, który nie powinien się zdegenerować ani z powodu ideologii zamkniętych na racjonalny dialog, ani też służalczości wobec logiki utylitarystycznej prostego rynku, postrzegającej człowieka jako zwyczajnego konsumenta. To właśnie jest waszą ważną i życiową misją. [...] Czyni się to nie tylko przez nauczanie, ale znacznie bardziej przez życie, [...] W tym sensie młodzi ludzie potrzebują autentycznych mistrzów; osób otwartych na całą prawdę w różnych dziedzinach wiedzy, potrafiących słuchać i żyjących w swym wnętrzu takim dialogiem interdyscyplinarnym; nade wszystko osoby przekonane o ludzkiej zdolności postępu na drodze do prawdy. Młodość jest czasem uprzywilejowanym dla poszukiwania i spotkania z prawdą. [...] Ta wysoka aspiracja to najcenniejsze, co możecie przekazać osobiście i życiowo waszym studentom, a nie tylko niektóre techniki instrumentalne i anonimowe, czy pewne chłodne dane, używane jedynie w sposób funkcjonalny”. Dla przyszłości naszej cywilizacji jest niezmiernie ważne, żeby kolejne pokolenie zostało nie tylko wyedukowane w zakresie poszczególnych nauk, coraz częściej pojmowanych czysto utylitarystycznie jako bezpośrednie wsparcie gospodarki, ale żeby zostało również wtajemniczone w dziedzictwo wielkiego wysiłku ludzkiego ducha, przedzierającego się przez tajemnice życia w kierunku poznania pełnej prawdy o sobie. Za Benedyktem XVI możemy ze smutkiem stwierdzić, że współczesne szkolnictwo coraz rzadziej potrafi zaproponować młodzieży wprowadzenie w tę wielką poznawczą przygodę.

 

 

V. „[...] katolickość uniwersytetu czyni go bardziej zdolnym do bezinteresownego poszukiwania prawdy” (Jan Paweł II, O uniwersytetach katolickich «Ex corde Ecclesiae»)

W dobie kryzysu klasycznego ideału uniwersytetu, kiedy szkolnictwo nabiera charakteru czysto zawodowego i w coraz większym stopniu jest podporządkowane rynkowi, misja uczelni katolickich staje się coraz bardziej wyraźna i coraz ważniejsza. Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II stawia sobie za cel właśnie realizację klasycznego ideału akademickiego: staramy się kształcić całego człowieka. Dlatego zabiegamy o to, żeby młody człowiek mógł znaleźć wśród profesorów nie tylko ekspertów w wąskiej dziedzinie, ale także mistrzów, dzielących się z nim pasją poszukiwania całej prawdy. Naszym celem jest kształcenie nie tylko specjalistów, ale ludzi dojrzałych, samodzielnie myślących, rozwiniętych duchowo, zdolnych do zrozumienia siebie i świata, zdolnych do poznania i przyjęcia objawiającego się Boga. W tym właśnie upatrujemy naszą specyfikę. Ze świeckimi uczelniami łączą nas te same cele i metody badawcze, te same dyscypliny naukowe. My jednak nie możemy i nie zamierzamy ograniczać się do kształcenia profesjonalnego, nie pozostajemy na usługach rynku. W tym sensie uniwersytet katolicki uczestniczy we właściwy sobie i niezastąpiony sposób w kształtowaniu młodych umysłów, serc i charakterów. Jednocześnie, wykraczając poza utylitarną logikę zaspokajania codziennych potrzeb, śmiało mierząc się ze wszelkimi tajemnicami rzeczywistości, pozostaje otwarty na tajemnicę Boga objawiającego się jako Trójca Osób i pomaga w tym otwarciu się innym: pracownikom, studentom i całemu społeczeństwu.

 

VI. „Jeśli widzisz miłość, widzisz Trójcę” (Augustyn)

Poznawanie Trójcy w jedności jest celem całego życia chrześcijańskiego. Teologowie starają się ją nazwać i opisać, filozofowie – objaśnić jej naturę, mistycy – ukazać jej głębię i moc, artyści – przedstawić jej piękno i doskonałość, a człowiek wierzący stara się żyć tą prawdą.

Chrześcijanin każdy dzień rozpoczyna znakiem krzyża. Jest świadom tego, że Trójca jest wspólnotą prawdziwej miłości i stara się tę miłość przenieść na bliźnich. Możemy powtórzyć za św. Augustynem: „Jeśli widzisz miłość, widzisz Trójcę". Odkryjmy radość wiary w Boga, który pozwala nam odsłonić nawet głębię swego wewnętrznego życia. Odkryjmy w Bogu sens naszego życia. Nieśmy radość z odkrycia Boga po peryferie świata. Do nas wszystkich przybliża się Bóg Trójjedyny – zaczerpnijmy mocy z Jego głębi.