VIII Niedziela Zwykła, Kościół Akademicki KUL, 26 lutego 2017 r.

 

Bóg nie opuszcza swojego ludu

 

Wszyscy z pewnością znamy ikonograficzne przedstawienie Bożej opatrzności: oko otoczone przez promienie światła, wpisane w trójkąt. Znak ten, umieszczany na fasadach kościołów i domów, ma nam przypominać, że Bóg widzi, Bóg jest obecny. Oko Opatrzności symbolizuje Wszechmocnego, który z uwagą i miłością w każdej chwili towarzyszy człowiekowi, „opiekuje się każdym z nas z osobna, jak i całą ludzkością” – jak to ujął św. Augustyn. Do prawdy o Bożej opatrzności odnoszą się dzisiejsze czytania liturgiczne.

 

I. Nawet gdyby ona zapomniała…

 

W pierwszym czytaniu wysłuchaliśmy krótkiego, ale jakże wzruszającego fragmentu księgi proroka Izajasza: „Mówił Syjon: «Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał»” (Iz 49,14). Syjon, czyli Jerozolima, symbolizuje tutaj naród wybrany, Izraela cierpiącego w niewoli babilońskiej. Wspominając dawne życie we własnym, wolnym państwie, Izrael wypowiada tragiczne i przesycone zwątpieniem narzekanie, pełną rozpaczy skargę. Dla lepszego zrozumienia i wyczucia dramaturgii owych słów warto przypomnieć, w jakim kontekście zostały wypowiedziane, a raczej wykrzyczane. Owym kontekstem była zupełna klęska królestwa Judy, upadek i zburzenie Jerozolimy, splądrowanie świątyni, a później długa, siedemdziesięcioletnia niewola, poprzedzona masową deportacją i przesiedleniem Żydów do Babilonu. Wśród starożytnych rozpowszechniona była wiara, że w wojnach między państwami kluczową rolę odgrywają walczące między sobą bóstwa opiekuńcze tych państw. Skoro Jerozolima upadła, a naród został upokorzony i wypędzony, czy znaczy to – stawiano sobie pytanie – że bogowie Babilonu są mocniejsi niż Bóg Żydów? Jednakże od pokoleń opowiadano, że ten Bóg rzucił na kolana faraona i wszystkich bogów Egiptu. Bóg Abrahama, Izaaka i Izraela, Bóg Mojżesza nie mógł ulec pogańskim bożkom. Może więc wszystkie nieszczęścia narodu świadczą o czymś innym, może jeszcze bardziej przerażającym: może Bóg cofnął swoje obietnice, zerwał przymierze? Może naród, który nazywał się wybranym, stał się Bogu obojętny?

Słysząc tę skargę, niewątpliwie często wypowiadaną wśród wygnańców, Bóg odpowiada przez usta proroka: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15). Jest to jeden z najbardziej poruszających wyrazów Bożej miłości w całej Biblii. Posługując się obrazem matki, która troszczy się o swoje nowo narodzone dziecko, prorok zapewnia, że miłość Boga jest nieodwołalna bez względu na okoliczności. Trudno bowiem wyobrazić sobie, żeby matka, która przez dziewięć miesięcy czekała na chwilę porodu, wydała na świat dziecko i teraz cieszy się nim, przestała z jakiegokolwiek powodu kochać swoje niemowlę, żeby o nim zapomniała, żeby zobojętniała na jego płacz. Jest bowiem – jak pisał Józef Ignacy Kraszewski – „[...] jedna miłość, która nie liczy na wzajemność, nie szczędzi ofiar, płacze, a przebacza, odepchnięta wraca – to miłość macierzyńska”. Ale gdyby ktoś przywołał obraz złej, wyrodnej matki – dodaje Bóg przez swojego proroka – to nawet gdyby matka zapomniała, On nie zapomni o tych, których sobie wybrał. W ten sposób prorok chce powiedzieć, że miłości i opatrzności Boga nie może osłabić żadna siła ani żadne okoliczności.

 

II. Nie martwcie się zatem…

 

W odczytanym dzisiaj fragmencie Ewangelii św. Mateusza Bóg jest określany mianem ojca, a Chrystus wyraża tutaj właściwie dokładnie tę samą prawdę, z którą spotkaliśmy się w Księdze Izajasza. Przywołany tekst stanowi fragment Kazania na górze. Stojąc przed zasłuchanym tłumem – jak przyjmuje tradycja – na północnym brzegu jeziora Genezaret, Jezus wypowiedział słowa, które zawierają równocześnie pociechę i upomnienie. Posługując się prostymi porównanymi, wskazując na świat przyrody, Chrystus mówi: „Nie martwcie się o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. […] Nie martwcie się zatem i nie mówcie: co będziemy jedli? co będziemy pili? czym będziemy się przyodziewali? Bo o to wszystko poganie zabiegają. […] Nie martwcie się więc o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie martwić się będzie. Dosyć ma dzień każdy swojej biedy»” (Mt 6, 25-34).

Mało który fragment Ewangelii jest tak sprzeczny z duchem i aspiracją naszych czasów. Dla niektórych brzmi on dzisiaj jak utopia, iluzja czy przejaw romantycznego oderwania od rzeczywistości. Jednak należy zauważyć, że w dzisiejszej Ewangelii niczym refren powraca zdanie: „Nie troszczcie się zbytnio”. Kluczem do rozumienia tego tekstu jest słowo „zbytnio”. Jak przyjmuje wielu biblistów, odwołując się do oryginalnego tekstu greckiego, Jezus mówi po prostu: „Nie martwcie się”. Nie dajcie się pochłonąć doczesnym troskom. One oczywiście są i trzeba się z nimi w życiu liczyć, ale materia łatwo przesłania ducha, zasłania nawet samego Boga. Jezus nie każe porzucać pracy, zanurzyć się w błogostanie gnuśności i stagnacji. Jednym ze sposobów deformowania Ewangelii jest usprawiedliwianie beztroski, bezczynności i lenistwo. Przypowieść o talentach zawiera jasne przesłanie: otrzymujemy od Boga – każdy z nas – dary; naszym obowiązkiem jest je pomnożyć, zwielokrotnić, niezależnie od tego, kim jesteśmy i co robimy.

Istotą przesłania Jezusa w przytoczonym tekście jest osoba Boga, jego miłość i opatrzność: „Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6,32-33), a wcześniej: „Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?” – czyli niż ptaki i lilie. Nie martwcie się – mówi Chrystus – dla Boga Ojca każda i każdy z was jest ważny. Bóg nigdy nie opuści swojego ludu.

 

III. Zaufał Bożej opatrzności

 

Rozważając tajemnicę Bożej opatrzności w przeddzień wielkiego jubileuszu stulecia powstania Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, trudno nie myśleć o założycielu i pierwszym rektorze naszej uczelni ks. Idzim Radziszewskim. Potrafił on połączyć romantyczne wizjonerstwo z twardym realizmem, ponieważ polegał ostatecznie na Bożej opatrzności.

Katolicka uczelnia miała być miejscem rzetelnego uprawiania nauki oraz kształcenia i wychowania w duchu zgodności nauki i wiary, a także – jako instytucja niezależna od szkolnictwa państwowego, wspierana przez społeczeństwo – miejscem urzeczywistnienia wolności. Ksiądz Radziszewski przypisywał katolickiemu uniwersytetowi ogromną rolę w procesie odbudowy państwa polskiego, wyzwolonego z zaborczej niewoli. Trafna i ambitna idea od początku zjednywała sobie zwolenników, ale też zderzała się z niechęcią i trudnościami piętrzonymi przez jej przeciwników. Ks. Radziszewski zaś, przekonany o jej słuszności i znaczeniu, niestrudzenie i z zaangażowaniem mierzył się z kolejnymi problemami natury organizacyjnej, finansowej, lokalowej, kadrowej. Można by rzec, cytując narodowego wieszcza, że mierzył „siłę na zamiary, nie zamiar podług sił”. Nie liczył jednak na swoje tylko ludzkie siły. Całe dzieło, jeszcze na etapie planowania, pragnął zawierzyć opiece Najświętszego Serca Pana Jezusa, które otaczał szczególnym kultem. Dzięki jego staraniom tuż po utworzeniu Uniwersytetu Serce Jezusa zostało patronem Uczelni. Bezgraniczne zaufanie Bożej opatrzności widoczne było w codziennym trudzie podejmowanym na rzecz rozwoju Uniwersytetu, w pracy pojmowanej jako służba dla dobra Kościoła i Ojczyzny. Jak wspominał jeden z jego współpracowników ks. prof. Piotr Kremer: „[…] nieograniczona ufność [ks. rektora Idziego Radziszewskiego] w Opatrzność budziła otuchę mimo nietajonych trudności. Ta ufność nie opuszczała go nigdy i była psychologicznie właściwym źródłem jego optymizmu względem ludzi i przyszłego rozwoju faktów. Była ona często wprost uderzająca”.

Zarówno dzisiejsze czytania biblijne, jak i przykład założyciela Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego przywodzą na myśl słowa św. Ignacego Loyoli: „Tak ufaj Bogu, jakby powodzenie wszystkich spraw zależało tylko od Niego. I tak działaj, jakby powodzenie wszystkich spraw zależało tylko od ciebie”. Wsłuchując się w odczytane dzisiaj słowa Księgi Izajasza oraz Kazania na górze, oddalajmy od siebie wszelkie pokusy rozpaczy, frustracji i zniechęcenia. Naszym losem nieomylnie kieruje Bóg, który jest kochającym ojcem. Z tą pewnością odważnie podejmujmy codzienne zmagania. Bóg nie tylko widzi każdy okruch dobra naszych czynów, ale w tajemniczy sposób go potrzebuje. On zaprasza nas do współpracy, abyśmy każdego dnia sami stawali się narzędziami Bożej opatrzności.