Homilia na Wielki Czwartek
Msza Wieczerzy Pańskiej
kościół akademicki KUL – 2 IV 2015 r.



1. Przejście – przyjście
W tej wieczornej godzinie gromadzimy się w kościele akademickim, naszym Wieczerniku,  aby uobecniać Ofiarę. Pytając o jej źródło, sięgamy do biblijnego opisu Paschy – do  przejścia anioła śmierci w Egipcie, który zabił wszystko, co pierworodne. Tam, gdzie rodziny pomazały drzwi domu krwią baranka, wszyscy uczestnicy uczty spożywali w pokoju upieczone mięso tego zwierzęcia. Spożywany baranek od niczego jednak nie bronił, natomiast jego krew broniła przed śmiercią. Po pospiesznym spożyciu baranka z niekwaszonym chlebem ocaleni wyszli na wolność, ku ziemi obiecanej. Dla przypomnienia tego wydarzenia Lud Wybrany powtarzał ten obrzęd rokrocznie, przez setki lat. Tak też uczynił Jezus z apostołami. Pascha to przejście. Bóg przeszedł w Egipcie pośród swego ludu. Bóg potrafi odróżnić ciemiężonych od ciemiężycieli, dobro od zła. Pascha, czyli przejście, to znaki, to symbole, to figury przyszłych zdarzeń zbawczych. Jezus posłużył się tymi zdarzeniami, uczestniczył w nich i jednocześnie wypełnił je sobą. On przyszedł na ziemię, przyjął naszą ludzką naturę, aby przejść, przejść drogę człowieka i przeprowadzić go do życia wiecznego. Święty Paweł w 1 Liście do Koryntian daje świadectwo, mówiąc: „Ja otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem [...]” (1 Kor 11, 23). Podaje, że było to tej nocy, kiedy Jezus został wydany. Tej właśnie nocy Jezus „[...] wziął chleb i dzięki uczyniwszy, połamał i rzekł: To jest Ciało moje za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę! Podobnie [...] wziął kielich, mówiąc: Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na  moją pamiątkę” (1 Kor 11, 23-26). Jezus skierował te słowa do apostołów. W ten sposób uczynił ich kapłanami. On, pierwszy Kapłan, złożył siebie w ofierze. On jest tym prawdziwym Barankiem, który przez ofiarę swojego Ciała i Krwi zgładził grzech, zniszczył niewolę, pojednał nas z Bogiem.

2. Kapłaństwo i Eucharystia
To taka właśnie kolejność. Jezus jest kapłanem i jest Eucharystią. On prawdziwie składa siebie samego w ofierze, posłuszny woli Ojca. Zachował porządek wieczerzy paschalnej, ale oto czyni coś, co jest dla apostołów niezrozumiałe. „Wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował” (J 13, 1). Pierwszy raz w tym opisie pojawia się słowo „wiedząc”. Drugi raz św. Jan Ewangelista użyje go nieco dalej: „[...] wiedząc, że Ojciec dał mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie” (J 13, 3). Jezus wie, co czyni. „Wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał” (J 13, 4). Nalał wody do miednicy. Wszystko czynił sam. Podszedł do Piotra, aby umyć mu nogi. Wśród obecnych zapanowały zdziwienie, konsternacja, pytanie z niedowierzaniem: „Ty chcesz mi umyć nogi?” (J 13, 6). Piotr i pozostali apostołowie niczego nie rozumieli. Bóg nie musi tłumaczyć się przed człowiekiem. Jezus uspokaja jednak zaskoczonego Piotra, zapewniając, że to, czego nie rozumie on w tej właśnie chwili, zrozumie później. Apostoł konsekwentnie protestuje: „Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał” (J 13, 8). Jakże pyszny i wyniosły jest człowiek, nie umie być pokorny nawet przed Bogiem. Myśli w kategoriach ludzkich relacji społecznych, ziemskich relacji. Niewolnicy umywali nogi panom, nie panowie niewolnikom. Tak jest tu, na ziemi, ale w Królestwie Bożym będzie inaczej. Jezus umywa apostołom nogi, aby mogli mieć wraz z Nim udział w tymże Królestwie. Bóg usługuje człowiekowi, aby człowiek mógł uczestniczyć w chwale Bożej. Człowiek bowiem sam nie może mieć udziału w Bogu, bez uprzedniego działania Boga. „Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę” (J 13, 9) – prosi więc Piotr, bo nadal nie rozumie słów Jezusa. A tu dokonuje się Nowe Przymierze. To ukazanie nowego przykazania – przykazania miłości. Bóg musi pouczyć człowieka, co to jest miłość i jak należy kochać Boga i człowieka. Trzeba być Bogiem, aby umieć być tak pokornym. Człowiek bez Boga nie potrafi być pokornym. Co jednak znaczy ten nowy gest? Jezus pyta, czy zrozumieli. Potwierdza, że słusznie nazywają Go Panem i Nauczycielem. I podkreśla, że On – Pan i Nauczyciel uczynił to swoim uczniom. To jeszcze bardziej uświadamia Jego postawę miłości i pokory. „Wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13, 15). Tak, kapłaństwo, Eucharystia, służba miłości to trzy wartości organicznie, nierozerwalnie ze sobą powiązane.

3. Kapłaństwo i służba miłości
„Naszym powołaniem jest służba na wzór Chrystusa – Kapłana i Sługi” – czytamy w Liście biskupów polskich do kapłanów na Wielki Czwartek 2015 r. W tym roku, ogłoszonym przez papieża Franciszka Rokiem Życia Konsekrowanego, szczególnie dziękujemy Bogu za dar powołań do kapłaństwa kapłanów zakonnych. Czerpiąc z bogactwa różnych charyzmatów swoich zakonów, zgromadzeń i stowarzyszeń życia apostolskiego, posługują we wspólnocie Kościoła poprzez przepowiadanie słowa Bożego, sprawowanie sakramentów, kierownictwo duchowe czy też pracę dydaktyczno-naukową na wyższych uczelniach. Dziękując Bogu za dar kapłanów i Eucharystii, mamy świadomość, że wypowiadane słowa eucharystycznej konsekracji obejmują cały Kościół, całe Ciało Chrystusowe. „Nasze służebne kapłaństwo ma służyć powszechnemu królewskiemu kapłaństwu wszystkich wiernych” – piszą biskupi we wspomnianym liście. Również każdy wierny składa Bogu ofiarę z samego siebie: swoje życie, modlitwę, pracę, odpoczynek, cierpienie, służbę na rzecz innych. W tej wspólnej służbie miłości odkrywajmy naszą pełną wspólną chrzcielną tożsamość i trwając w eucharystycznej jedności, poprzez służbę miłości realizujmy współodpowiedzialność za Kościół. Chrystus ustanowił Eucharystię, w której w realny sposób pozostał z nami aż do skończenia świata. Przeprowadził nas przez swoją ofiarę – Eucharystię do wolności od grzechu, do stanu łaski. Sam przyszedł, aby dokonawszy odkupienia ludzi, przejść do Ojca. Ostateczne przyjście dokona się w dniu ostatecznym. Bądźmy pełni wiary i nadziei, że również my, żyjąc Eucharystią, przejdziemy wraz z Nim do pełni życia w Królestwie Bożym.

4. Miłość i Jan Paweł II
W tegoroczny Wielki Czwartek przypada 10. rocznica śmierci wieloletniego profesora naszego Uniwersytetu, Ojca Świętego Jana Pawła II, niestrudzonego orędownika cywilizacji miłości i wiernego świadka miłości.
Podczas wizyty na naszym Uniwersytecie w 1987 roku Jan Paweł II, odwołując się do słów rozważanej wówczas  liturgii, stanowiących także źródło dzisiejszej refleksji: „Jeśli [...] Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi” (J 13, 14), przypomniał też o misji Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Uczelnia, która została założona pod hasłem „Deo et Patriae”, powinna służyć Bogu i Kościołowi, Narodowi i Ojczyźnie. W trakcie tego pamiętnego spotkania na dziedzińcu KUL papież podkreślał znaczenie postawy miłości w życiu uniwersytetu katolickiego, którego atrakcyjność wiąże się z nadzieją, że właśnie w takiej uczelni istnieje prawdziwa wspólnota, łącząca profesorów, pracowników administracyjnych i studentów; wspólnota dająca świadectwo ewangelicznego chrześcijaństwa. „Służąc prawdzie z miłości do prawdy – mówił – i do tych, którym ją przekazujemy, budujemy wspólnotę ludzi wolnych w prawdzie, tworzymy wspólnotę ludzi zjednoczonych miłością do prawdy i miłością wzajemną w prawdzie, wspólnotę ludzi, dla których miłość prawdy stanowi zasadę jednoczącej ich więzi”.
Po śmierci Jana Pawła II ówczesny arcybiskup lubelski Józef Życiński w Liście na 3. Niedzielę Wielkanocy 2005 roku pisał o nim: „Patrzył na ludzkie dzieje z perspektywy miłości ukazanej w krzyżu i Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. [...] Potęga duchowego oddziaływania Ojca Świętego wyrażała się w tym, iż w okresie wielkich przemian, które objęły Polskę, Europę i cały świat, podnosił nas na duchu, umacniał w wierze, uczył chrześcijańskiej nadziei. Przede wszystkim zaś wyzwalał nas z lęków przed tym, co nowe i nieznane. Niczym współczesny Mojżesz wyprowadził swój lud z domu niewoli, przeprowadził przez Morze Czerwone, towarzyszył z ojcowskim zatroskaniem polskim konfliktom i sporom wśród piasków współczesnych pustyń, gdy dopiero uczyliśmy się wolności. Nasze serca pałały, niczym umęczone serca wędrowców do Emaus, gdy tłumaczył nam Pisma i uczył miłości, którą miłosierny Bóg umiłował nas wszystkich”. Osobiste świadectwo cierpienia papieża było dla nas lekcją wierności w Chrystusowej szkole krzyża. Niech stanie się ono drogowskazem na szlaku w kierunku Wielkanocnego Poranka.