Homilia wygłoszona w kościele akademickim KUL 10 kwietnia 2015 r.

podczas Mszy św. z okazji 155. rocznicy urodzin hr. Anieli Potulickiej

 

Codzienność ze Zmartwychwstałym

 

1. „A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu” (J 21, 4)

Dzisiejsza Ewangelia zabiera nas nad Morze Tyberiadzkie, nazwane także jeziorem Genezaret albo Jeziorem Galilejskim. W Ewangeliach pojawia się ono bardzo często jako miejsce ważnych wydarzeń. Najsłynniejsze Kazanie na górze zostało wygłoszone przez Jezusa nad tym jeziorem. Tam też często nauczał, dokonywał licznych cudów i uzdrowienia chorych. Z miejscowości położonych na jeziorem pochodziła większość apostołów. Tamże, nad jeziorem, kolejny raz ukazał się Jezus swoim uczniom, którzy po doświadczeniach Wielkiego Piątku i budzącym nadzieję poranku wielkanocnym wrócili do swoich zwykłych zajęć i obowiązków, do codzienności.

Spotkanie, o którym dzisiaj czytamy, miało w sobie wiele uroku i ludzkiego ciepła. Uczniowie całą noc trudzili się połowem ryb. Wysiłek okazał się bezowocny, puste sieci rybackie zapowiadały brak pożywienia. Zmęczeni i rozczarowani, zapewne nie mieli ochoty delektować się pięknem budzącego się dnia i blaskiem wschodzącego słońca. Dopiero ludzka postać pojawiająca się na tle porannej zorzy wyrwała ich z nocnego odrętwienia. Był to Jezus, Mistrz i Nauczyciel, który zatroskanym głosem zapytał: „Dzieci, czy nie macie nic do jedzenia?” (J 21, 5). Następnie, tak jak przed swoją męką na krzyżu, sprawił cud obfitego połowu, nakazując ponownie zarzucić sieć „po prawej stronie”. W efekcie apostołowie, jak zaznacza Ewangelista, naliczyli 153 ryby. Zdaniem egzegetów, także św. Hieronima, ta liczba symbolizuje pełnię, ponieważ w czasach Jezusa twierdzono, że tyle było gatunków wszystkich ryb na świecie.

Ale to nie owocny połów ryb i wypełnione po brzegi sieci były powodem radości apostołów, tylko spotkanie z Chrystusem zmartwychwstałym. Ich oczekiwanie nie było daremne. Ukazał się swoim uczniom kolejny raz, w momencie, kiedy krzątali się wokół zwykłych, codziennych spraw. Ukazał się, aby umocnić w nich wiarę w zmartwychwstanie. Umocnić na tyle, aby jej nie utracili, gdy będą prześladowani i wydawani na śmierć z powodu Jezusa z Nazaretu.

 

2. W służbie Bogu i Ojczyźnie

Chrystus, który ukazał się o apostołom o poranku na Morzem Tyberiadzkim, był wyraźnie obecny w życiu i działalności hrabiny Anieli Potulickiej. Dzisiaj nasza wspólnota akademicka wspomina ją z wdzięcznością i szacunkiem z okazji mijającej 155. rocznicy jej urodzin. Była to wyjątkowa postać.

Wiodła bardzo pracowite i aktywne życie na przełomie XIX i XX stulecia. W wieku zaledwie 19 lat na mocy testamentu ojca została jedyną spadkobierczynią dóbr potulickich i ślesińskich koło Bydgoszczy. Po objęciu w 1883 roku samodzielnego zarządu rodowymi dobrami ta młoda kobieta okazała się osobą świetnie przygotowaną do gospodarowania i administrowania tak wielkim majątkiem. Starannie wykształcona arystokratka, odznaczająca się subtelnym smakiem artystycznym, prowadziła skromne życie, wypełnione pracą i modlitwą.

Była światłą i mądrą patriotką. W okresie przed odzyskaniem niepodległości przez Polskę angażowała się na rzecz pielęgnowania narodowej tradycji, kultury i języka. Organizowała kursy oświatowe, zakładała chóry i biblioteki. Sprowadzała polskie książki i polską prasę, które też bezpłatnie rozdawała. Kupowała instrumenty muzyczne dla chórów, zespołów i uzdolnionej młodzieży, fundowała stypendia dla mających talent muzyczny młodych ludzi. Po zamknięciu potulickiej szkoły w okresie Kulturkampfu, który łączył politykę antypapieską z germanizacją, sama prowadziła lekcje języka polskiego, historii ojczystej oraz śpiewu. Urządzała koncerty w pałacu w Potulicach oraz w innych miejscowościach należących do jej majątku, uczyła pieśni religijnych i patriotycznych.

Była wrażliwa na ludzką biedę i niedostatek; wspierała wiele dzieł charytatywnych. Wyroby ręczne wykonane podczas prowadzonych przez nią warsztatów rękodzielniczych dla kobiet przekazywała na rzecz instytucji dobroczynnych lub sprzedawała, a za zebrane środki finansowała na przykład zakład dla nieuleczalnie chorych na Łazarzu w Poznaniu. Była świadoma wartości polskiej ziemi, broniła jej własności. Przeciwstawiając się germanizacji, udzieliła finansowego wsparcia Marcinowi Biedermannowi, polskiemu działaczowi narodowemu, który kontestując politykę pruskiej Komisji Kolonizacyjnej, skupował ziemię od Niemców i odsprzedawał ją polskim spółkom parcelacyjnym.

Po powstaniu wielkopolskim, gdy ziemie zachodnie wróciły do Polski, a ta odzyskała niepodległość, Aniela Potulicka zapragnęła w sposób czytelny wyrazić swą wdzięczność i wierność ideałowi życia dla Boga i Ojczyzny. To jej pragnienie szybko mogło przybrać realne kształty, bo dowiedziała się o powstaniu w 1918 roku Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, którego idea i dewiza „Deo et Patriae” odzwierciedlały jej styl życia i wyznaczały horyzont wartości. Po kilka latach od założenia uczelni przeczytała artykuł ówczesnego rektora naszego uniwersytetu ks. Józefa Kruszyńskiego, prezentujący nie tylko tożsamość nowej katolickiej wszechnicy, ale także podkreślający konieczność finansowego wsparcia tej cennej inicjatywy przez społeczeństwo. W odpowiedzi na ten apel rektora KUL w 1925 r. powołała fundację swego imienia. Całość dochodów pochodzących z jej dóbr rodowych została przeznaczona na potrzeby uniwersytetu katolickiego. Dzisiaj Fundacja Potulicka, reaktywowana na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, w nowym kształcie i nowych warunkach społeczno-gospodarczych, zgodnie z wolą Fundatorki wspiera potrzeby i misję naszej Alma Mater.

 

3. Chodźcie, posilcie się!” (J 21, 12)

Wróćmy do dzisiejszej Ewangelii. Nasza codzienność jest bardzo podobna do tej, która była udziałem rybaków znad Morza Tyberiadzkiego. Krzątamy się wokół różnych spraw, czasami monotonnych i powtarzalnych. Wielu z nas pracuje dużo, czasem bez umiaru, by mieć jeszcze więcej. Wielu pracuje tyle, ile należy, aby mieć jeszcze czas i siłę dla najbliższych, dla rodziny, przyjaciół, dla siebie samego. Niekiedy, gdy ta nasza praca mniej lub bardziej wytężona i skomplikowana nie przynosi spodziewanych efektów, a nawet, co też się zdarza, nie przynosi żadnych rezultatów, może ogarnąć nas zniechęcenie, frustracja, a nawet poczucie bezsensu.

Viktor Frankl, słynny psychiatra i psychoterapeuta austriacki, doktor honoris causa naszego Uniwersytetu, podkreślał w swoich pracach, że najbardziej elementarną potrzebą człowieka jest pragnienie sensu.

Istotnie, potrzeba sensu jest jedną z najbardziej fundamentalnych potrzeb człowieka. Jezus stojący na brzegu Jeziora Tyberiadzkiego pokazany jest, jako Ten, który wychodzi z pomocą swoim pogubionym i zmęczonym uczniom. Przychodzi z pomocą o brzasku dnia, by oprócz złych doświadczeń Wielkiego Piątku, nie przytłoczył ich brak rezultatów całonocnej pracy. Jezus dał rybakom konkretną radę: „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi” (J 21, 6). Wierzę, że i nam ciągle daje takie wskazówki, kiedy podejmujemy życiowe, wielkie wyzwania i kiedy wykonujemy nasze zwykłe, prozaiczne zajęcia i obowiązki. Zgromadzeni dzisiaj w kościele akademickim prośmy, aby nasze spojrzenie ukierunkował w tę stronę, gdzie pojawia się Jego prawda, Jego łaska i światło, które nie gaśnie, które w najciemniejszych mrokach ukazuje nam sens naszej codzienności i miarę wszystkiego.