Uczony - Mistyk - Pasterz Kościoła

 

Nie pamiętam pierwszego spotkania z Księdzem Karolem Wojtyłą. Pamiętam natomiast wykłady z etyki, na które uczęszczałem nadobowiązkowo, gdyż fascynowały oryginalnością ujęcia, choć nieraz bywały niepojęte z powodu swoistej terminologii. Toteż nic dziwnego, że na pytanie dziennikarza amerykańskiego tygodnika „The Advocate” (w 1983 r.), czy można wskazać jakąś zmianę u Karola Wojtyły, gdy stał się papieżem, odpowiedziałem, że jedną z nich jest na pewno zmiana trudnego, akademickiego sposobu wyrażania się na ojcowski, pełen prostoty i komunikatywności.


Istotny dla odkrycia osobowości Karola Wojtyły stał się dla mnie jednak okres obrad II Soboru Watykańskiego. Biskup Karol Wojtyła był znanym ojcem Soboru, ja zaś przygotowywałem swoją rozprawę habilitacyjną. Biskup pomocniczy, wikariusz kapitulny, a następnie arcybiskup Krakowa i kardynał Karol Wojtyła był dla nas - mieszkańców polskich ośrodków w Rzymie - prawdziwym autorytetem w dziedzinie myślenia i identyfikowania zjawisk. Wiedzieliśmy, że współpracując z uczonymi z Krakowa, wnosił na obrady Soboru liczące się powszechnie propozycje i cieszył się wciąż wzrastającym autorytetem w kręgach pozostałych ojców Soboru. Wiedzieliśmy też, że wiąże Go przyjaźń z ujmującym księdzem prałatem Andrzejem Marią Deskurem, dzięki któremu nawiązał też bliską więź z byłym arcybiskupem Mediolanu, a ówczesnym papieżem Pawłem VI. Prawdą jest, że Jego wielkość jawiła się jakby w cieniu wielkości kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski, ale też prawdą jest, że respektując wszystkie prerogatywy księdza prymasa, umiał ujmować się za prawami Kościoła krakowskiego, czego wyrazem dla nas było objęcie przez Niego kościoła św. Stanisława w Rzymie.


W okresie Soboru (w grudniu 1963 r.) grupa polskich ojców Soboru udała się z pielgrzymką do Ziemi Świętej. Był w tej grupie Biskup Karol Wojtyła, dołączył do niej także ksiądz B. Lewandowski i ja. Wspólne przebywanie z biskupami, wspólne modlitwy i przeżywanie piątej ewangelii, jaką jest Ziemia Święta, oraz wielokrotne dialogi z Biskupem Wojtyłą pozwoliły mi nieco wejrzeć w tajemnicę Jego wielkości. Modlitwa przenosiła Go w inny świat. Wyczuwało się, że w zatopieniu modlitewnym tracił kontakt z ziemską rzeczywistością i dopiero ukończenie modlitwy lub jej przerwanie przez kogoś przywracało Go do tego świata. Kto obyty jest z pojęciem mistyki, wie, że taka modlitwa przynależy już do jej świata i że nie jest już ona działaniem człowieka, lecz doznawaniem działania Bożego.


Ten wielce uczony mistyk umiał jednak być i w tym świecie. Pamiętam, jak gromada dzieci i starszych otaczała nas i chodziła za nami w Kairze. Poprosiłem kolegę, aby zrobił mi zdjęcie wśród nich. Zobaczył to Biskup Wojtyła i razem stanął pośród tego niezwykłego zgromadzenia. Innym razem szliśmy razem w Kafarnaum. Na pastwisku pasterz wypasał swe stado owiec i kóz. Widok tego prostego pasterza i kojarzone sceny z życia Chrystusa, a szczególnie Kazanie na górze, zrodziły w Nim wręcz okrzyk: „Jak On - Chrystus - mógł mówić to do nich! Jak oni mogli pojąć tak wielkie tajemnice Królestwa?”


Cały styl bycia Biskupa Wojtyły sprawiał, że w każdym dniu obcowania z Nim jawił się kimś większym. Codzienność obcowania nie tylko Go nie pomniejszała, jak to niekiedy bywa, lecz wręcz przeciwnie, pozwalała odkrywać w Nim wciąż coś nowego, coś wielkiego. Właśnie to stanowiło swoiste odkrycie. Już wtedy zrodziło się we mnie przekonanie, że Bóg odnajdzie Go dla Kościoła i dla świata. Potem, gdy Karol Wojtyła był już kardynałem, dzieliłem się tym przeświadczeniem z innymi. Podczas jednego z „opłatków” na KUL-u, w którym uczestniczył jako kardynał, życzyłem Mu: „Życzę Kościołowi i światu, by Eminencja przejął ster Łodzi Piotrowej”. Wtedy On replikował: „Co też ksiądz Walerian wygaduje!”.


Tym, co szczególnie jeszcze zwracało uwagę w Jego relacjach międzyludzkich, był szacunek, z jakim odnosił się do każdego człowieka, i uwaga, z jaką wsłuchiwał się w słowa swego współrozmówcy. Ujmującym rysem Jego postawy było wyrażane zainteresowanie nie pomniejszaniem innych, lecz ich promowaniem. Może to ilustrować następująca scena. Przedkładałem księdzu rektorowi Wincentemu Granatowi sprawy związane z moją habilitacją, która napotykała pewne przeszkody. Nadszedł Kardynał Karol Wojtyła i zapytał: „Cóż to za rozmowy prowadzicie?” Rektor Granat - trochę żartując, trochę na serio - powiedział: „Taki młody, a już się spieszy z habilitacją”. Wtedy Kardynał replikował: „Młody, młody, ale uczony”.


Posoborowe spotkania, konferencje i studia, w których uczestniczył, oraz Jego udział w posłannictwie Stolicy Apostolskiej ukazywały Go coraz bardziej jako stróża wiary chrześcijańskiej i wielkiego promotora odnowy życia kościelnego oraz chrześcijańskiego. Można powiedzieć, że prowadziły do dopełnienia Jego misji Uczonego i Biskupa Kościoła lokalnego posłannictwem Sternika Łodzi Piotrowej i Pasterza Kościoła powszechnego.

 

 

* Ks. prof. dr hab. Walerian Słomka, emerytowany profesor KUL, kierownik sekcji teologii duchowości i Ka¬tedry Teologii Życia Wewnętrznego oraz Katedry Historii Duchowości na Wydziale Teologicznym KUL.