Czy Europejska Straż Graniczna i Przybrzeżna zdoła powstrzymać kryzys migracyjny?

Komentarz z dn. 10.10.2016 r.

dr Anna Magdalena Kosińska
Katedra Prawa Unii Europejskiej

Instytut Europeistyki KUL
 
 

Czy Europejska Straż Graniczna i Przybrzeżna zdoła powstrzymać kryzys migracyjny?

 

 

Zaledwie kilka dni temu, bo 6 października b.r. została powołana do życia Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej  - jej nazwa może wprowadzać w błąd, jednak w istocie Agencja jest spadkobierczynią funkcjonującej od 2005 r. Agencji Frontex tj. Europejskiej Agencji Zarządzania Współpracą Operacyjną na Zewnętrznych Granicach Państw Członkowskich Unii Europejskiej. Siedzibą Agencji nadal pozostaje Warszawa.

Propozycja powołania Agencji granicznej o szerszych w stosunku do Frontexu kompetencjach została przedstawiona przez Komisję Europejską w grudniu 2015 r. i wywołała gorące dyskusje zarówno na poziomie politycznym, jak też doktrynalnym. Szczególnie kontrowersyjny okazał się zapis w projekcie przewidujący możliwość interwencji przez Agencję na granicach państw członkowskich, nawet kiedy nie wystąpiłyby one po pomoc unijną, a zdaniem Agencji zagrożone byłoby bezpieczeństwo strefy Schengen. Ostatecznie zapis ten został usunięty z projektu rozporządzenia, które zostało przyjęte 14 września 2016 r. (Rozporządzenie 2016/1624). Niewątpliwym sukcesem jest zatem z jednej strony osiągnięcie konsensusu przez państwa członkowskie, mimo skrajnie niekiedy różnych stanowisk i sytuacji migracyjnej, w jakiej się znajdują. Z drugiej strony udało się przeprowadzić procedurę legislacyjną i przyjąć rozporządzenie w niezwykle krótkim czasie  - stanowi to wyraz poczucia solidarności państw członkowskich i odpowiedzialności za sytuację w Europie. To dobry prognostyk, zwłaszcza, że w związku z Brexitem poczucie solidarności europejskiej doświadczyło kryzysu.

Poszerzeniu uległy kompetencje Agencji zarówno w zakresie analizy ryzyka, jak i działalności operacyjnej (w tym realizacji powrotów). Niewątpliwym sukcesem w obszarze ochrony praw podstawowych jest wprowadzenie mechanizmu skargowego (art. 72) – z powodu jego braku w strukturach działania Agencji interweniował nawet Europejski Ombudsman  (OI/5/2012/BFH - MHZ). Zgodnie z obecną regulacją: „Każda osoba, którą bezpośrednio dotknęły działania personelu uczestniczącego we wspólnej operacji, projekcie pilotażowym, szybkiej interwencji na granicy, rozmieszczeniu zespołu wspierającego zarządzanie migracjami, operacji powrotowej lub interwencji powrotowej, i która uważa, że jej prawa podstawowe zostały naruszone w wyniku tych działań, lub wszelkie strony występujące w imieniu takiej osoby mogą wnieść pisemną skargę do Agencji”.       Nowością jest również wsparcie udzielane przez Agencję krajowym strażom przybrzeżnym we współpracy z  Europejską Agencją Kontroli Rybołówstwa oraz Europejską Agencją Bezpieczeństwa Morskiego.    

Nowe rozporządzenie zapewnia więcej możliwości scentralizowanego zarządzania granicami zewnętrznymi Unii i wprowadza instrumenty zabezpieczające granice w sytuacjach kryzysowych. Jest więc odpowiedzią na obecne potrzeby i zagrożenia związane z kryzysem migracyjnym. Powołanie nowej Agencji stanowi także wyraz intencji Unii do scentralizowania i ujednolicenia standardów zarządzania przepływami migracyjnymi – obecnie w Parlamencie Europejskim toczy się dyskusja nad przyjęciem rozporządzenia ustanawiającego Europejską Agencję ds. Azylu w miejsce dotychczas funkcjonującego EASO (Europejskiego Urzędu ds. Wsparcia w dziedzinie Azylu).

 

2016-10-13

17 września 1939 r. z rosyjskiej perspektywy

Komentarz z dn. 16.09.2016 r.

Dr Andrzej Szabaciuk

Instytut Nauk Politycznych i Spraw Międzynarodowych KUL

 

17 września 1939 r. z rosyjskiej perspektywy

 

17 września 1939 r. jest jedną z najbardziej tragicznych dat w historii Polski. To wówczas władze sowieckie podjęły decyzję o agresji na Polskę, realizując w ten sposób postanowienia paktu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 r. Zajmując wschodnią część Polski, Związek Radziecki przypieczętował w ten sposób swój sojusz z III Rzeszą, przez co stał się współodpowiedzialny za wybuch II wojny światowej. Władze współczesnej Federacji Rosyjskiej starają się zminimalizować znaczenie tego faktu, pomijając milczeniem tę niewygodną datę. W rosyjskich podręcznikach historii aneksja wschodnich województw Rzeczypospolitej tłumaczona jest jako próba ochrony miejscowej populacji przed faszyzmem. Forsowany jest także mit „zjednoczenia" wschodniej i zachodniej części Białorusi oraz Ukrainy, a całość wydarzeń przysłania epopeja „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej", która zaczęła się nie 1 września 1939 r., lecz 22 czerwca 1941 r. Krótko mówiąc, Związek Radziecki nie zaatakował Polski, pomógł co najwyżej narodowi białoruskiemu i ukraińskiemu odzyskać zagarnięte przez Polaków ziemie. Skoro jednak nie było wojny, to skąd się wzięli polscy jeńcy wojenni bestialsko zamordowani w 1940 r. w Katyniu i w szeregu innych miejscowości rozrzuconych po współczesnej Rosji, Ukrainie i Białorusi? Skoro nie było sojuszu nazistowsko-radzieckiego, to jak wytłumaczyć tajny protokół paktu Ribbentrop-Mołotow? Jak wyjaśnić wspólną paradę wojsk sowieckich i niemieckich w Brześciu we wrześniu 1939 r.? Współczesne władze na Kremlu pozostawiają te pytania bez odpowiedzi. Wzięcie na siebie winy umniejszałoby mit „wielkiego zwycięstwa nad faszyzmem", ale przede wszystkim mogłoby zapoczątkować próbę rozliczenia poprzedniego systemu, tak mocno obecnego w tkance państwowej obecnej Rosji. Na to Władimir Putin i jego otoczenie polityczne pozwolić nie mogą.

2016-09-16

Kryzys migracyjny trwa

Komentarz z dn. 12.09.2016 r.

Dr Krzysztof Jurek

Katedra Socjologii Kultury i Religii

Mgr Mateusz Jagieła,

Doktorant Wydziału Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji KUL, Prezes Centrum Badań Komparatystycznych

 

 

Kryzys migracyjny trwa

 

 

Obecnie występująca migracja z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej do Europy ma przyczynę w wojnach, które wybuchły i tlą się w tych regionach świata. Drugim powodem jest zarzucenie stosowania prawa uchodźców przez dużą część krajów tzw. starej Unii. Wydaje się, że bez respektowania rozporządzenia Dublin III, ale przede wszystkim bez zaprowadzenia pokoju w krajach z których napływają imigranci, nie będzie możliwe powstrzymanie tego zjawiska. Jest to skomplikowany problem, którego skutki wpływają na obecny i przyszły obraz Europy. Wydaje się, że niektórzy decydenci polityczni zapominają, że przybysze z innych kultur, narodów nie tylko wpływają na różnorodność systemu społeczno-kulturowego społeczeństwa przyjmującego, ale przyczyniają się do jego przemian i ewolucji. Cudzoziemcy nie stanowią grupy, która jest jedynie zwykłą sumą jednostek, ale coś więcej – są nową wartością, która ma wpływ na kulturę społeczeństwa przyjmującego. Należy wyciągać wnioski z historii. Pierwsze masowe przepływy migracyjne w Europie Zachodniej, które miały charakter zarobkowy i z założenia miały być czasowe, dość nieoczekiwanie spowodowały, że „goście - robotnicy” stali się stałymi domownikami i mieszkańcami krajów przyjmujących, zachowując przy tym swoją własną tożsamość etniczną i kulturową.

 

Czy migracje to nasz problem? Choć Polska zazwyczaj nie jest miejscem docelowym dla migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, to nie zapominajmy jesteśmy częścią Unii Europejskiej i stroną Układu z Schengen. Ponadto sytuację migracyjną Polski komplikuje fakt wojny na Ukrainie i możliwe narastanie zjawiska migracji z tego kraju. Podnosi się, że już obecnie w Polsce przebywa ponad milionowa rzesza obywateli Ukrainy. Osoby te formalnie nie mają statusu uchodźców, to jednak de facto nimi są. W sytuacji eskalacji konfliktu na większą część terytorium naszego wschodniego sąsiada lub przy wystąpieniu tam głębszego załamania gospodarczego, możemy się spodziewać gwałtownego narastania procesu migracji ze wschodu. Obydwa te czynniki, czyli migracja z poza Europy, jak i migracja z Ukrainy, wpływają bezpośrednio na poziom bezpieczeństwa, a pośrednio na sytuację gospodarczą Polski. W tej sytuacji konieczne jest zadbanie by administracja państwowa, zarówno rządowa, jak i samorządowa, była gotowa poradzić sobie z tym zjawiskiem zarówno od strony prawnej, jak również organizacyjnej. W tym kontekście ważnym zadaniem wydaje się zwiększenie kompetencji funkcjonariuszy i urzędników państwowych.

 

Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II, wychodząc naprzeciw tym oczekiwaniom, uruchamia od roku akademickiego 2016/2017 dwusemestralne, interdyscyplinarne studia podyplomowe z zakresu migracji międzynarodowych i prawa powrotu (repatriacji).

2016-09-12

Żegnaj sportowe Rio!

Komentarz z dn. 24.08.2016 r.
Dr Mariusz Koper
Katedra Języka Polskiego KUL

 

 

Żegnaj sportowe Rio!

 

Za nami XXXI Letnie Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. W kończącej zmagania ceremonii gospodarze pożegnali się rytmem brazylijskiej samby, której wtórowały obfite opady deszczu. Ten ostatni wespół z porywistym wiatrem niejednokrotnie zaskakiwał organizatorów, płatając przy okazji figle sportowcom w różnych konkurencjach olimpijskich. Duże opady deszczu przeplatały się z upalnymi dniami i sporą wilgotnością powietrza. Taka potrafi być o tej porze zima w tym zakątku świata. Pogoda kontrastów, jak i same miasto, gdzie światowa nowoczesność styka się z dzielnicami największej biedy.

Wraz z zakończeniem igrzysk przyszły pierwsze oceny, podsumowania, zestawienia, statystyki, porównania itp. Jakie były te igrzyska? Jak je zapamiętamy? Niewątpliwie pozostanie w pamięci żywiołowość i spontaniczność kibiców, śpiew i tańce, piękne oraz malownicze krajobrazy, ale także pewne niedociągnięcia organizacyjne, które już na samym początku były sygnalizowane przez dziennikarzy i sportowców z wioski olimpijskiej. Wszelkie braki i niedoróbki kwitowane były dużą gościnnością i uśmiechem Brazylijczyków. Z pewnością zatem zostaną im wybaczone.

Olimpiada wiąże się z sukcesami sportowymi. Jak prezentuje się tutaj dorobek Polaków? Przypomnijmy, że spośród 235 sportowców rywalizujących w 23 dyscyplinach zdobyliśmy 11 medali, w tym 2 złote, 3 srebrne i 6 brązowych. Rzutem na taśmę poprawione zostało zatem osiągnięcie z trzech ostatnich igrzysk, z których Polacy wracali kolejno z 10 krążkami. W powszechnej opinii jest to zatem najlepszy występ polskiej ekipy w XXI wieku. Czy jednak możemy to traktować jako sportowy sukces? Na tle sportowych potęg prezentujemy się bardzo blado. Trudno jednak oczekiwać, że sprostamy takim krajom, jak Stany Zjednoczone (121 medali), Wielka Brytania (67) czy Chiny (70). Warto jednak zauważyć, iż 33 miejsce w klasyfikacji medalowej, to lokata o kilka pozycji niższa niż na igrzyskach w Londynie. Przed nami znalazły się m.in. takie kraje, jak Węgry (15 medali), Chorwacja (9, ale z lepszego kruszcu), Kazachstan (16), Uzbekistan (13) czy też pogrążona w kryzysie Ukraina (11 krążków, w tym 2 złote, ale 5 srebrnych i 4 brązowe). Dodajmy do tego jeszcze absencję Rosji, która w wielu konkurencjach sportowych (m.in. w lekkoatletyce) została wykluczona za aferę dopingową.

Przed igrzyskami oczekiwania wśród wielu Polaków były zdecydowanie większe. Za budowanie napięcia, sportowej presji oraz pompowanie balonika odpowiedzialni byli sami dziennikarze z różnych mediów. Z każdym dniem informowali o kolejnych szansach medalowych, które na przekór ich kalkulacjom częstokroć rozpływały się w brazylijskim oceanie. Niewątpliwie zawiedli pływacy, żeglarze, tenisiści, zapaśnicy, bokserzy czy też ciężarowcy. Ostatnia z dyscyplin pogrążyła się w wyjątkowym kryzysie po skandalu dopingowym z udziałem braci Zielińskich. Polscy sztangiści po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat nie przywieźli medalu z tej imprezy. Najgłośniejszy sportowy zawód to nieprzebrnięcie przez eliminacje rzutu młotem murowanego faworyta w tej dyscyplinie Pawła Fajdka oraz biegacza na 800 metrów Adama Kszczota, który niespodziewanie odpadł w biegu półfinałowym i zły na samego siebie pożegnał się z igrzyskami. Obydwaj sportowcy zapowiadali wcześniej walkę o najwyższe cele. Pewnie też dużo więcej wielu oczekiwało od siatkarzy i piłkarzy ręcznych. Ci ostatni w meczu o półfinał dosłownie otarli się o medal, przegrywając po dogrywce z Danią (28:29). Cóż. Szkoda, ale taki jest sport.

Nie zawiodła murowana faworytka do złota Anita Włodarczyk, która swoim fantastycznym wynikiem w rzucie młotem (82,29 m) wpisała się na listę jednego z 19 odnotowanych na tej imprezie rekordów świata. Powód do radości i dumy dały nam również wioślarki w dwójce podwójnej – Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj. Cieszyliśmy się (chociaż niektórzy z lekkim niedosytem) ze srebrnego medalu w rzucie dyskiem Piotra Małachowskiego. Jego gest oddania srebrnego krążka na aukcję charytatywną, z której zysk zostanie przeznaczony na operację oka małego Olka, czyni z tego dyskobola i tak sportowca o złotym sercu. Nie zawiodła w kajakarstwie srebrna Marta Walczykiewicz oraz wyczerpująca chyba limit kolarskiego pecha Maja Włoszczowska. Brązowe medale przypadły w kolarskim wyścigu ze startu wspólnego Rafałowi Majce, wioślarkom z czwórki podwójnej Monice Ciaciuch, Agnieszce Kobus, Marii Springwald i Joannie Leszczyńskiej, kajakarskiej dwójce Beacie Mikołajczyk i Karolinie Nai, zapaśniczce Monice Michalik, pięcioboistce Oktawii Nowackiej oraz młociarzowi Wojciechowi Nowickiemu. Przyglądając się dorobkowi medalowemu, trzeba powiedzieć, że kobiety pozostawiły zdecydowanie w tyle mężczyzn. Na 11 krążków aż osiem zdobyły bowiem nasze sportsmenki!

W trakcie każdych igrzysk patrzymy na najmłodszych sportowców. To w nich pokładamy nadzieję na sukcesy w kolejnych zawodach. Wydaje się, iż tutaj możemy optymistycznie patrzeć w przyszłość. Wystarczy odnotować czwarte miejsce niesłychanie walecznej polskiej oszczepniczki Marii Andrejczyk, szóstą pozycję w kolarstwie szosowym Katarzyny Niewiadomej czy też piątą lokatę w biegu na 800 metrów ambitnej i urokliwej Joanny Jóźwik. Zdaniem wielu a nawet jej samej tak naprawdę w tej konkurencji zajęła... drugą lokatę. Wysoki poziom testosteronu u niektórych biegaczek to kolejny problem, z którym będzie musiała się w końcu zmierzyć Międzynarodowa Federacja Lekkiej Atletyki. Za symboliczną zmianę sportowej warty można uznać występ w pchnięciu kulą juniora Konrada Bukowieckiego oraz żegnającego się ze sportowymi arenami dwukrotnego mistrza olimpijskiego Tomasza Majewskiego.


Już za cztery lata kolejne zmagania olimpijskie. Po dwunastu latach przeniosą się one ponownie na kontynent azjatycki. Jeśli zapowiadany program naprawy polskiego sportu naprawdę ruszy, to sądzę że „rekord” 11 krążków z tego stulecia zostanie pobity. Oby tylko nie skończyło się na słownych deklaracjach i zapewnieniach poprawy. A zatem żegnaj słoneczno-deszczowe Rio, bo na horyzoncie jawi się już japońskie wiśniowe Tokio!

2016-08-24

Brexit

Komentarz z dn. 27.06.2016 r.

Dr Beata Piskorska

Katedra Stosunków Międzynarodowych

 

Brexit

 

Brexit, czyli wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej stało się faktem. W referendum przeprowadzonym 23 czerwca 2016 r. 51,9 procent Brytyjczyków zagłosowało za opuszczeniem UE, a 48,1 proc. za pozostaniem w niej. Co przekłada się według oficjalnych  danych brytyjskiej komisji wyborczej, iż za opowiedziało się 17,4 mln osób, w stosunku do 16,1 mln przeciwników. Wśród zwolenników członkostwa w UE znaleźli się mieszkańcy Szkocji i Irlandii Północnej, Walijczycy zagłosowali przeciw. Niedługo po ogłoszeniu oficjalnych wyników szef rządu Wielkiej Brytanii David Cameron zapowiedział swoją dymisję.

 

Jednakże procedura wychodzenia Wielkiej Brytanii z UE jest trudna do przewidzenia (jest to precedens w historii integracji europejskiej). Zgodnie z art. 50 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, w którym określono taką możliwość, wynegocjowanie warunków Brexitu i przyszłej współpracy Wielkiej Brytanii z UE, może potrwać nawet dwa lata. Secesję Zjednoczonego Królestwa będzie w imieniu UE negocjować Rada Europejska. Zatwierdzenie części z nowych warunków będzie wymagało zgody wszystkich 27 państw członkowskich, co dodatkowo może wydłużyć negocjacje o kilka następnych lat.

 

2016-06-27

Ocena Programu „Rodzina 500 Plus”

Komentarz z dn. 20.06.2016 r.

Dr Agnieszka Zaręba

Katedra Teorii Polityki

 

Ocena Programu „Rodzina 500 Plus”

 

Program „Rodzina 500 Plus” był sztandarowym projektem Prawa i Sprawiedliwości z kampanii wyborczej w 2015 roku. Hasłem, które między innymi przyczyniło się do zwycięstwa wyborczego tej partii, a tym samym stało się gwarantem wiarygodności PiS. Dlatego tak szybko rząd Beaty Szydło zabrał się do jego realizacji. Program został uruchomiony już w kwietniu, natomiast pierwsze wypłaty ruszyły w czerwcu.

 

Program ma wiele zalet. Po pierwsze to inwestycja w przyszłość (potencjalny przyrost naturalny, który przy spadku urodzeń jest niezwykle pożądany). Po drugie to uruchomienie wzrostu gospodarczego. Po trzecie wsparcie rodzin wielodzietnych oraz rozpoczęcie dyskusji na temat polityki prorodzinnej. Program nie jest pozbawiony również wad. Po pierwsze nie obejmuje wszystkich dzieci, wprowadzone kryteria programu eliminują osoby samotnie wychowujące potomstwo oraz tzw. rodziny 2+1. Po drugie „Program 500 Plus” jest swego rodzaju zasiłkiem, natomiast zasiłki zazwyczaj rodzą patologię i premiują zachowania pasywne w społeczeństwie. Po trzecie jest to sztywny wydatek w budżecie państwa, co oznacza że raczej państwo się już z niego nie wycofa. W perspektywie oznaczać to może, iż na inne cele (np. zdrowotne) będzie mniej przeznaczanych środków finansowych.

 

Platforma Obywatelska już wskazuje, iż „Program 500 Plus” służy do ugruntowania elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. Przyszłość pokaże, czy priorytetowy program premier Beaty Szydło przyniesie zamierzone rezultaty, czy stanie się kolejnym obciążeniem dla budżetu.

2016-06-20

Goool!!! Nie maaa!!! Co się dzieje?!! Kilka uwag o języku dziennikarzy sportowych

Komentarz z dn. 03.06.2016 r.

Dr Mariusz Koper

Katedra Języka Polskiego KUL

 

Goool!!! Nie maaa!!! Co się dzieje?!! Kilka uwag o języku dziennikarzy sportowych

 

Już niebawem kibice będą emocjonować się Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej, które zostaną rozegrane we Francji. Kilka tygodni po nich kolejna ważna impreza sportowa – XXXI Letnie Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Nie od dzisiaj wiadomo, że sympatycy sportu oceniają nie tylko uczestniczących w zawodach sportowców, ale także dziennikarzy sportowych, relacjonujących wydarzenia za pośrednictwem mediów.

           

Można już czekać na kolejne komentarze na forach internetowych i w prasie o kondycji polskiego dziennikarstwa sportowego. Tak się jakoś składa, że dyskusja ta toczy się zazwyczaj przed dużymi imprezami sportowymi oraz tuż po nich. Wszyscy wówczas stają się fachowcami w branży sportowej. Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na fakt, iż kwestia opisu językowego oraz badań naukowych w tym zakresie nie ogranicza się tylko do wytykania błędów językowych, gaf, wpadek itp. Powiedziałbym nawet, że nie jest ona aż tak roztrząsana i eksponowana w środowisku naukowym, chociaż oczywiście również i tutaj obecna. Badania nad językiem sportu w Polsce mają już swoją wieloletnią tradycję. W Polsce rozwinął je Jan Ożdżyński. Badacz ten skupił się na terminologii sportowej, słownictwie wspólnoodmianowym, radiowej i telewizyjnej odmianie języka sportowego itd. Współcześnie prace z zakresu szeroko rozumianego języka sportu idą w dziesiątki, jeśli nie w setki. Bo język sportu to przecież nie tylko język dziennikarzy sportowych, ale też sportowców, kibiców, trenerów, spikerów itp. Wydaje się jednak, iż najatrakcyjniejszą do badań i ocen jest odmiana dziennikarska, która współcześnie nie tylko dotyczy radia, telewizji, prasy, ale również najnowszego medium, jakim jest niewątpliwie internet. Analizie poddawane są różne kwestie: leksyka, frazeologia, składnia, ukształtowanie językowo-stylistyczne, czy też rejestr emocjonalny języka. Ten ostatni sprowadza się do często zadawanego pytania, jaka powinna być relacja sportowa – emocjonalna, emfatyczna, czy też bardziej powściągliwa i dyskretna? Wydaje się, że nie ma tutaj jednej szkoły. Niewątpliwie dziennikarz, dobierając odpowiedni repertuar środków językowych, powinien podążać za emocjami widza-odbiorcy. Legenda polskiego dziennikarstwa sportowego – śp. Bohdan Tomaszewski – przyznał kiedyś, że sztuki tej uczył się przez całe życie. Sądzę, że określenie sztuka nie jest tutaj przywołane na wyrost. Komentator bowiem musi wcielić się w różne role. Powinien być jednocześnie świetnym mówcą, znawcą sportu, poliglotą, ale też aktorem i pewnym „akompaniatorem” do nadawanego obrazu i dźwięku.

           

Biorąc pod uwagę dobór środków językowych, z pewnością inna jest w tym zakresie relacja radiowa, inny zaś komentarz telewizyjny. W tej pierwszej dziennikarz winien mówić obrazami, opisać w miarę wszystko, bo przecież słuchacz radiowy nic nie widzi. Powinien zatem stworzyć pewną aurę widowiska sportowego, dzięki której odbiorca radiowy mógłby się przenieść w konkretne miejsce i czas. W przypadku komentarza telewizyjnego zaleca się większą powściągliwość. Dziennikarz powinien czasami „klękać przed obrazem”, ponieważ oglądający widowisko telewizyjne pewne rzeczy jest w stanie sam zauważyć. Nie jest potrzebna nadmierna „gadatliwość”, a chwile komentatorskiej ciszy, których radio raczej nie lubi, w przypadku telewizji są jak najbardziej wskazane. Milczenie komentatora może zrekompensować odgłos stadionu, radość kibiców oraz sportowców.

           

Zawód dziennikarza sportowego to jedna z najczęściej ocenianych profesji. Jak się okazuje, jesteśmy nie tylko kibicami, ale również trenerami naszej reprezentacji, a nawet dziennikarzami sportowymi. Wystarczy tylko wpisać w wyszukiwarce internetowej hasło: język dziennikarzy sportowych, a wyświetlą nam się różne potknięcia relacjonujących wydarzenia sportowe. Internauci mówią tutaj o gafach, błędach, pewnych dwuznacznościach, które istotnie wyjęte z szerszego kontekstu mogą za takie uchodzić. Przytoczmy kilka przykładów:

 

                Jeszcze dwa ruchy i Włoszka będzie szczęśliwa.

                Puścił Bąka lewą stroną.

                Janas zmienił zdanie, chociaż Brożek był już rozebrany.

                Ćwiczy w zwisie. Bardzo ładnie obciągnięty.

 

Podobnych przykładów jest znacznie więcej. Nieco inaczej do tych kwestii można podejść w sytuacji, gdy towarzyszy temu obraz, szerszy tekst i kontekst sportowy, uwzględnienie charakterystycznej dla dziennikarzy skrótowości, gwary środowiskowej, rządzącej się swoimi prawami składni języka mówionego itp. Wtedy niektóre „retoryczne uniesienia” przestają być śmieszne i zabawne, a stają się jedną z charakterystycznych cech tej mówionej odmiany języka. Inną kwestią jest to, że każdy dziennikarz poszukuje pewnie własnego stylu wypowiedzi. Bywa i tak, że sili się na oryginalność, co może skutkować przekroczeniem pewnej świeżości stylistycznej, a nawet graniczyć z językowym kiczem. A może chce, aby w ten sposób go zauważono:

 

                Nokaut jest tu nieunikniony jak zmarszczki po sześćdziesiątce.

                Obrona Tysona śmierdzi jak dworcowa knajpa.

                Solskjaer  i gol wykorzystany przez mordercę o twarzy dziecka.

                Bramkarz jak saper. Myli się tylko raz.

 

Umiejętność zobiektywizowania emocji, pewna koherencja, nie nadmiar, nie niedomiar, ale umiar w odpowiednich sytuacjach może uchronić przed tym zgrzytem stylistycznym.

           

To może jeszcze kilka błędów językowych, innych od tych, które uparcie odnotowują internauci. Sprawą drażniącą bywa np. nieodmienianie polskich nazwisk. Dlaczego nie wszyscy odmieniają nazwisko polskiego skoczka Jana Ziobry? (jego nazwisko odmienia się przecież jak Fredro). Sprawa ta dotyczy nie tylko dziennikarzy sportowych, wszak mamy również „politycznego Ziobrę”. Dlaczego niektórzy pozostawiają w mianowniku nazwiska męskie: Omelko (w odniesieniu do mężczyzny odmienia się jak Kościuszko), Lampe (odmienia się jak Linde) itd.

           

Może jeszcze kilka uwag o wpływie języka angielskiego. Mamy już bowiem w piłce nożnej playmakera (głównego rozgrywającego), w lekkoatletyce pacemakera (jest polskie określenie zając), coacha (trenera), team (drużynę), a nawet team spirit (ducha zespołu). W trakcie poprzednich mistrzostw Europy, szczególnie w miastach, karierę zrobiły strefy kibica. W mediach częściej mówiło się jednak o fan zonach itp. Wydaje się, iż w niektórych przypadkach nie będzie nadużyciem odwołanie się do M. Reja, który stwierdził, że Polacy nie gęsi, bo swój język mają.

           

W jednej z audycji telewizyjnych dziennikarka sportowa powiedziała, że dzisiaj słowo dziękuję będzie odmieniane przez wszystkie przypadki. Tak, to prawda, dzisiaj bardzo często w mediach wszystko się odmienia przez przypadki. Ale chyba nie czasowniki!? Na stwierdzenia eksperta w studiu telewizyjnym: „pobiegaj tak pięknie jak Justyna” (chodziło oczywiście o Justynę Kowalczyk, przyp. MK), dziennikarz odpowiada: „tak, tak, zauważyłem ten przymiotnik”. Szukam, ale jakoś nie mogę tu znaleźć tej części mowy. Wystarczy już może tego wytykania i złośliwości.

           

Na zakończenie krótki apel do wszechwiedzących i często negatywnie oceniających poczynania dziennikarzy sportowych kibiców. Otóż wszystkim krytykantom proponuję pewien eksperyment. W trakcie wydarzeń sportowych niech wyłączą dźwięk telewizora i skomentują dla współoglądających widowisko „na żywo”. A może zadzwonią do kogoś, kto nie może akurat w tym momencie obejrzeć jakiegoś meczu? Może będzie wówczas mniejszy stres, bo przecież komentator sportowy to ktoś, kogo słychać, ale raczej nie widać. Jak długo krytyczny widz wcielający się w nową rolę dziennikarza będzie potrafił w barwny sposób opisać to, co się dzieje w tym czasie na ekranie jego telewizora? Przecież jest niekwestionowanym fachowcem! Czy dotrwa do 45 minuty meczu, czy też zarzuci jakże świeżą profesję zaraz na początku? Wiem od niejednego dziennikarza sportowego, że byli już tacy, którzy zasiadali za stanowiskiem komentatorskim, którym dawało się mikrofon i zakładało słuchawki na uszy. Po tych doświadczeniach z reguły stwierdzali, że to był ich pierwszy i ostatni raz w tej roli. Podsumowując, bądźmy krytyczni, zwracajmy uwagę na wszelkie błędy i potknięcia językowe, wszak dziennikarze sportowi mają wpływ na kształtowanie współczesnej polszczyzny, z drugiej jednak strony odrobina wyrozumiałości dla tego naprawdę trudnego zawodu oraz uatrakcyjniającym te wydarzenia naszym dziennikarzom jak najbardziej się należy. Jeśli jednak ktoś uważa, że jest najlepszy, to niech spróbuje własnych sił w profesjonalnym dziennikarstwie sportowym. Do odważnych świat należy! A zatem do boju!

 

 

2016-06-03

Słabość opozycji

Komentarz z dn. 09.05.2016 r.

Dr Agnieszka Łukasik-Turecka

Katedra Teorii Polityki KUL

 

Słabość opozycji

 

10 maja mija rok, od kiedy PiS wygrało po raz pierwszy. Ściślej - głosowanie w pierwszej turze wygrał kandydat na prezydenta nominowany przez Prawo i Sprawiedliwość, co zaowocowało wygraną i w drugiej turze, a potem triumfem tej partii w wyborach parlamentarnych, dającym samodzielną większość w Sejmie i w Senacie. Wielokrotnie już pisano i mówiono, że wynik tego bardzo ważnego głosowania z 10 maja 2015 roku, będącego zwrotem na polskiej scenie politycznej, to efekt perfekcyjnego przygotowania kampanii Andrzeja Dudy i pracowitości samego kandydata, jak i zlekceważenia przeciwnika i samych reguł kampanii wyborczej przez Platformę Obywatelską.

 

Od tamtego 10 maja mija właśnie rok. Partia poprzednio rządząca nie jest nawet, jeśli wierzyć sondażom, liderem opozycji, jej ex-koalicjant nie łapałby się nawet do Sejmu, a .Nowoczesna w sumie skutecznie odbiera sondażowe punkty PO. Oczywiście, nikt nie powiedział, że liderem opozycji ma być wielki przegrany z 2015 roku, ale zarówno ugrupowanie Grzegorza Schetyny jak i Ryszarda Petru nie ma szans na mocne wybicie się na takie liderowanie. Jeśli oprzeć się na sondażach. opozycja przez ten rok nie odrobiła nawet części strat poniesionych przy urnie wyborczej, działając z tak samo niską skutecznością, jak podczas obu kampanii wyborczych.

 

Ale być może coś się zmieniło w taktyce opozycjonistów. Oto 7 maja na czele wspólnego pochodu ruszyli, mocno trzymając się pod ręce: Barbara Nowacka, Władysław Kosiniak-Kamysz, Mateusz Kijowski, Grzegorz Schetyna i Ryszard Petru. Jeżeli gesty w polityce coś znaczą, to być może w nadchodzących wyborach, kiedykolwiek by one się nie zdarzyły, opozycja wystawi jedną listę, aby skutecznie powalczyć o zdetronizowanie PiS-u, który w minionych wyborach tak naprawdę reprezentował pod swoim szyldem także Solidarną Polskę i Polskę Razem. Silna opozycja jest potrzebna w każdym demokratycznym państwie, ale by tak się stało, obaj liderzy opozycyjnych ugrupowań, zarówno Ryszard Petru, jak i Grzegorz Schetyna muszą schować własne ambicje do kieszeni i nie walczyć między sobą o tę część wyborców, która dziś maszeruje w manifestacjach KOD-u. Najbliższy czas pokaże, czy wymienieni liderzy zrozumieli, że skutecznie mogą powalczyć przy urnie. Tylko muszą nadal trzymać się mocno za ręce - w marszu, który potrwa aż do wyborów.

2016-05-09

Bełkot nie jedno ma imię…

Komentarz z dnia 4 maja 2016 r.

dr hab. Paweł Nowak, prof. KUL
Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej KUL

 

Bełkot nie jedno ma imię…

 

Według Słownika języka polskiego PWN bełkot to ‘pot. «niezrozumiała, niewyraźna mowa; też: nieartykułowane dźwięki»; «pozbawiony sensu, niezrozumiały tekst lub zawiła wypowiedź»’. Ostatnie kilka tygodni, miesięcy, lat w polskiej komunikacji społecznej i mediach pokazują, że kultura bełkotu jest w pełnym rozkwicie, a o zwycięstwie kultury mądrości, jasności i logiki możemy jedynie pomarzyć…

 

Oczywiście, chodzi mi o konstruowanie, wypowiadanie, przekazywanie „pozbawionych sensu, niezrozumiałych tekstów lub zawiłych wypowiedzi” przez media, polityków, osoby publiczne, ekspertów, specjalistów etc. etc. Na tego rodzaju bełkotanie nie wpływa ani orientacja polityczna, ani wykształcenie, ani specjalizacja, ani żadna inna zmienna, bo bełkoczą prawie wszyscy. Jedni specjalizują się w bełkocie semantycznym, który polega na manipulowaniu znaczeniami słów, zmianie ich sensu albo używaniu ich w niewłaściwych kontekstach, przydając w ten sposób prezentowanym zjawiskom wartości lub budząc grozę. Aby uniknąć zaangażowanych politycznie przykładów, wystarczy wspomnieć o poszerzeniu i zmianie w ostatnich kilkunastu latach znaczenia słowa terrorysta (Irakijczycy walczący na terytorium swojego państwa z wojskami amerykańskimi raczej nimi, wbrew medialnym komunikatom, nie są) czy dedykowany, np. Słuchawki dedykowane do nowego telefonu marki X. Inni, i jest ich znacznie więcej, upodobali sobie bełkot pragmatyczny, który ma im przydać, w ich mniemaniu, charyzmy i „mudrości” (bo na pewno nie mądrości). Po prostu, (nad)używają obcych, trudnych, dla większości niezrozumiałych słów, bo oni te określenia znają, więc pokażą, że umieją, albo, przygotowując swoją wypowiedź, sprawdzili wcześniej w słowniku wyrazów obcych, jak powiedzieć to, co mają do powiedzenia, tak, by niewielu wiedziało, o co chodzi. W polskiej rzeczywistości społecznej i politycznej takich „bełkotów” jest bez liku.

 

Na koniec zostawiłem sobie bełkot składniowy/syntaktyczny, spowodowany nieumiejętnością zbudowania spójnej i kompletnej wypowiedzi albo niedbałością o jej logiczność i przyczynowo-skutkowość. Na tego rodzaju skróty myślowe i przejęzyczenia czyhają twórcy memów i hejterzy, bo trudno zgrabnie wytłumaczyć się z niewiedzy, agresji, nietolerancji, pogardy itp., zwłaszcza gdy jest się osobą publiczną i członkiem elity, która ma mandat do podejmowania ważnych decyzji dla wszystkich Polaków.

 

A zatem „Zanim coś powiesz, pomyśl, człowieku”, bo gdy Stanisław Jerzy Lec pisał kilkadziesiąt lat temu o tym, że „Nie wystarczy mówić do rzeczy, trzeba mówić do ludzi”, to chciał po prostu, abyśmy nie bełkotali. Niech więc obowiązuje powszechny zakaz bełkotu!

 

2016-05-04

Hazard – stary/nowy problem

Komentarz z dn. 25.04.2016 r.

Dr Bernadeta Lelonek-Kuleta

Katedra Zdrowia Publicznego KUL

 

Hazard – stary/nowy problem

 

Przed rokiem 2009 o hazardzie w Polsce nie mówiło się zbyt wiele. Po wybuchu „afery hazardowej” hazard stał się tematem „upolitycznionym” w związku z zamieszaniem wokół tzw. ustawy hazardowej. Aktualnie prawo polskie posiada wiele niedociągnięć, jeżeli chodzi o regulację rynku hazardowego. Ustawa, która miała ograniczyć hazardową „szarą strefę” paradoksalnie przekłada się na jej rozszerzanie. Kwitnie rynek nielegalnego hazardu  on-line, poza tym miastach nadal bardzo często napotykamy punkty z automatami losowymi, których teoretycznie w roku 2016 nie powinno już być poza kasynami. Pomijając polityczne utarczki podkreślić należy, że główną troską specjalistów powinno być to, że ludzie nadal uzależniają się od hazardu, a z roku na rok  rośnie  liczna pacjentów przyjmowanych  do  placówek zajmujących się leczeniem uzależnień. Niepokojący zjawiskiem jest nasilanie problemu wśród osób mogących grać w najmłodszej (18-25 lat) i najstarszej (65+) grupie wiekowej. Wychodząc naprzeciw potrzebom społecznym wiele instytucji podejmuje działania ukierunkowane na ich rozwiązywanie. Także na KUL aktualnie  realizowanych jest kilka projektów badawczych nad uzależnieniem od hazardu, a także projekt szkoleniowy poświęcony hazardowi skierowany do studentów Pracy socjalnej KUL. Do współpracy zapraszamy specjalistów z Polski i z zagranicy, prowadząc m.in. badania nad hazardową aktywnością seniorów z Uniwersytetem de Bourgogne oraz realizując szkolenie z Haute école de travail social Genève. Nie czekając na poprawę sytuacji politycznej warto podejmować usystematyzowane działania interdyscyplinarne, które stanowią szansę na poprawę sytuacji społecznej w obszarze problemów związanych z hazardem.

2016-04-25