Otchłań w centrum świata

- recenzja książki Hanny Krall pt.: „Wyjątkowa długa linia”

 

Jeżeli jesteś czytelnikiem poszukującym powieści z jasno zarysowanym wątkiem przewodnim, od którego odchodzą, równiutko jak angielski trawnik przycięte, wątki poboczne - nie bierz „Wyjątkowo długiej linii” do ręki. Jeśli gustujesz w historyjkach, gdzie dziwni ludzie mówią dziwnym językiem, a „dziwność świata” ma tyle wspólnego z Niemenem, co tekst ów z dobrą literaturą, także nie sięgaj po książkę Krall. Tylko niepotrzebnie się zirytujesz, bo nie jest to lektura dla każdego, choć trudno nie uznać jej za wartościową i potrzebną. Dla kogo jest zatem ta książka i dlaczego jest to książka ważna? Aby odpowiedź na te pytania, należałoby przyjrzeć się jej nieco dokładniej.

 

Pierwszym , co rzuca się w oczy przy lekturze „Wyjątkowo długiej linii” jest styl. Zwięzły i precyzyjny, nawiązujący do najlepszej tradycji reportażu, a jednocześnie wywierający niezwykłe wrażenie swoją chłodną elegancją. Nie ma tu wyrazów zbędnych, żadnych rozhisteryzowanych emocjonalizmów, czy, łudzących rzekomą głębią, metafor. Słowo u Krall nikogo nie kokietuje. Pada odmierzane z aptekarską uwagą. To właśnie na nim , jak na wytyczonym przez geometrę szkielecie budowli, opiera się cały ciężar opowieści. A raczej, wielu opowieści, gdyż „Wyjątkowo długa linia” to właściwie zbiór historii, o tym, co nigdy się nie zdarzyło, tylko mogło mieć miejsce, lub też wydarzyć się nie miało prawa. Powikłane losy mieszkańców jednej z lubelskich kamienic plączą się i rozplątują, rozpadają na wiele możliwych wariantów, albo podążają równym traktem historycznie potwierdzonej pewności. Spajającą je klamrę stanowi miejsce zamieszkania, przeszło czterystuletnia kamienica wybudowana przez kupca korzennego Jana Aromatariusa, która pod koniec XIX wieku przeszła na własność małżeństwa Franciszki i Marka Arnsztajnów.

 

Dualistyczną naturę budynku zdradza określenie jego przestrzennego usytuowania- „In circulo civitas”, co powinno znaczyć -w centrum świata, a znaczy zaledwie-w obrębie miasta”. Kamienica to nic innego , jak mityczny „axis mundi”( nie zapominajmy, że wg legend chasydzkich środek świata leżał właśnie w Lublinie). Umiejscowiony jest na przecięciu dwóch porządków: materialnego, w którym stanowi schronienie dla zróżnicowanej społecznie i majątkowo ludności żydowskiej (inteligencja, zamożne mieszczaństwo, rzemieślnicy i poszukujący w zarobku mieszkańcy wsi) oraz metafizycznego, gdzie pełni rolę swoistego „centrum-w-centrum”, osi świata rozpiętej pomiędzy piwnicą, a strychem. W mikrokosmosie tym czas toczy się w rytmie powszednich dni i niezwykłych wydarzeń. Tutaj też, w mieszkaniu na pierwszym piętrze, zawiązuje się niecodzienna przyjaźń młodopolskiej poetki Franciszki Arnsztajnowej z błyskotliwym, młodym, a już trapionym przez niejasne katastroficzne przeczucia, Józefem Czechowiczem. To przez jego dłoń przebiega tytułowa „wyjątkowo długa linia” życia. W tym pozornym uspokojeniu kryje się jednak tylko tragiczna ironia dziejów. Szczęśliwa wróżba okazuje się zupełnie bezradna w walce ze spełniającym się kataklizmem Zagłady. Ginie Czechowicz, umiera Arnsztajnowa, zamordowani, wywiezieni do obozów, wygnani zostają żydowscy mieszkańcy kamienicy. „W roku trzydziestym dziewiątym, gdy wojna się zaczynała, filiżanki dzwoniły w żydowskich kredensach. W roku czterdziestym czwartym, gdy się kończyła- w pożydowskich” napisze Hanna Krall. Autorka skrupulatnie rekonstruuje nie tyle tragiczne losy członków pewnej małej społeczności , co obraz świata, który w ciągu kilku lat znikł tak zupełnie, jakby zapadł się w otwartą pod nim przepaść. Rekonstrukcji tej bardzo dobrze służy metoda polegająca na mieszaniu różnych porządków czasowych, stosowaniu dygresji na temat wcześniejszych, bądź późniejszych dziejów opisywanych bohaterów, lub przedstawianie kilku wariantywnych zakończeń danej sytuacji.

 

Mimo rozmaitości postaci, wielości wątków, spojrzeń i perspektyw, całość robi wrażenie przemyślanej, skomponowanej z precyzją oraz logiczną konsekwencję wcale nie ustępującą tej, którą pamiętamy z wcześniejszych utworów Hanny Krall. Również problematyka Shoah, czy technika zestawiania ze sobą pozornie luźno powiązanych epizodów, potwierdzających, że „wszystko się ze sobą łączy i ma swój sens”, jest już czytelnikowi znana choćby ze ”Zdążyć przed panem Bogiem”, powieści „Król kier znów na wylocie”, czy tomu reportaży „Żal”. „Wyjątkowa długa linia” to jednak książka niezwykła. Oszczędna i niemal ascetyczna w sposobie obrazowania, a przez to wywierająca tym silniejsze wrażenie. Autorce udało się powtórnie stworzyć świat, który zamordowano na Majdanku. To właśnie w takich utworach potwierdzenie znajduje fakt, że także Nieobecność, tak jak wszystko, „musi mieć swoją formę”. „Wyjątkowo długa linia” stanowi przedłużenie rozerwanej linii życia na dłoni autora „Poematu o mieście Lublinie”. Dlatego jest to książka ważna i nie dla wszystkich. A raczej, dla wszystkich, którzy cenią dobrą literaturę.

 

 Autor: Iwona Jędrzejewska

Autor: Aneta Mitrowska
Ostatnia aktualizacja: 24.05.2009, godz. 21:09 - Aneta Mitrowska