Personalizm chrześcijański jako integralny

W zakończeniu Personalizmu chrześcijańskiego ks. prof. Wincenty Granat daje wyraz swojego głębokiego i niezwykle szerokiego rozumienia tego, czym jest personalizm chrześcijański; czytelnikowi zaś towarzyszy nieodparte wrażenie, że słowa te w miarę ich przyswajania urastają do rangi osobistego wyznania, „manifestu” Lubelskiego Personalisty. Wydaje się, że kluczowy jest tutaj następujący fragment: „W tym znaczeniu jest [personalizm chrześcijański] taki, że aprobuje to wszystko, co naukowo udowodniła antropologia przyrodnicza i kulturowa, ale przyjmuje także twierdzenia filozofii o duchowej i nieśmiertelnej duszy ludzkiej, o istnieniu Stwórcy świata i człowieka; ponadto na podstawie objawienia uznaje osobę ludzką jako przybranego syna Bożego i uczestnika w życiu wiekuistych osób Bożych”[1]. Personalizm w myśl powyższego oznacza wprost aprobatę wyników naukowego, filozoficznego oraz teologicznego spojrzenia na osobę ludzką; oznacza więc spotkanie rozumu i wiary, natury i łaski w jednej rzeczywistości, jaką jest człowiek.

Niewątpliwie, tak zdefiniowany personalizm chrześcijański jako integralny nastręcza niemałych trudności interpretacyjnych czy metodologicznych. Należy przecież pamiętać, że każdy, czy to filozof, czy psycholog albo socjolog, myśli i mówi o człowieku w zupełnie inny sposób, przyjmując taki stan rzeczy za normalny. Owszem, stanowiska te niekiedy zbliżają się do siebie w determinacji „przedmiotu”, jakim jest człowiek, ale zaraz potem zmierzają w różnych kierunkach, kiedy się okazuje, że nastawione są na poznanie tylko pewnych faktów antropologicznych. Jeśli zatem Granat mówi o personalizmie integralnym, to uznaje i przyjmuje (chyba jak mało kto!) wszystkie te stanowiska z całą powagą, respektując ich specyfikę, odmienność oraz kompetencje. Nie zamierza jednak poprzestać na dostrzeganiu różnic i wielości ujęć, ale szuka w imię wyższych racji jakiejś rozsądnej syntezy. Toteż, formułując definicję integralnej osoby ludzkiej czyni to z uwagi na jej ogromną wartość dydaktyczną w porównaniu z definicjami aspektowymi, prezentowanymi przez różne dziedziny.

Trosce Lubelskiego Personalisty, aby widzieć człowieka „całego”, dają wyraz następujące słowa: „jedność pojęta jako fakt i jako cel do realizacji jest czymś tak bardzo związanym z ludzką naturą, że można by sądzić, jakoby stanowiła najbardziej oryginalne i pierwotne zjawisko w człowieku i dlatego właśnie byłaby istotną cechą osoby ludzkiej, a nawet osoby w ogóle”[2]. Tym samym zgłasza on postulat konieczności uprawiania refleksji o człowieku w kluczu integralności, ponieważ prawda o nim zostaje radykalnie wypaczana przez różnego rodzaju koncepcje redukcjonistyczne (spirytualistyczne, materialistyczne, empiryczne, woluntarystyczne). Wincenty Granat uważa, że całościowy i metodologicznie poprawny obraz człowieka może dać personalizm z jego podstawową kategorią, jaką jest „osoba” integralna. Korzystając z osiągnięć nauk humanistycznych, filozofii i teologii, za swój przedmiot poznania bierze całą osobę we wszystkich jej wymiarach bytowych i działaniach. Dowodzi, że życie ludzkie wyraża swoistą dialektykę, w której istnienie osobowe jest na rozstaju miedzy dążeniem ekspansywnym ku światu zewnętrznemu i ruchowi koncentrującemu ku wewnątrz. Rozwijając powyższą intuicję E. Mouniera, Granat wyodrębnia grupy ludzkich działań i warstw bytowych osoby, aby w ten sposób ściślej określić poprzez ich wyszczególnienie przedmiot badań. I tak, definiuje osobowość psychiczną, etyczną oraz społeczną. Żadnej z nich – uważa – nie należy widzieć w izolacji od konkretnego człowieka, ale nie wolno też utożsamiać z całością ludzkiej indywidualnej natury. Osoba ludzka jest czymś więcej, niż tylko świadomością, wyborem etycznym czy całokształtem stosunków społecznych osoby[3]. Prof. Granat zatem ujmuje osobę w różnych jej funkcjach i odniesieniach, dynamicznie, można by rzec – hermeneutycznie. Szuka on w bycie ludzkim momentu jednoczącego, stanowiącego zwornik integralnej osoby, który gwarantowałby właściwe jej zrozumienie i zdefiniowanie. Najpełniejszym wyrazem owej jedności osoby ludzkiej jako faktu jest podmiotowe „ja”, które koncentruje wszystkie świadome działania człowieka, wprowadzając ład i harmonię.

Dostrzegamy, że Profesor Granat celowo nie przyjmuje „za swoją” żadnej z koncepcji naukowych czy filozoficznych, gdyż uważa, że mogłyby one „ograniczać” go w jego myśleniu. Na tym etapie refleksji odżegnuje się nawet od jakiejkolwiek orientacji światopoglądowej czy filozoficznej, aby swojej refleksji nadać walor uniwersalności i przygotować wspólną płaszczyznę egzystencjalno-społeczną dla akceptacji personalizmu. Wyraża nadzieję, że tak rozumiana koncepcja personalistyczna, otwarta na nowe ujęcia, będzie warunkiem możliwości jej przyswojenia przez przedstawicieli licznych nauk, takich jak: psychologia, pedagogika, filozofia, teologia, etyka, a także podstawą dialogu na rzecz nowego rozumienia człowieka.

 

Personalizm integralny jako chrześcijański

Jeśli istnieje jakaś zasada, stanowiąca podstawę dalszych wywodów ks. Granata, a zarazem odsłaniająca jego zamysł, określany personalizmem chrześcijańskim, to bez wątpienia ta, że dzięki spojrzeniu na człowieka w świetle Chrystusa, nic z tego, co wcześniej o człowieku było wiadome, nie zostaje wyeliminowane, ale poddane dogłębnej reinterpretacji. Perspektywa ta nie oznacza nowego definiowania człowieka, co czyni filozofia, nie chodzi też o rodzaj jego pełniejszego opisu, co jest domeną socjologii, nie chodzi również o sferę rozumienia człowieka w płaszczyźnie psychologicznej, ale chodzi o to, że tajemnica człowieka jest w najgłębszych swych pokładach tajemnicą samego Boga.

Kluczem do rozszyfrowania tej zagadki człowieka, jest w przekonaniu ks. Granata, tajemnica Wcielenia. Jest ona najwyższym przypadkiem realizacji istoty ludzkiej. Zostaje tu odsłonięta tajemnica człowieka, który – jak powie K. Rahner – w swej istocie stanowi gramatykę możliwego samowyrażania się Boga. A zarazem odsłania się możliwy obszar wolności człowieka, istoty, która zadała śmierć Synowi Bożemu.

Kiedy więc człowiek przyjmuje to, co zostaje mu objawione w Chrystusie, otwierają się mu oczy i widzi, kim jest Bóg i kim jest on sam. Zmienia się perspektywa patrzenia oraz miejsce poznania prawdy (objawienia się rzeczywistości) Boga oraz prawdy człowieka, którą jest Chrystus – integralna Osoba! W niej krzyżują się wszystkie drogi człowieka ku Bogu, Boga ku człowiekowi, jednych ludzi ku drugim i człowieka ku rzeczom, a ich ku człowiekowi[4] - powie Granat. To właśnie Chrystus jako Osoba Bosko-ludzka stanowi strukturę hermeneutyczną. Interpretacja ta nie wychodzi z arystotelesowskiej czy heglowskiej analizy tego, czym jest natura, człowiek czy wolność, ale wyrasta z przekonania, że nie ma innego tekstu o człowieczeństwie poza przeznaczeniem Jezusa, Jego życiem. Zatem, nie abstrakcyjna spekulacja, zbiór idei i paradygmatów, ale doświadczenie żywej osoby Chrystusa wyznacza zasadniczy horyzont rozumienia człowieka. Można powiedzieć, że najpełniejszą formą bytowania osoby ludzkiej jest ta, jaką urzeczywistnił Jezus Chrystus przez wyjątkową bliskość ze swoim Ojcem. To właśnie ów szalony i niezrozumiały Ojciec, źródło nowej mądrości, objawia nam prawdziwe rozumienie człowieka. Gesché powie: „Chrystus wprowadza niezrozumiałość Boga jako klucz do rozumienia człowieka”[5]. Bóg jest szaloną miłością. Miłość taka wyraża radykalną nowość. Owa nowość, którą przynosi i oferuje Chrystus niewspółmiernie przewyższa zdolności przyjęcia jej przez człowieka, a nawet jego najśmielsze oczekiwania. „Takiej wszechogarniającej miłości ewangelicznej – zauważa Profesor – idącej z Bogiem przez Chrystusa do wszystkich ludzi, będącej nakazem, a zarazem potrzebą serca, miłości ziemskiej, a równocześnie sięgającej w wieczność, miłości wielkiej, a jednak zniżającej się, aby szukać nawet ułamka dobra w błocie zła – świat nie znał. Miłości takiej – jaka może się odnosić do jednej osoby, ale ma zasięg społeczny, wznoszący się tak daleko, jak granice ludzkości – nie było przed Chrystusem, a jeszcze w pełni i dziś świat jej nie zrozumiał; dobrze przynajmniej, że ona świeci i zachęca ludzi ku dobru”[6]. Miłość ta przełamuje wszelką ludzką logikę. W horyzont rozumienia osoby, który wraz z tą niepojęta miłością zostaje dany w Chrystusie, wpisuje się każdy inny ludzki horyzont, jako przez Niego w pełni aprobowany, a zarazem w Nim radykalnie przezwyciężony. To, co zostaje ofiarowane w Chrystusie jako integralnej, spełnionej, w pełni wolnej Osobie zawsze będzie znaczyło to coś „więcej” – coś, ku czemu osoba ludzka ciągle musi wychodzić, aby siebie lepiej zrozumieć i życiowo zrealizować.



[1] Personalizm chrześcijański. Teologia osoby ludzkiej, Poznań 1985, s. 627.

[2] Osoba ludzka. Próba definicji, wyd. 2. poprawione i poszerzone, red. K. Guzowski, H. I. Szumił, Lublin 2006, s. 284.

[3] Por. tamże, s. 285.

[4] Por. Personalizm chrześcijański, s. 625.

[5] A. Geschè, Chrystus, tł. A. Kuryś, Poznań 2005, s. 44.

[6] Fenomen człowieka. U podstaw humanizmu chrześcijańskiego, wyd. 2. poprawione, red. K. Guzowski, H. I. Szumił, Lublin 2007, s. 189.

Autor: Ewa Zięba
Ostatnia aktualizacja: 09.02.2011, godz. 17:12 - Ewa Zięba