KUL, 24 maja 1990 r.

SPOŁECZEŃSTWO ROZWAŻNE

 

Staję przed Państwem z uczuciem głębokiego wzruszenia. Urodziłem się w tym kraju, ale wychowałem się za granicą - czuję związek z tym krajem, ale nie brałem bezpośredniego udziału w jego cierpieniach i walkach. I oto zostałem dziś wyróżniony przez instytucję, przed którą należy pochylić czoło. Uniwersytet Katolicki w Lublinie był przez wiele lat w tym okrutnym okresie przemocy komunistyczno-sowieckiej autentyczną wyspą przyzwoitości etycznej i niezależnej myśli. Wymagało to wielkich poświęceń i dużej odwagi, nie tylko obywatelskiej, ale i bezpośrednio ludzkiej. Był to bowiem okres naprawdę ponury - bodajże jeden z najgorszych w i tak dość trudnej historii naszego narodu - bo były to czasy kiedy Polacy mordowali Polaków w imię obcej ideologii i dla dobra obcego państwa. Lata minione przejdą do historii Polski jako lata zbrodni i zdrady.

Dlatego też nie łatwo było trwać i przetrwać, bez sprofanowania najgłębszych uczuć i najdroższych wartości zarówno bożych, jak ludzkich i narodowych. Ale KUL przetrwał. Przetrwał w obliczu szantaży, szykan, obelg, gróźb i przemocy. Przetrwał dla wiary, dla Polski, dla uniwersalnych wartości ludzkich. I za to należy mu się nasz szacunek. I dlatego ten zaszczyt, który mnie dziś spotyka, ma dla mnie - Amerykanina polskiego pochodzenia - tak głębokie znaczenie. Dziękuję z całego serca.

KUL nie tylko przetrwał. Jego przetrwanie jest symbolicznym wyrazem wielkiego - o historycznym znaczeniu - zwycięstwa rozwijającej się pragmatycznie i przemieniającej tradycji demokratycznej nad dogmatyczną koncepcją totalitarnej organizacji społeczeństwa. Walka między tymi dwiema koncepcjami toczy się przez prawie cały nasz wiek, ale obecnie dobiega końca.

Źródła tej wielkiej historycznej rozgrywki można szukać w rewolucji francuskiej - równo 200 lat temu - która jednocześnie postawiła na porządku dziennym kwestię politycznej organizacji społeczeństwa oraz nadała konfliktom międzypaństwowym charakter wojen ideologiczno-narodowych. Od tegoż czasu ideologia i nacjonalizm dominują w życiu politycznym. Po raz pierwszy, w skali społecznej i międzynarodowej, kwestia świadomej, celowej definicji stosunku między jednostką a społeczeństwem i między społeczeństwem a państwem stała się centralnym zagadnieniem życia politycznego. Chodzi o to, czy punktem wyjścia działalności politycznej jest świętość i nietykalność spontanicznej jednostki ludzkiej; czy też państwo jako organ polityczny ma prawo nie tylko do panowania nad społeczeństwem, ale do przerabiania tego społeczeństwa, a nawet jednostki ludzkiej, na modłę własnej ideologii.

Pierwsza koncepcja była punktem wyjściowym dla ewolucji ustrojów demokratycznych. Druga prowadziła do dominacji politycznej nad społeczeństwem i do degradacji jednostki ludzkiej - czyli do ustrojów totalitarnych. Pierwsza dała światu francuską Deklarację Praw Człowieka, amerykańską konstytucję, oraz polski Trzeci Maj. Druga z czasem skrystalizowała się w faszystowskich i marksistowskich koncepcjach podporządkowania jednostki społeczeństwu, a społeczeństwa organom politycznym.

Zbieżność między tymi dwiema doktrynami totalitarnymi była całkiem istotna. Różnica między nimi leżała więcej w dziedzinie teorii niż praktyki: jedna uważała za źródło historii walkę ras, a druga walkę klas. Ale obydwie doktryny żerowały na zaognionych nienawiściach społecznych i narodowych, zaostrzonych przez wejście Europy w trudny okres uprzemysłowienia. Najważniejsze jednak jest to, że jedna i druga traktowała jednostkę ludzką jako przedmiot bezwartościowy, którym można się było dowolnie posługiwać, który można było prześladować, i tępić w imię własnych doktryn i dla swych własnych celów politycznych. Pod tym względem Hitler był takim samym leninistą, jak Lenin - hitlerowcem.

Dlatego też nasz wiek XX był wiekiem wielkiej rozgrywki filozoficzno-politycznej. Ostatnie pięćdziesiąt lat były pod tym względem decydujące. Faszyzm i hitleryzm upadły w ogniu i pod mieczem prawie pół wieku temu. Komunizm, zgniły od wewnątrz i skompromitowany moralnie, jest obecnie w ostatnim etapie swej agonii. Jego ostateczny upadek - jak już widzimy z doświadczeń Europy Środkowo-Wschodniej - jest tylko kwestią czasu.

Można śmiało przewidywać, że obecny kurs regresyjny w Chinach potrwa jeszcze najwyżej klika lat i spowoduje prawdopodobnie jeszcze większy i bardziej przełomowy wybuch sił demokratycznych. W Związku Sowieckim nawet kierownictwo polityczne zaczyna już rozumieć, że jedyną szansę uzdrowienia i uratowania społeczeństwa od klęski gospodarczej, ekologicznej, politycznej i moralnej jest jak najszybsza rozbiórka ustroju komunistycznego. Wątpię osobiście czy ten demontaż uda się przeprowadzić spokojnie, unikając jednocześnie wielkich wstrząsów społecznych i narodowych, które mogą za sobą pociągnąć ogólny rozpad tzw. związku. Ale niezależnie od rozwoju sytuacji już dzisiaj można stwierdzić kategorycznie, że komunizm w Związku Sowieckim stał się także nieodwracalną katastrofa historyczną. (O konsekwencjach tego dla polskiej polityki zagranicznej miałem okazję mówić w KUL-u rok temu).

Wchodzimy więc w nowy wiek, w którym zagadnienia o innej treści niż ideologiczna kwestia stosunku między państwem a jednostką zaczną coraz bardziej dominować w naszym życiu politycznym, szczególnie w krajach rozwiniętych, które nadają ton i styl życiu politycznemu świata. To nie znaczy, że dylematy ostatniego stulecia zanikną; w krajach pokomunistycznych uzdrowienie stosunków społecznych, budowa trwałych i autentycznych demokracji, reforma gospodarcza będą nadal zagadnieniami dnia codziennego. Ale w skali światowej, w szczególności w krajach, które pierwsze weszły w wiek naukowo-technologiczny - zostawiając za sobą kraje, które jeszcze starają się przełamać trudności powiązane z ich pierwszą konfrontacją z wiekiem przemysłowym - charakter i treść wielkich debat o charakterze politycznym będzie mieć źródła odmienne od tych, które przez ostatnie dwa wieki były dominującym elementem politycznej myśli i walki.

Darują mi Państwo, że wyrażę moją myśl w sposób bardzo uproszczony, ale ułatwia mi to streszczenie pewnej zasadniczej tezy. Otóż treścią ery historycznej, która zanika - ery w dużej mierze zapoczątkowanej przez rewolucję francuską - były polityczne konflikty o charakterze społeczno-ideologicznym. Wchodzimy zaś obecnie w erę, w której coraz bardziej nad życiem politycznym dominować będą również konflikty o podłożu filozoficzno-naukowym.

Jest to wynikiem tego o czym już wspomniałem: że czołówka społeczeństwa światowego wchodzi w okres naukowo-technologiczny. Zawiera to w sobie gigantyczne implikacje o najgłębszym charakterze etycznym i filozoficznym. W okresie minionym uproszczone iluzje wynikające z rewolucji przemysłowej i przesadny racjonalizm pobudzony przez rewolucję francuską kusiły ludzkość wizją utopii społecznej. Obecnie, po raz pierwszy w historii ludzkości nauka otwiera przed nami możliwości manipulacji biotechnologicznej i genetycznej i ekologicznej. Ludzkość zaczyna zdobywać możliwości przekształcenia samej siebie.

Podkreślam raz jeszcze, że nie chce przez to stwierdzenie bynajmniej sugerować, iż starcia społeczne i wynikające z nich konflikty polityczne zanikną. W krajach biedniejszych, jeszcze się borykających z trudnościami wieku przemysłowego i tylko co wyzwolonych z ucisku ideologicznego, kwestie społeczne będą jeszcze przez dłuższy czas głównym źródłem podziałów politycznych. Ale nie tylko w krajach przodujących, poprzemysłowych, zagadnienia nowego typu, o odmiennym podłożu, zaczynają wysuwać się na plan pierwszy.

Fakt, że wchodzimy w okres, w którym nauka daje ludzkości możliwości przedłużania życia, wyboru płci dziecka, transplantacji organów ludzkich - a nawet użycia tkanek płodowych dla eksperymentów i transplantacji - oraz manipulacje genetyczne - a jednocześnie zbliża się do tworzenia inteligencji sztucznej zaczyna wysuwać na polityczny porządek dzienny społeczeństw przodujących zagadnienia dotychczas omawiane raczej w ramach filozoficzno-religijnych. Kiedy się życie zaczyna i kto ma prawo do decyzji by ten początek przerwać? Jednostka, społeczeństwo, Kościół? I jakie powinno się stosować kryteria wyboru: dobro społeczne, wola jednostki, nakazy religijne, oceny naukowe? Zagadnienie powyższe jest już jednym z głównych przedmiotów intensywnych sporów politycznych w Stanach Zjednoczonych - a jest ono jednocześnie zagadnieniem naukowym i moralnym.

To samo odnosi się do kwestii końca życia. Przedłużenie życia dzięki postępom w nauce sprawia, że koniec życia staje się bardziej skomplikowany. Nie następuje już tak często nagle, stosunkowo wcześnie i w okresie jeszcze pełnego i świadomego działania. Coraz częściej życie zanika powoli, po wielu latach zależności od opieki rodzinnej i po utracie pełnej świadomości. Tragizm tej sytuacji zbiega się z postępami medycyny w przedłużaniu życia biologicznego. Kiedy następuje autentyczny i moralnie uzasadniony koniec życia? To pytanie już wywołuje w niektórych krajach zachodnich polityczne dyskusje dotykające najbardziej delikatnych powiązań między nauką i światopoglądem religijnym i filozoficznym.

Ale to jest dopiero początek. Manipulacje genetyczne, biotechnologiczne, transplantacje z czasem nie tylko serc, ale nawet i tkanek płodowych oraz nadejście i rozpowszechnienie inteligencji sztucznej stawia przed nami zasadnicze pytanie: gdzie się kończy nietykalność osoby ludzkiej i do jakiego stopnia można - nawet dla dobrych celów, np. zdrowotnych - poświęcać coś żyjącego? A jakie są granice manipulacji genetycznej i kto je powinien ustalać? A na dalszą metę - w nie tak dalekiej przyszłości - wysuną się zagadnienia związane z stworzeniem przez człowieka inteligencji sztucznej. To pociągnie za sobą kolejne pytania: czym jest i gdzie jest źródło istoty ludzkiej? Np. czy jest nim pamięć, świadomość i podświadomość, uczucia, możność rozumowania, twórczość?

Nie zamierzam omawiać zagadnień ekologicznych, ale kryzys ekologiczny również już się przyczynia do zasadniczych zmian w priorytetach politycznych współczesnego świata. Koncepcje rozwoju gospodarczego, wynikające z bezmyślnego nacisku na rozwój ciężkiego przemysłu już podlegają zasadniczej rewizji, co z kolei świadczy o nowej definicji postępu społecznego.

W każdym razie, wydaje mi się jasne, że wchodzimy w wiek, w którym nie iluzje utopijno-ideologiczne, ale najbardziej zasadnicze kwestie ludzkie – naukowo-etyczne - będą coraz bardziej dominować nad naszym życiem politycznym. A jedynie społeczeństwo rozważne, prawdziwie demokratyczne może w sposób rozsądny szukać odpowiedzi, które jednocześnie zadawalają wymogi naukowe i etyczne. Jedynie w demokracji można uniknąć dogmatycznych uproszczeń tajemnicy życia i jego sensu - przez jednoczesne rozszerzanie horyzontów naukowych i poszanowanie podstawowych założeń religijnych. A czym szersze horyzonty nauki, tym większe zrozumienie, że za nauką kryje się jakaś wielka tajemnica, której nauka nie jest w stanie rozwiązać. (A dla nas, wierzących jest w tym też potwierdzenie naszej wiary).

Wszystko to ma duże znaczenie dla przyszłości Polski i dla roli w niej KUL-u. Jeśli mam rację twierdząc iż zagadnienia polityczne będą coraz bardziej obejmować sprawy o charakterze jednocześnie naukowym i filozoficznym, tym bardziej ważną rolę będzie w polskim społeczeństwie odgrywać instytucja, która w unikalny sposób integruje naukę i etykę. Jest to tym ważniejsze, iż odnowa Polski, autentycznej Polski; która otworzy Polsce bramy do udziału w świecie przodującym, która odrobi straty poniesione w półwiecznym okresie przemocy i zacofania ideologicznego, musi mieć za swój cel zasadniczy rozwój społeczeństwa rozważnego.

Co chcę prze to powiedzieć? Otóż nowa Polska, która obecnie się wyłania musi być oparta na świadomości głębokich przemian w istocie nowoczesnego świata. Zdaję sobie sprawę z tego, że polskie tradycje intelektualne stawiają Polskę w czołówce umysłowej świata i że dlatego to co mówię nie jest dla Państwa żadną nowością. Ale również faktem jest, że najazd hitlerowski i gwałt komunistyczny odciął społeczeństwo polskie na pół wieku od udziału w postępie światowym. Musiało to mieć również, przynajmniej do pewnego stopnia, negatywny wpływ na społeczną kulturę polityczną.

Społeczeństwo rozważne jest społeczeństwem, które podchodzi do własnych dylematów społecznych i międzynarodowych z dojrzałością, umiarem, tolerancją i zrozumieniem konieczności kompromisu jako zasadniczej podstawy demokratycznego życia politycznego. Konieczność tego rodzaju postawy jest tym większą, ponieważ w Polsce w obecnej dekadzie toczyć się będą, a może nawet zaostrzać, konflikty polityczne wynikające z pozostałości wieku ideologicznego, z tragicznego spadku ponurego okresu komunistycznego. Jednocześnie wysuwać się będą na plan bliższy zagadnienia nowej ery naukowo-technologicznej. Problematyka odnowy Polski będzie dlatego wyjątkowo skomplikowana.

Wymagać będzie ona nie tylko rozsądnego kierownictwa politycznego, ale przede wszystkim rozważnego społeczeństwa, które będzie umiało instynktownie odróżniać demokrację od anarchii, patriotyzm od nacjonalizmu, wiarę od fanatyzmu, a w dziedzinie polityki zagranicznej niezależność od osamotnienia i Europę jako proces zjednoczeniowy, od Europy jako nowego mitu.

Różnice między tymi skrajnościami są czasem subtelne, ale bardzo ważne. Pozwolą Państwo, że jeszcze raz w skrócie wyłuszczę co mam tu na myśli. Demokracja musi być wyrazem woli ludu i musi być oparta na wolnym wyborze między odmiennymi programami i przywódcami politycznymi. Ale musi jednocześnie stwarzać warunki dla efektywnego rządzenia, opartego na stabilnej parlamentarnej większości. W historii Polski zbyt często demokracja prowadziła do anarchii a potem do przeciwnej skrajności, jako reakcji na warcholstwo. Wybór ustroju wyborczego dlatego jest rzeczą podstawową; ustrój wyborczy musi zmierzać do wytworzenia stabilnie rządzącej większości społeczeństwa rozważnego a nie do mechanicznego odtworzenia w Sejmie wszystkich partykularyzmów społeczeństwa skłóconego.

Patriotyzmu nikt społeczeństwa polskiego uczyć nie musi. Ale droga od prawdziwego patriotyzmu do głupiego i nietolerancyjnego nacjonalizmu jest krótka i, niestety, Polakom nie całkiem obca. Gdyby tak nie było, to może jeszcze by istniała Rzeczpospolita Trzech Narodów. Polska jest obecnie państwem narodowo zwartym - i tym bardziej może sobie pozwolić na to by patriotyzm jej ludności był przykładem tolerancji dla tych, którzy w Polsce żyją, ale Polakami nie są: Ukraińców, Litwinów, Białorusinów i Niemców. To się odnosi zarówno do kwestii językowych, edukacyjnych, kulturalnych i religijnych. Punktem wyjściowym musi być zrozumienie, że w tej dziedzinie Polacy mają historycznie coś niecoś do odrobienia - co jest tym smutniejsze, że sami Polacy również byli i są nadal, szczególnie w Związku Sowieckim, ofiarami szowinizmu.

Bez wiary Polska by nie przetrwała. Dlatego też wiara odgrywa tak wielką rolę w Życiu Polski. I dlatego też Kościół jest w Polsce nie tylko instytucją religijną, ale jednocześnie ostoją patriotyzmu rozważnego i tolerancji. Kościół rozumie, że wiara może przemienić się w fanatyzm, w grzech nietolerancji w stosunku do poglądów odmiennych, religijnych czy też laickich. Jest to sprawa tym ważniejsza, ponieważ prześladowanie wiary w Polsce się skończyło, ale na porządek dzienny nasuwają się sprawy, które zahaczają o kwestie jednocześnie społeczne, naukowe i religijne. W rozważnym społeczeństwie debaty na ten temat mogą być nawet i ostre, ale rozwiązanie zagadnień nie powinno się opierać na nakazach, które zawierają w sobie niebezpieczeństwo pogwałcenia wolności sumienia.

Niezależność jest celem, o który walczyły i dla którego poświęcały życie pokolenia Polaków. Staję się nareszcie coraz bardziej faktem dokonanym. Jest to doniosłym osiągnięciem obecnego pokolenia, ale również i wynikiem poświęceń tych, którzy zginęli z rąk hitlerowskich, sowieckich, a także niestety z rąk polskich komunistów. Ale niezależność narodowa musi być, w dzisiejszych warunkach międzynarodowych, oparta na współpracy z sąsiadami. Niezależność nie może być oparta jedynie na nienawiści do sąsiadów-rozbiorców. Społeczeństwo rozważne powinno się świadomie starać o położenie fundamentów pod autentyczną współpracę polsko-rosyjską, która nie wyklucza sympatii dla aspiracji narodu litewskiego i ukraińskiego i białoruskiego oraz o budowę wspólnoty interesów polsko-niemieckich. Jedno i drugie wymagać będzie dużo cierpliwych starań, by przełamać wzajemne uprzedzenia, wynikające z bolesnych doświadczeń jeszcze tak świeżej przeszłości. Poza tym rozsądne zrozumienie obecnej koniunktury historycznej w szczególności stawia na porządku dnia czynne rozwinięcie możliwie najbliższego współdziałania politycznego i gospodarczego z Czechosłowacją, federacji narodów Polsce tak bratnich w języku, religii i kulturze. To ostatnie jest konieczne, by nie powstała próżnia geopolityczna w tym rejonie Europy i by niezależność Polski nie przemieniła się w osamotnienie. Wszystko to wymaga świadomej i celowej i rozważnej działalności.

Parcie do Europy, które wszyscy prawie popierają, jest wyrazem zrozumienia konieczności przyłączenia się do wielkiej imprezy budowy czegoś nowego, na ruinach dawnej, imperialnej, ale również i samobójczej Europy. Jest to dążenie uzasadnione. Polska musi być integralną częścią politycznie i gospodarczo zjednoczonej Europy, tak jak nią już jest duchowo i kulturalnie. A koniecznością jest zrozumienie, że zjednoczona Europa powstaje przez skomplikowany i długofalowy proces. Do tego procesu dołączyć się będzie trudno bez zasadniczych i ciężkich przemian w Polsce. Poza tym w tym procesie zjednoczenia Europy będą brać udział państwa silne i słabsze, bardziej i mniej wpływowe - i wejście w Europę nie będzie dla Polski ani łatwe, ani nie ubezpieczy Polski przed potężnymi wpływami silniejszego zachodniego sąsiada, który w tej Europie też udział brać będzie i prawdopodobnie odgrywać będzie decydującą rolę. Dlatego też nie powinno się tej Europy mitologizować jako źródło automatycznego zabezpieczenia przed istniejącymi nierównościami w potędze politycznej i gospodarczej udziałowców.

Stworzenie silniejszego zaplecza w Europie Środkowo-Wschodniej, przez współpracę z najbliższymi i bratnimi krajami, jest więc rzeczą pożądaną właśnie w procesie wchodzenia w Europę. Współpraca regionalna jest koniecznym wkładem w zjednoczoną Europę. Rozważne społeczeństwo polskie powinno wyciągnąć wnioski da swych stosunków z Czechosłowacją i Węgrami z współpracy francusko-niemieckiej we wczesnych latach dekady pięćdziesiątej, współpracy, która stworzyła podwaliny pod obecnie budującą się Europę, ale która również umocniła pozycję Francji we wspólnocie europejskiej. Do współpracy tej doszły pomimo historycznie zakorzenionych narodowych uprzedzeń - bo Francuzi i Niemcy mądrze zrozumieli, że wzajemne korzyści są ważniejsze od wzajemnych uprzedzeń. Przykładem też mogą być Belgia, Holandia i Luksemburg, które - będąc krajami małymi - potrafiły zwiększyć swój wpływ przez stworzenie wspólnoty Beneluxu wewnątrz jednoczącej się Europy.

Kończę. Chwila obecna jest okresem historycznie przełomowym. Jedynie społeczeństwo rozważne będzie mogło borykać się skutecznie z nowymi dylematami naukowo-etycznymi i przełamać intelektualną i społecznie szkodliwą spuściznę wieku ideologicznego. W okresie tym rola KUL-u będzie nie mniej ważna i odpowiedzialna, niż w czasach, kiedy KUL był wyspą wolnej myśli w morzu fanatycznego totalitaryzmu. Jestem przekonany, że w ostatniej dekadzie tego wieku i na progu trzeciego millennium KUL - oddany swej dewizie Deo et Patriae, Bogu i Ojczyźnie - będzie już nie tylko wyspą, ale w rozważnym polskim społeczeństwie szczytem tolerancji, nauki i wiary w najgłębszym znaczeniu tych ważnych słów.

Autor: Katarzyna Bojko
Ostatnia aktualizacja: 29.05.2017, godz. 15:08 - Katarzyna Bojko