Instytut Filozofii i Socjologii PAN
Pierwsze z pytań panelu dotyczy, jak sądzę, pojęcia wiedzy, a mianowicie tego, czy współczesna wiedza przyrodnicza wpłynęła znacząco na samo pojęcie wiedzy i poznawania. Drugie pytanie dotyczy faktów (rozwój techniki) i postaw wobec faktów; w szczególności chodzi w nim o konsekwencje instrumentalizacji rzeczy i osób. Trzecie pytanie ma charakter normatywny,. Chodzi w nim o to, czy powinniśmy respektować granice rodzajów naturalnych (szczególnie gatunków istot żywych) i czy wolno nam ingerować w te granice, jeśli jest to technicznie możliwe. Najbardziej uzasadniona wydaje mi się odpowiedź „Nie" na pierwsze pytanie oraz „Tak" na pytanie drugie i trzecie.
1. Natura jako granica poznania świata. Czy istnieje naturalna granica zdolności poznawczych człowieka?
1.1. Taka granica nie istnieje. Po pierwsze dlatego, że wciąż powiększa się dziedzina przedmiotów poznania. Równania, którymi opisujemy prawa przyrody wymagają wprowadzania wciąż nowych stałych i parametrów, które uzyskują (lub nie) interpretacje fizyczną. Musimy pracować na modelach nie troszcząc się o ścisłą interpretację fizyczną wszystkich elementów tych modeli. Ponadto, wciąż pojawiają się przedmioty wyższych rzędów, które wymagają nowych metod badania. Drugi powód wynika częściowo z pierwszego. Przedmioty wyższych rzędów są z początku postulatami teoretycznymi, sposobami ujęcia przedmiotów niższego rzędu. Z czasem zyskują autonomię i mówimy o nich po prostu jak o przedmiotach.
Jeśli chodzi o problem stałego rozszerzania się przedmiotowej dziedziny wiedzy, chciałbym odesłać do tekstu, w którym bliżej dyskutuję to zagadnienie.
http://www.robertpilat.republika.pl/percepcja_pojecia.pdf
1.2. Za tym, że nie istnieją naturalne granice zdolności poznawczych człowieka przemawia nie tylko stałe rozszerzanie się przedmiotowej dziedziny wiedzy, lecz również przekształcanie samego pojęcia wiedzy. Znaczenie słowa „wiedza" ewoluuje w historii filozofii i nauki. Z punktu widzenia standardowej definicji wiedzy jako prawdziwego i uzasadnionego przekonania nie widać powodu, by naturalne ograniczenia w poznaniu przyrody (które oczywiście mają miejsce, ze sławną zasadą nieoznaczoności na czele) miały wyznaczać granice wiedzy w ogóle. Jeśli ruch wiedzy w jakimś kierunku okaże się zablokowany, będzie się ona rozwijała w innym kierunku i wciąż będzie wiedzą. Nie jest wykluczone, że aspiracje poznawcze ludzi będą w przyszłości zaspokajane w innych iż dziś proporcjach przez równe nauki. Dziś wzorem wiedzy - terenem, na którym owa klasyczna definicja jest spełniona w najwyższym stopniu - są nauki przyrodnicze. Nie jest jednak wykluczone, że w przyszłości inne nauki będą produkować to co nazywamy uzasadnionymi i prawdziwymi przekonaniami. Już dziś wiedza nie jest „scentralizowana" (zbudowana wobec jednej wyróżnionej dziedziny służącej za wzorzec naukowości). W przyszłości ta dyferencjacja wiedzy jeszcze się zapewne powiększy i wiedza rozbije się na stałe na szereg odrębnych typów. Oczywiście zwiększenie liczby typów wiedzy jest jednocześnie zwiększeniem rozmiarów wiedzy
Strona 1 z 8 :: Idź do strony: [1] 2 3 4 5 6 7 8
1.3. Granice wiedzy w ogóle dałoby się wyznaczyć tylko lokalnie, za cenę zrezygnowania z ogólnego pojęcie wiedza. Oznaczałoby to wbudowanie w definicję wiedzy dodatkowych warunków relewancji, które wskazałyby obszar przedmiotowy, w którym można stosować operator „wiedzieć". Jednak z wielu powodów nie powinniśmy tego robić. Historia nauki wielokrotnie pokazała, że nie tylko przekraczano wszelkie oczekiwania co do przyszłych rozmiarów wiedzy, lecz co ważniejsze, co do typu przyszłej wiedzy. Przed trzystu laty nikt nie nazwałby wiedzą zdań o prawidłowościach statystycznych albo o zdarzeniach prawdopodobnych. Zaakceptowaliśmy nowe znaczenia słowa „uzasadnione" oraz zgodziliśmy się na stosowanie słowa „prawdziwy" do zdań spełniających charakterystyczne dla danej dziedziny normy uzasadnienia (intuicja tego rodzaju była już zresztą wyrażona przez Arystotelesa, uważającego za nieroztropne żądać od wiedzy większej dokładności, niż ta, na która sam przedmiot pozwala).
1.4. W pytaniu występuje wyrażenie „zdolności poznawcze". Nie chodzi więc wyłącznie o granice wiedzy, lecz również o granice dyspozycji do jej nabywania. W istocie jest możliwe, że wprawdzie dziedzina przedmiotów podległych poznaniu będzie się powiększać (a zatem potencjalna wiedza nie będzie miała żadnych granic), lecz jednocześnie z pewnych względów nie będziemy mogli przekształcić tej potencjalnej wiedzy w wiedzę rzeczywistą - nie będziemy w stanie poznawać rosnącej liczby nowych przedmiotów . Właściwie taki proces zachodzi już dawno na poziomie indywidualnym, ponieważ wiele dziedzin poznania dawno już nie może się stać treścią wiedzy jednego człowieka. Poznanie staje się kolektywne, odrywa się od jednostkowego podmiotu. Można nostalgicznie ubolewać nad tym i z żalem odnotować, że kilkaset lat temu ten czy ów genialny umysł wiedział w zasadzie wszystko, co nauka ówczesna mogła zaoferować. Dziś to niemożliwe, lecz mimo to nie sądzę, by pojęcie wiedzy doznało jakiejś zasadniczej deprecjacji lub by zmieniała się definicja wiedzy. Różne dziedziny wiedzy nie muszą podlegać syntezie, ani być dostępne jednemu indywiduum - wystarczy, że komunikują się ze sobą, by ogólne pojęcie wiedzy zachowało sens.
Strona 2 z 8 :: Idź do strony: 1 [2] 3 4 5 6 7 8
2. Natura jako granica rozwoju techniki. Czy istnieje naturalna granica działalności technicznej?
2.1. Istnieje dość oczywista granica techniki związana z własnościami materii. Obecnie karierę robie tzw. nanotechnologia, pozwalająca na tworzenie molekuł lub niewielkich zbiorów molekuł pełniących rolę urządzeń oddziałujących na inne molekuły i wywołujących ściśle zamierzone efekty. Z jednej strony są to oczywiste osiągnięcia, z drugiej zaś wyraźne wskazanie na granice tego rodzaju technik. Poniżej pewnej wielkości urządzenia mogą być już tylko wirtualne, ponieważ nie możemy już kontrolować indywidualnych urządzeń, a jedynie sprawować statystycznie skuteczną kontrolę nad całymi zbiorami takich urządzeń i zdarzeniami przez nie wywoływanymi.
2.2. Za inna naturalną granicę rozwoju techniki uznaje się zasoby środowiska, w szczególności zasoby energii i rosnące koszty ochrony środowiska przed skutkami własnej działalności człowieka. Ekstrapolacje obecnych tendencji mogą być tu jednak bardzo mylące. Po pierwsze zasoby są zawsze relatywne do technologii. Wolno nam sądzić, że pewne zasoby, które dziś są na wyczerpaniu, w przyszłości nie będą wcale potrzebne. Jeśli chodzi o drugą kwestię, to oczywiście sprawa zanieczyszczenia środowiska jest w wielu regionach świata dramatyczna, jednak w większości są to problemy nie tyle technologiczne i ekonomiczne, co polityczne i moralne. Główną przyczyną katastrof ekologicznych jest chciwość, brak praworządności i niedoskonałość (czasem zamierzona) instytucjonalnych rozwiązań. Odpowiednie technologie zapobiegawcze nie tylko bowiem istnieją, lecz jak pokazują istniejące rozwiązania (między innymi polskie), da się je wbudować w zdrową ekonomię. Ponadto, jest dziś fantazją uważać, że środowisko może być po porostu zachowane, czy chronione przed działalnością człowieka. Nie ma już praktycznie środowiska nie przekształconego przez człowieka. Jeśli gdzieś dochodzi do jego dewastacji, to naprawić to można tylko środkami zaawansowanej technicznej cywilizacji, a nie iluzorycznym powrotem do natury. Odsyłam w tej kwestii do interesującej wypowiedzi Tomasza Podgajniaka, podówczas Wiceprezesa Narodowej Fundacji Ochrony Środowiska, później Ministra Ochrony Środowiska w rozmowie opublikowanej w Res Publice (szczególnie na stronie 2 na temat fuzji środowiska naturalnego i działalności człowieka oraz na stronie 3 w sprawie rozwiązań ekonomicznych www.robertpilat.republika.pl/ekologia.pdf).
Strona 3 z 8 :: Idź do strony: 1 2 [3] 4 5 6 7 8
2.3. Istnieje jeszcze inny, bardziej radykalny i filozoficzny sens mówienia o naturalnych granicach techniki. Sens ten związany jest z Heideggerowską krytyką techniki. Naturalność trzeba tu rozumieć najogólniej, jako bycie tego, co jest. W technice poszczególne byty wyodrębniają się jako środki do opanowywania (zdobywania, kontrolowania) innych bytów. Ostatecznie - w wizji Heideggera - instrumentalizacja zatacza coraz szersze kręgi wciągając w swój obszar samą istotę człowieka, który również staje się środkiem do celu. Żyje w celu osiągania pewnych dóbr i stanów. Tymczasem właściwy sens bycia, które odsłania się w mowie w postaci prawdy ulega zapomnieniu. Własne poszukiwania Heideggera szły w kierunku Greków i ich poczucia naturalności. Rzeczywistość ludzka powinna się rozwijać zgodnie z tym, jak rzeczy i ich własności naturalnie przynależą jedne do drugich. Technika jest z tego punktu widzenia czymś obcym, wkładającym pomiędzy rzeczy i własności kryterium będące całkowicie produktem pewnej formy kultury.
2.4. Zastanawiające jest jednak, że Hannah Arendt wyciąga z tych samych przesłanek zupełnie inny wniosek. Wyobcowanie, jakie tworzy technika, jest zarazem emancypacją człowieka. Arendt w Kondycji ludzkiej odrzuca tezę, że człowiek ma stałą naturę. Woli raczej mówić o kondycji (zespół warunków wyznaczających zakres tego, co uważamy za człowieczeństwo). Tę kondycję potrafimy sami zmieniać i technika jest jednym ze środków (Arend była zafascynowana pierwszym załogowym lotem w Kosmos - człowiek oderwał się bowiem od Ziemi, która wydawała się dotąd nieodłącznym składnikiem jego istoty). Chociaż Heidegger nie przyjmował substancjalnej metafizyki, która po prostu umieszczała człowieka wśród bytów, lecz zaproponował egzystencjalną analizę, w której człowiek jako Dasein określa się sam, zmierzając temu, co najbardziej własne, to jednak ten ruch jest wewnętrzny, jest powrotem do tego, co zapomniane czy zasłonięte. U Arendt określanie własnej kondycji ma charakter otwarty i technika nie jest z niego wykluczona.
Strona 4 z 8 :: Idź do strony: 1 2 3 [4] 5 6 7 8
2.5. Otwarcie ontologiczne, stałe modyfikowanie kondycji człowieka a tym samym istotnie zmienianie człowieczeństwa, to bardzo pociągający aspekt filozofii Arendt, lecz jeśli spojrzeć na dzisiejsze spory o naturę człowieka, widzimy jak dwuznaczny może się stać każdy definitywny pogląd w tej kwestii. Tekst Petera Sloterdijka, w którym padła sugestia, że człowieczeństwo jest lub będzie przedmiotem hodowli wzbudziło wielką dyskusję, w tym gwałtowny sprzeciw Jürgena Habermasa. Tymczasem można retorycznie zapytać, czy Sloterdijk nie postawił po prostu kropki nad „i" i nie wyciągnął wniosku z trwającej przez dziesięciolecia krytyki pojęcia natury ludzkiej. Jeśli nie ma natury człowieka, a tylko proces jego samokształtowania się, to dlaczego, uświadomiwszy to sobie człowiek nie miałby kształtować się sam? Trudno o lepszy przykład zagrożenia, o którym pisał Heidegger. Człowiek wytwarza człowieka, tworzy samego siebie. Lecz kto wtedy tworzy kogo? Czy będąc wytworem nie tracimy przynajmniej części kompetencji pozwalających nam tworzyć wytwór następny? W coraz większej mierze nowy artefakt byłby produktem poprzedniego artefaktu. Owa produkcja miałaby w coraz większej mierze charakter mechaniczny - polegałoby na funkcji wiążącej dwa artefakty. Taka funkcja nie jest sama w sobie żadną gwarancją, że wciąż chodzi tu o człowieka. Inaczej mówiąc funkcja ta nie zachowuje ciągłości pomiędzy początkowym ludzkim podmiotem a jego kolejnymi fazami. Tym samym sam pomysł o hodowli człowieka staje się wewnętrznie sprzeczny: hodując człowieka, przestajemy z czasem hodować człowieka.
Można powiedzieć, że naturalną granicą techniki jest moment, kiedy a skutek instrumentalizacji nie potrafimy już jasno określić podmiotu w imię którego podejmowana jest działalność techniczna albo określamy ten podmiot wybiórczo, wykluczająco. Działalność techniczna jest celowa, celem jest dobro człowieka wziętego w całej totalności, to znaczy zarówno jednostek, jak grup i całej ludzkości. Jeśli cel określony jest sprzecznie, to i technika staje się sprzeczna i przez to absurdalna.
Strona 5 z 8 :: Idź do strony: 1 2 3 4 [5] 6 7 8
3. Natura jako granica wolności człowieka. Czy istnieje naturalna granica przekształcania rzeczywistości przyrodniczej?
3.1. Ten normatywny problem wiąże się z pozornie czysto teoretycznym zagadnieniem jakim jest status ontologiczny rodzajów naturalnych i odpowiednio status semantyczny nazw ogólnorodzajowych. Czujemy intuicyjnie, że pomiędzy klasami przedmiotów naturalnych i klasami artefaktów zachodzą jakieś istotne różnice, jeśli jednak okaże się, że różnice te są nieistotne, albo że są tylko różnicami stopnia nie będziemy mieć argumentu, by nakazywać sobie praktyczne respektowanie granicy pomiędzy tym, co naturalne i tym co sztuczne. Przeciwnie, byłaby to zachęta do przesuwania tej granicy.
Standardowa interpretacja terminu „rodzaj naturalny" odwołuje się do własności istotnych, opisywanych w kategoriach praw przyrody. Problem polega na tym, że nie znamy na ogół tego zbioru własności. W praktyce wcale nie odwołujemy się do istotnych praw, tylko do powierzchownych cech. Nie wiemy, co tygrysa (rodzaj naturalny) czyni tygrysem; zamiast tego odwołujemy się do charakterystyki: „przedstawiciel wielkich kotów z charakterystycznym żółto-czarnym umaszczeniem". Powierzchowne kryteria są zawodne, a nawet gdyby były niezawodne w wyznaczaniu ekstensji pojęcia, byłby to przypadek. Same przez się kryteria powierzchowne nie wyznaczają prawdziwych klas.
Można by na tej podstawie pomyśleć, że rodzaje naturalne są raczej silną idealizacją stworzoną do celów naukowych czy filozoficznych. W rzeczywistości są tylko quasi-klasy wytyczone za pomocą własności powierzchownych. Jeśli tak jest to traci grunt normatywna intuicja nakazująca ostrożność w ingerowaniu w naturalną kategoryzację świata. Poczucie naturalności płynie raczej z „humowskiego" przyzwyczajenia niż z istotnych powodów.
Strona 6 z 8 :: Idź do strony: 1 2 3 4 5 [6] 7 8
W tym miejscu chciałbym się odwołać do argumentów za tezą o mocnym ontologicznych fundamencie rodzajów naturalnych, które idąc częściowo za ostatnią książką Joanny Odrowąż-Sypniewskiej sformułowałem w monografii O istocie pojęć (2007) Otóż rodzaje naturalne wstępnie wykryte na podstawie cech powierzchownych podlegają korekcie za pomocą pojęć naukowych. Nawet jeśli nie wiemy dlaczego uznajemy jakiś rodzaj za naturalny, to jednak uznajemy, że jest on wyznaczony przez relacje przyczynowe, które podlegają poznaniu naukowemu. Nasze pojęcie naturalnorodzajowe budujemy zarówno na podstawie właściwości powierzchownych jak i odpowiednich naukowych korekt. Wydaje się, że pojęcia naturalnorodzajowe są czymś innym niż poznawcze reprezentacje rodzajów naturalnych. Pojęcia naturalnorodzajowe są abstrakcyjnymi przedmiotami wytworzonymi w czasie ewolucji i skorelowanymi z pewnymi zbiorami przedmiotów i zdarzeń w świecie. Reprezentacja poznawcza tylko częściowo udostępnia te przedmioty poszczególnym podmiotom. Sygnalizując tylko to rozwiązanie odsyłam do tekstu wspomnianego rozdziału monografii:
http://www.robertpilat.republika.pl/rodzaje_naturalne.pdf
Wszystko, co dotąd powiedziałem dotyczy zagadnienie teoretycznego. Tymczasem w pytaniu chodzi przede wszystkim o pewne działanie (przekształcanie rzeczywistości przyrodniczej). Sądzę jednak, że z filozoficznego punktu widzenia problem uzasadnienia działania przez odwołanie się do pewnego modelu świata (z rodzajami naturalnymi lub bez) jest bardziej kluczowy niż to jak postępuje pewna część populacji.
Strona 7 z 8 :: Idź do strony: 1 2 3 4 5 6 [7] 8
3.2. Chciałbym wreszcie wspomnieć o innym jeszcze (również normatywnym) sensie określenia naturalność, mianowicie o estetycznej naturalności gestu, zachowania, śpiewu itd. Estetyczne określenie „naturalny" i „nienaturalny" stosujemy w wielu dziedzinach. W eseju, do którego odnośnik podaję poniżej, próbowałem pokazać proces odchodzenia i powracania do naturalności w historii muzyki zachodniej. Wydaje mi frapujące, że po okresach fascynacji spekulatywnymi możliwościami tkwiącymi w samym dźwięku i technikach kompozytorskich następowały okresy poszukiwania naturalnego, nieprzetworzonego brzmienia.
http://www.robertpilat.republika.pl/naturalnosc_i_aspiracje_muzyki.pdf
3.3. Problem estetycznej naturalności ma sporo wspólnego z problemem rodzajów naturalnych. W obu przypadkach mamy dość silne intuicje naturalności, którym jednak wciąż zaprzeczamy, po to jednak, by po jakimś czasie do nich powrócić. Zarówno odwrót od intuicji naturalności jak i powrót do niej wydają mi się nieodzowne. Ich następowanie po sobie jest argumentem za dobrze ugruntowaną filozoficznie, choć niełatwą do wyznaczenia, granicą pomiędzy tym, co naturalne i tym, co sztuczne.
3.4. Wszystko, co powiedziałem powyżej nie jest decydującym argumentem normatywnym za tym że nie wolno zbyt głęboko ingerować w prządek naturalny. Z tego, że granica istnieje, nie wynika, że nie można jej przekraczać. Jest to trudny i głęboki problem - sprowadza się bowiem do tego, czy poznanie świata ujawnia nam jakieś głębsze podstawy naszych norm. Inaczej mówiąc, czy z wiedzy o tym, jak jest, wynika norma mówiąca jak być powinno. Wielu filozofów zdecydowanie przeczyło takiemu wynikaniu. Niektórzy (John Searle) skłaniają się do uznania przejścia od faktu do normy. Nie jestem w stanie zająć zdecydowanego stanowiska w tej sprawie.
Strona 8 z 8 :: Idź do strony: 1 2 3 4 5 6 7 [8]