Wszystkie dzieci potrafią filozofować - zaznacza Krystian Karcz, nauczyciel etyki z Poznania. Na swoich lekcjach w podstawówce często wprowadza elementy filozofii, choć dzieci nie zawsze mają o tym pojęcie.

- Z czasem dowiadują się, że filozofowanie to zadawanie ważnych pytań, ale takich, na które nigdy nie ma jednoznacznej, ostatecznej i słusznej odpowiedzi. Każdy powie, ile jest jeden dodać jeden. Ale co to znaczy, że kogoś kochamy? Co to znaczy, że jestem dobrym człowiekiem? Tutaj możemy tylko albo aż filozofować - tłumaczy Karcz. I dodaje, że nieprzypadkowo za jednego z najmądrzejszych ludzi został uznany Sokrates, który twierdził, że "wie, że nic nie wie".

My wiemy z kolei (i to z naukową pewnością), że filozofia może mieć zbawienny wpływ na dzieci. Wykazali to badacze z brytyjskiego Uniwersytetu w Durham. Wiedzą, co mówią, bo przebadali 3 tys. uczniów podstawówek w wieku od 8 do 11 lat (z 48 różnych szkół), w których wprowadzono roczne kursy filozofii. I odnotowali pozytywny wpływ tych zajęć na dzieci - nie tylko w kwestiach społecznych, ale nawet w matematycznych. A przecież na tych zajęciach dzieci rozmawiały nie o pierwiastkach czy ułamkach, lecz o zagadnieniach takich jak prawda czy sprawiedliwość.

Filozofowie przedsokratejscy

Jeden z autorów badania prof. Stephen Gorard przypuszcza, że pozytywny wpływ na tak wiele różnych dziedzin bierze się z tego, że filozofujące dzieci stawały się mocniej zaangażowane, a szkoła podobała im się bardziej.

Uczniowie uczący się filozofii rozwijali się o dwa miesiące szybciej niż rówieśnicy. Dobrze radzili sobie z dyskusją na trudne tematy, jak np. o szkolnej przemocy. Te dzieci były lepszymi słuchaczami, a to sprawiało, że bardziej podobały im się lekcje.

Brytyjskie dzienniki "The Guardian" i "The Independent" nie kryły zachwytu. A "Business Insider" pisał o wynikach: "Szkoły rozpoczęły naukę filozofii, i to całkowicie zmieniło sposób myślenia uczniów".

Akademicki ruch zachęcający do filozofowania z dziećmi narodził się w Stanach Zjednoczonych już w latach 70. ubiegłego wieku. Od początku wspierała go brytyjska organizacja SAPERE (Society for the Advancement of Philosophical Enquiry and Reflection in Education), i to ona pomagała w opracowaniu programu zajęć szkolnych z filozofii. Dziś jej liderzy zachwycają się badaniami z Durham. Szczególnie częścią, która pokazuje, że filozofowanie skutecznie pomaga w nauce dzieciom ze zdiagnozowanymi deficytami szkolnymi.

Ale filozofują nie tylko młodzi Brytyjczycy czy Amerykanie. Choć filozofia w programie szkolnym znajduje się w Polsce dopiero na poziomie szkoły średniej (i to jedynie dla chętnych), to i u nas przybywa poświęconych jej oddolnych inicjatyw.

W codziennej pracy zbawiennego wpływu filozofii na dzieci doświadcza Jolanta Kogut, edukatorka z Krakowa, która prowadzi m.in. cykl warsztatów "Pofilozofuj-my". Trudne pytania pięcio- i sześciolatkom zadaje tam piesek Filo, odpowiedzi pomaga im szukać lalka Zofia. A zajęcia z filozofii dla najmłodszych to głównie bajki i opowieści.

- Odkryłam, że dzieci poniżej szóstego roku życia to zdecydowanie filozofowie przedsokratejscy, myślą magicznie. Krytyczne filozofowanie zaczyna się z wiekiem - mówi o swoich uczniach Kogut. - "Filozofia", choć na spotkaniach z najmłodszymi to słowo właściwie nigdy nie pada, może uczyć dyskutowania, wytrenowania w zadawaniu pytań. To lekcja tak samo cenna jak zajęcia z języka obcego. I mam nadzieję, że rodzice w końcu to dostrzegą.

Nauczać to rozniecać ogień, a nie napełniać puste wiadro
HERAKLIT Z EFEZU, IV W P.N.E.



Cesarz jest nagi

Czasem zresztą dorośli towarzyszą dzieciom w takich zajęciach. Na przykład po jednym ze spotkań pt. "Czy kłamstwo boi się prawdy?", do którego Kogut wykorzystywała "Nowe szaty cesarza", podszedł do niej rodzic przedsiębiorca i powiedział: - To, co pani z nimi robiła, było wspaniałe. I teraz tylko tak mi przykro, że mnie na szkoleniach ze sprzedaży uczą inaczej. Mnie nie mówią, jak cesarzowi powiedzieć, że jest nagi. Zazdroszczę dzieciom - wspomina edukatorka.

Lekcje dla najmłodszych mogą mieć różne formy. Na przykład dr Anna Łagodzka z Uniwersytetu Warszawskiego na pierwszych zajęciach dla siedmiolatków powiedziała im, że będą tu "myśleć i ze sobą rozmawiać" (opisała swoje lekcje na stronie Etykawszkole.pl). Jednym z pierwszych ćwiczeń było to, w którym dzieci miały się po cichu zastanowić, "co wiedzą", i opowiedzieć o tym. Później analogicznie mówiły o swojej niewiedzy. Ich stwierdzenia: "nie wiem, czy świat ma koniec", "nie wiem, czy da się zrobić kwiat z opon", "nie wiem, ile lat ma Bóg", z pewnością zajęłyby niejednego filozofa.

Krystian Karcz zapewnia, że potrafi znaleźć bajki na różne filozoficzne tematy. To m.in. praca, bogactwo, ubóstwo, miłość, przyjaźń, szczęście, wina, sumienie. I tak da się o nich poważnie rozmawiać z uczniami podstawówek.

Rozmowa to podstawa

Dziś w polskich szkołach elementy filozofii przenikają wiele przedmiotów. Tylko od nauczycieli zależy, czy wykorzystają te szanse. Na przykład, czy matematycy powiedzą swoim uczniom, że to filozofowanie przyczyniło się do opisywania znanej nam dziś geometrii. Tales, Euklides, Pitagoras - to tak samo doskonali matematycy jak filozofowie. Z innymi spotykamy się na lekcjach przyrody, historii czy języka polskiego. Nie trzeba się nawet bardzo starać, szukając.

To daje bazę na przyszłość. Polscy nauczyciele filozofii z gimnazjów i szkół średnich (przepytani przez Instytut Badań Edukacyjnych) wskazywali, że przedmiot ten kształci samodzielność myślenia, lepsze rozumienie świata, ludzi i samego siebie, twórcze myślenie, uwrażliwia moralnie, daje możliwość dociekliwości, a także uczy krytycznego stosunku do stereotypów.

Czemu więc nie zacząć uczyć go wcześniej? Ci, którzy dziś z dziećmi filozofują, boją się, że kolejny obowiązkowy przedmiot mógłby zniszczyć świetną ideę. Jolanta Kogut: - Byłoby wspaniale, gdyby filozofia dla dzieci była powszechna, ale rodzice i nauczyciele muszą być do niej też przygotowani. Nie wystarczy dziecku dać bajki czy książeczki do przeczytania - podstawą filozofii jest rozmowa.
Dlatego do podejmowania filozofowania z dziećmi - również poza szkołą - zachęca Joanna Wągiel z Pracowni Filozoficznej "Eureka". Na swoim blogu pisze: "Nie mam wątpliwości, że dzieci od początku swej drogi edukacyjnej oprócz nauki czytania i pisania powinny mieć szansę filozofowania, które nie polega na przekazywaniu konkretnej wiedzy filozoficznej, doktryn, idei, teorii czy koncepcji, ale jest rodzajem wydobywania z wnętrza dziecka tego, co intuicyjnie już wie, i umiejętnym połączeniu z wiedzą już nabytą".

"Wyborczej" mówi zaś: - Dorośli często mają złe wspomnienia o filozofii. Pamiętają przedmiot ze studiów pełen nazwisk i teorii. Widzę też, że boją się, iż filozofując z dzieckiem, zrobią mu krzywdę, bo coś powiedzą źle. Filozofia brzmi dla nich zbyt poważnie. Nic bardziej mylnego! Filozofowanie z dziećmi to w końcu ciągłe stawianie pytania: "Dlaczego?", które najmłodsi tak uwielbiają. Rozmawianie o świecie, człowieku, o tym, skąd jesteśmy, dlaczego jesteśmy - to tematy, które dzieci uwielbiają, choć rzeczywiście brzmi to tak poważnie. Ale dzieci w sposób naturalny mają to, o czym filozofowie marzą - czystą kartę. To, do czego dorosły filozof dąży, czyli żeby się uwolnić od swoich doświadczeń, dziecko ma na starcie. Czysty potencjał, na którym można tylko budować.
 
Wprowadźmy filozofię do szkół!
Justyna Suchecka

Publikacja w internecie 01 września 2015

 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej