Z Jego Magnificencją Rektorem KUL ks. prof. drem hab. Antonim Dębińskim rozmawia dr Marzena Krupa, redaktor naczelna „Przeglądu Uniwersyteckiego” KUL.

 

- Mija pierwszy rok kadencji Księdza Rektora. W tym czasie odbył Ksiądz Rektor kilka podróży zagranicznych, podczas których spotykał się z Polakami mieszkającymi poza ojczyzną. Jaki jest cel tych wizyt?

- Nasz Uniwersytet ma długą tradycję więzi z różnymi ośrodkami za granicą. KUL w czasach ideologicznego autorytaryzmu komunistycznego był postrzegany na Zachodzie jako ośrodek autentycznej wolności ideowej, rzetelnej nauki, stąd nasi uczeni korzystali z licznych stypendiów w Europie Zachodniej czy w Ameryce Północnej. Tak jest do dzisiaj. Chcemy tę więź podtrzymywać i rozwijać. Równocześnie chcemy podtrzymywać więź z ośrodkami kościelnymi na Zachodzie, zawsze życzliwymi naszej katolickiej Uczelni. Służą temu moje wizyty w licznych placówkach naukowych i spotkania z duszpasterzami lokalnych kościołów.

Szczególne więzi łączyły zawsze KUL z Polonią, począwszy od tej mieszkającej w Sankt Petersburgu, gdzie w 1842 r. została utworzona Akademia Duchowna. Stoi ona u podstaw powstania KUL, ponieważ założyciel naszej Alma Mater ks. Idzi Radziszewski był jej ostatnim rektorem. To wybitni przedstawiciele Polonii petersburskiej, jak Karol Jaroszyński (1878-1929), finansista i filantrop, czy inżynier Franciszek Skąpski (1881-1966), dążyli wielkodusznie do zapewnienia materialnego bytu naszej Uczelni. W okresie powojennym KUL był przedmiotem dumy i szczególnej troski Polonii w Ameryce i Europie Zachodniej. Widziano w nas przecież ośrodek autentycznej polskości, karmionej wiarą religijną, owocną w życiu naszego narodu od stuleci. Stwierdzam z radością, że nie inaczej jest i dzisiaj, o czym mogłem się przekonać podczas spotkań z rodakami w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Ciągle też wielu przedstawicieli Polonii włącza się w pracę towarzystw związanych z naszą Uczelnią. Zmiany w Polsce i przemiany w świecie sprawiają jednak, że trzeba na nowo zdefiniować cele i formy działania tych organizacji. Nade wszystko trzeba uwzględniać fakt, że za granicę wyjechało wielu młodych Polaków. Katolicki Uniwersytet Lubelski odczuwa powinność troski o to nowe pokolenie emigracji. Zarówno dawnej, jak i nowej Polonii chcemy ukazać rolę cywilizacyjną, którą może wobec niej spełnić KUL. Winniśmy ukazać nie tylko podstawowe przesłanie służby „Deo et Patriae”, ale także nasze nowe osiągnięcia naukowe, artystyczne i sportowe. Chcemy bowiem, żeby młodzi ludzie świadomie wybrali studia w ojczyźnie, nie tylko dlatego że jest to ziemia ojców, ale dlatego że mogą tu znaleźć właśnie miejsce spełnienia swoich intelektualnych pasji, mogą zdobyć zawód, który będzie użyteczny niezależnie od późniejszego miejsca zamieszkania. Ufamy, że takim szczególnym, sprawdzonym miejscem jest właśnie KUL; Uczelnia z tradycjami, kształcąca i wychowująca w duchu harmonii między wiarą i nauką oraz oferująca atrakcyjne kierunki i nowoczesne formy nauczania nie tylko w języku polskim, ale także angielskim.

Dlatego chciałbym odwiedzić wszystkie większe skupiska Polaków na świecie, by poszerzyć społeczne wsparcie dla naszej Uczelni, by pobudzić liczne przecież środowiska działające na rzecz KUL, zwłaszcza koła przyjaciół i absolwentów KUL. Nade wszystko chciałbym wyrazić wdzięczność za wsparcie materialne, udzielane nam od wielu lat, pomocne w zrealizowaniu niejednej inwestycji, zwłaszcza potężnego Collegium Joannis Pauli II. Pomoc ta potrzebna jest nam jednak i współcześnie w związku z niewystarczającym finansowaniem Uniwersytetu przez państwo.

 

- Wyrazem wdzięczności naszego środowiska uniwersyteckiego za tę wieloletnią pomoc Polaków z Zachodu jest między innymi wciąż poszerzana oferta kształcenia i współpracy. Od wielu lat Polacy przyjeżdżali na KUL przede wszystkim do Szkoły Języka i Kultury Polskiej. W ostatnim czasie pojawiły się nowe propozycje Uniwersytetu Otwartego, kurs dokształcający nauczycieli języka polskiego, powstało Centrum Dziedzictwa Kulturowego Polonii. Czy te inicjatywy Uczelni są odpowiedzią na oczekiwania naszych rodaków mieszkających poza Polską i jakie są perspektywy działania w tym zakresie?

- Przygotowane przez KUL nowe formy kształcenia i współpracy są właśnie odpowiedzią na zmieniające się potrzeby Polaków za granicą. Dla przykładu: kurs języka polskiego, o którym Pani wspomniała, to rezultat rozpoznania zmieniających się realiów życia i zaoferowania adekwatnej oferty edukacyjnej. W popularnych w polskich parafiach na Zachodzie tzw. szkołach sobotnich uczą dobrze wykwalifikowani nauczyciele, jednak najczęściej wykształceni w Polsce; tymczasem do tych szkół przychodzą w dużej mierze dzieci urodzone już poza Polską, a zatem język polski jest dla nich drugim językiem (second language) i wymaga innego sposobu kształcenia. Dzięki nowej ofercie KUL nauczyciele mają możliwość dokształcenia się w tym zakresie. Jeżeli chodzi o perspektywy, to oczywiście chcemy zaproponować naszą edukacyjną pomoc także innym szkołom w największych skupiskach Polaków.

 

- Podczas spotkania z Polakami w Londynie 30 V 1982 r. papież Jan Paweł II zaakcentował, że są oni „[…] przede wszystkim żywą częścią Polski, która nawet wyrwana z ojczystej gleby nie przestaje być sobą. Owszem, żyje przeświadczeniem, że w niej, właśnie w tej części, w szczególny sposób żyje całość”. Czy pobyty wśród Polaków w różnych krajach pozwalają Księdzu Rektorowi podzielać to przekonanie?

 - Środowiska, w których gościłem, pielęgnują polskość, i to żarliwie, czasem wręcz dla nas zawstydzająco gorliwie. Jest to szczególnie widoczne w parafiach. W Chicago odwiedziłem np. Polską Misję Duszpasterską pod wezwaniem Świętej Trójcy i parafię św. Ferdynanda. Pierwsza, zwana Trójcowo, prowadzona przez księży chrystusowców, którym pomagają siostry ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej, dzięki zaangażowaniu Polaków stała się – co podkreślił w liście z okazji jubileuszu 25-lecia parafii bp pomocniczy archidiecezji Chicago Andrzej P. Wypych – ogniskiem domowym dla Polonii z Chicago. Działają w niej między innymi: szkoła sobotnia, chóry, zespół pieśni i tańca, orkiestra dęta, grupy modlitewne i inne. Podobną aktywność przejawiają Polacy w parafii św. Ferdynanda, gdzie na przykład istnieje Klub Dobrego Pasterza, mający na celu zjednoczenie Polonii i współpracę organizacji polonijnych, ale też liczne stowarzyszenia, a każdego 10. dnia miesiąca odprawiana jest Msza św. w intencji ojczyzny.

Przejawem propolskiej aktywności są koła przyjaciół czy absolwentów KUL, jak to w Calgary, prężnie działające pod kierunkiem dra Michała Broniewskiego.

 

 - W tym kontekście nasuwa się pytanie, czy poza lokalnymi środowiskami Polacy są widoczni w życiu miast, państw swojego pobytu. Czy oni sami promują swoją pierwszą ojczyznę?

- Myślę, że mogę z radością udzielić odpowiedzi twierdzącej. Przywołam dla przykładu Paradę Konstytucji 3 Maja w Chicago, największą poza Polską paradę polskości, transmitowaną przez telewizję polską i amerykańską. Także Muzeum Polskie w Ameryce, będące aktywnym centrum kultury polskiej – z muzeum, biblioteką i archiwum. W dniu, w którym zwiedzałem tę placówkę, odbywała się wyprzedaż dubletów i jak zauważyłem, polskimi książkami zainteresowani byli nie tylko Polacy. Wspomnę też o koncercie w Mount Royal University w Calgary w ramach Polish Music Days. Zorganizowany został przez polski MSZ, ale we współpracy z lokalną społecznością, by promować muzykę wybitnych polskich kompozytorów, między innymi Fryderyka Chopina, Witolda Lutosławskiego, Karola Szymanowskiego, stanowiącą część światowego dziedzictwa.

 

- Wydaje się, że nasza rozmowa dotyczy głównie Polaków w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, a przecież odwiedzał Ksiądz Rektor również Polaków na Ukrainie. Co można powiedzieć o ich związkach z Polską i naszą Uczelnią?

- Polacy na Ukrainie odczuwają swoją łączność z ojczyzną, której zostali pozbawieni w wyniku zmian administracyjnych po II wojnie światowej, wprowadzonych na mocy układu jałtańskiego. Spotkałem małe wspólnoty skupione wokół kościołów rzymskokatolickich w Borysławiu, Truskawcu, Drohobyczu i Lwowie. Z radością stwierdzam, że także ci Polacy żywo interesują się problemami KUL. Wielu z nich, nim ktokolwiek pomyślał w naszej ojczyźnie o studentach zagranicznych, odbyło studia na KUL, między innymi dzięki zasłużonej Fundacji Jana Pawła II, realizującej program stypendialny na rzecz studentów z Europy Środkowej i Wschodniej, dysponującej akademikiem, który został zbudowany dzięki wielkiej pomocy finansowej Fundacji Connelly z Filadelfii i zaangażowaniu Polonii amerykańskiej. To już naprawdę rzesza absolwentów. Ufam, że także dzisiaj wielu młodych Polaków na Ukrainie myśli o studiach na naszej Uczelni, niekiedy są to także pragnienia ich rodziców; na przeszkodzie jednak stoją często trudności finansowe. Mimo to spośród 350 obcokrajowców studiujących aktualnie na KUL to właśnie oni stanowią największą grupę.

 

- Szacuje się, że poza krajem mieszka obecnie ponad 20 mln Polaków, czyli około 33 % narodu polskiego. Taka liczba może z pewnością stanowić wyzwanie dla naszej Uczelni.

- Będziemy się starali, na ile będzie to w naszej mocy, stale poznawać potrzeby Polaków w świecie i ufam, że potrafimy dla nich przygotowywać atrakcyjną ofertę edukacyjną, ale także kulturalną, turystyczną. Wierzymy bowiem głęboko, że spośród wszystkich osiągnięć cywilizacyjnych „[...] najbardziej cenne jest jednak to dzieło, które na stałe zostawia ślad w sercu i umysłach młodych ludzi” – jak powiedział bł. Jan Paweł II w dniu 4 XI 2003 r. w przemówieniu do przedstawicieli Fundacji Jana Pawła II.