as_384.jpg

 

Anna Swęda

 

Nie napiszę o wykształceniu, dorobku, sukcesach ani tym bardziej o porażkach, bo o to z checią pokuszą się być może i na pewno inni kiedyś... po latach.

 

Urodziłam się w dniu, w którym w wyniku przejścia huraganu Fifi w Hondurasie zginęło 10 tys. osób. Ogrom zniszczeń był tak wielki, iż ustalono, że imieniem Fifi nie nazwany już będzie żaden inny huragan atlantycki.

 

Jestem jednak człowiekiem szczęśliwym bo nie mam jeszcze perspektywy życia, jaką nabywa się z czasem. Przeżyłam wiele kluczowych dla cywilizacji momentów, których wagi nie jestem w stanie wyrazić.

 

Niewątpliwym sukcesem mojego życia jest fakt doświadczenia miłości i przyjaźni. Otaczają mnie bowiem ludzie dobrzy a innych - wierzę - sam Bóg trzyma w odpowiednim dystansie do mnie.

 

Czas jest dla mnie prezentem. Nie liczę więc – ile mi zostało – bo tego nie przewidzę, żyję bowiem tak jakby – nic mi nie zostało. Data śmierci… tej rubryki na szczęście nie wypełnię. Ufam jednak, że oznaką mojej  dojrzałości będzie życiorys, gdzie napiszę tylko jedno jedyne zdanie: nic lepszego w życiu niż samo życie zdarzyć mi się nie mogło.