Aktualności / Wydarzenia

Krzyż, który odkupił ludzi i świat

1700 lat temu, w 326 roku, według tradycji chrześcijańskiej, w Jerozolimie zostały odnalezione relikwie Krzyża Świętego. Stało się to za sprawą św. Heleny, matki cesarza Konstantyna Wielkiego. Fragmenty Krzyża trafiły do bazyliki o.o. Dominikanów przy ul. Złotej w Lublinie, a wedle podań kilkukrotnie ratowały miasto i jego mieszkańców. - Krzyż nie jest znakiem hańby, ale znakiem zbawienia, nadziei, znakiem pokonanej śmierci, pokonanego szatana i grzechu – przypomina teolog, ks. prof. dr hab. Marcin Wysocki z Wydziału Teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Ta historia w kontekście Wielkiego Piątku nabiera symboliki i jest jej ciekawym uzupełnieniem. Rok 326 jest datą symboliczną, przez wielu kwestionowaną, ale została przyjęta przez tradycję chrześcijańską za datę odnalezienia w Jerozolimie relikwii Krzyża Świętego, na którym zmarł Jezus Chrystus.

- Wedle niektórych stało się to 19 marca 326, w tym roku obchodzimy więc 1700 rocznicę tego wydarzenia – mówi ks. prof. Marcin Wysocki. - Wiemy z Ewangelii, że Chrystus został ukrzyżowany na Golgocie. Wiemy, że Jego ciało zostało zdjęte z krzyża i pochowane w grobie niezajętym przez nikogo, w ogrodzie, który znajdował się w pobliżu.

Ale co się stało z krzyżem Jezusa i krzyżami, na których zawisło dwóch łotrów? Jak zauważa ekspert KUL, w Piśmie Świętym nie ma na ten temat żadnych informacji.

- Ewangelie nic nam nie przekazują, na przykład, że któryś z uczniów, nawet tych ukrytych, wpływowych, powrócił na Golgotę, aby zabrać krzyże. W pewnym momencie pojawia się tradycja, że krzyże zostały przez Rzymian wrzucone do cysterny, czyli takiego dołu na wodę w pobliżu. Było to takie ówczesne śmietnisko, gdzie krzyże z Golgoty były wyrzucane – mówi ks. prof. Wysocki.

To istotne w kontekście tego, że krzyż dla Rzymian był symbolem pogardy, a śmierć krzyżowa stanowiła najgorszy wymiar kary. Od strony medycznej była śmierć okrutna, bo agonia skazańca trwała wiele godzin. Była także okrutna symbolicznie, bo krzyżowano największych zbrodniarzy. - To była rzeczywiście śmierć związana z zupełną pogardą – przypomina teolog.

W 313 roku cesarz Konstantyn uznaje religię chrześcijańska za religię dozwoloną w cesarstwie. Jego matką była św. Helena, która miała ok. 326 roku przybyć na tereny Palestyny z wizytą jako posłaniec swojego syna, który podjął decyzję m.in. o budowie bazyliki grobu Pańskiego na terenie w pobliżu Golgoty. - I przy okazji tych robót, cesarzowa Helena, we śnie, miała otrzymać wskazówkę, gdzie szukać krzyża Chrystusa – mówi ks. prof. Wysocki.

Gdy odkryto miejsce, znaleziono trzy krzyże. Powstał problem, który był krzyżem Chrystusa? - Jedno opowiadanie twierdzi, że wciąż do Krzyża była przytwierdzona tabliczka, która jest do tej pory pokazywana w Kościele Krzyża Jerozolimskiego w Rzymie. Ale inne opowiadania mówią, że tabliczki nie było – wskazuje teolog.

Jak więc stwierdzono autentyczność Krzyża? Jedna wersja mówi, że przyniesiono dopiero co umarłego człowieka i dopiero gdy położono go na trzecim krzyżu, tym na którym zmarł Jezus, ten człowiek ożył. Drugie opowiadanie mówi o kobiecie, która była w stanie agonalnym i została uzdrowiona, gdy położono ją na Krzyżu Zbawiciela.

Wątek lubelski

Wydarzenie to zapoczątkowało kult Krzyża. Odnalezione relikwie były adorowane w Jerozolimie, część została przesłana przez św. Helenę synowi do Konstantynopola. I tu pojawia się też wątek lubelski.

- Lubelskie relikwie były jednymi z największych fragmentów Krzyża Świętego, a do bazyliki oo. Dominikanów przy ul. Złotej w Lublinie trafiły prawdopodobnie w 1420 roku z Kijowa. Osadzono je w dwóch pozłacanych relikwiarzach w kształcie krzyża – mówi ks. prof. Marcin Wysocki.

Za największy jednak cud za przyczyną świętych relikwii uważane jest ocalenie miasta w 1649 roku przed najazdem Bohdana Chmielnickiego. A podczas pożaru miasta w 1719 roku ogień zaczął się nagle cofać, kiedy mieszkańcy Lublina wyszli w procesji z relikwiarzem. Relikwie miały także uratować Lublinian przez cholerą, która dotknęła miasto w 1853 roku.

- Jest też legenda, która mówi, że kiedy ten krzyż powróci do Kijowa, wówczas odrodzi się Wielka Ruś, tamtejsze chrześcijaństwo i państwowość – dodaje ks. prof. Wysocki.

Ale w nocy z 9 na 10 lutego 1991 roku doszło jednak do czynu świętokradczego - z bazyliki oo. Dominikanów w Lublinie skradziono bezcenne relikwie. Sprawców nigdy nie schwytano.

Wielki Piątek

W liturgii Wielkiego Piątku najbardziej widoczną częścią jest Adoracja Krzyża. Krzyż jest trzykrotnie odsłaniany, a wierni przyklękają, aby go ucałować. - Krzyż jest narzędziem zbawienia, nadziei, znakiem pokonanej śmierci, pokonanego szatana i pokonanego grzechu – mówi teolog ks. prof. Marcin Wysocki.

W Wielki Piątek nie jest sprawowana msza święta. Jest tylko czytanie Męki Pańskiej, liturgia adoracji, komunia święta i przeniesienie Najświętszego Sakramentu do Grobu Pańskiego. To dzień skupienia, wyciszenia, dzień pokuty, gdy Chrystus umiera. To jest powód do smutku, zadumy i zatrzymania się, ale jednocześnie jest to dzień radości, która w pełni wybrzmi w poranek Zmartwychwstania.

- Dla nas chrześcijan, piątek też powinien być dniem radości, bo jest to dzień, w którym przecież zostaliśmy odkupieni przez mękę i śmierć Chrystusa na krzyżu. Kiedy na drodze krzyżowej mówimy „kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż swój święty świat odkupić raczył”- wskazuje ks. prof. Wysocki. - Powodem do radości jest to, że w Wielki Piątek, dzięki Chrystusowi zostaliśmy odkupieni, zostaliśmy wytrąceni z mocy szatana, z mocy śmierci, z mocy grzechu. To jest ten dzień, kiedy śmierć i grzech nie panują już nad nami, bo zostały zgładzone – dodaje.