Aktualności / Wydarzenia
Miłość dowiedziona naukowo
Miłość na całe życie istnieje, jeżeli tylko dobrze zaprojektujemy to sobie hormonalnie – wskazuje Jakub Ciepielski z katedry mikrobiologii i medycyny translacyjnej KUL, pytany o to, czy nauka potwierdza istnienie miłości. Zapraszamy na najnowszą „KULminację Słów” o miłości od strony naszej fizjologii.
A wszystko zaczyna się tak samo jak przed egzaminami na studia, jak podczas trudnego dnia pracy, czy stłuczki na drodze. Zaczyna się więc od dużego stresu.
- Początek miłości, czyli ta faza zauroczenia i zakochiwania się jest bardzo obciążająca dla organizmu. Mamy bowiem wówczas, tak samo jak w przypadkach stresowych, wyrzut adrenaliny i noradrenaliny. Jednym z objawów jest choćby drżenie rąk. Bo miłość na swoim początku to te same procesy biochemiczne w naszym organizmie, co w przypadku stresu – mówi Jakub Ciepielski z Instytutu Nauk Medycznych KUL.
Ale, co niezwykle istotne, jeżeli uda nam się przejść tę dosyć trudną z punktu widzenia naszej fizjologii, fazę pierwszą miłości, to później jest już łatwiej. Pojawia się oksytocyna, czyli hormon miłości oraz wazopresyna, zwana hormonem przywiązania. Dołącza do nich również fenyloetyloamina, uznawana za hormon euforii.
- I te hormony programują nas na pewne zachowania. Uczulają nas na dotyk, oddech, głos, zapach – podkreśla gość „KULminacji Słów”.
Co ciekawe, poprzez działanie fenytoetyloaminy od miłości możemy się wręcz uzależnić, choć jak podkreśla ekspert, mówimy tu raczej o pewnym uzależnieniu od poziomu hormonów.
Jeżeli zaś ważne jest dla nas utrzymanie tej jedynej miłości na całe życie, to jak podkreśla Jakub Ciepielski, trzeba umiejętnie podbijać poziomy naszych hormonów. Podsycanie miłości, z punktu widzenia nauki, to bowiem nic innego jak podnoszenie poziomu hormonów, szczególnie oksytocyny i wazopresyny. A tu ważny jest dotyk, bliskość, czułość i pozytywne zaskakiwanie drugiej strony.
- Jeżeli tego nie robimy to hormony szczęścia spadają nam do zera i rośnie nam poziom stresu. Możemy wówczas osiągnąć stan porównywalny do sytuacji wypalenia zawodowego – podsumowuje Ciepielski.





















