Nauka / Zespół Ekspertów KUL / Eksperci / Henryk DUDA

Szkoła Banderowców

Henryk DUDA | 2026-03-13

W ostatnich dniach we Lwowie oficjalnie otwarto szkołę wojskowo-patriotyczną o nazwie «Banderowiec». Nie potrafię o niej więcej powiedzieć – niewiele jest oficjalnych wiadomości o tej placówce, a to co jest ogólnodostępne w sieci, nie pozwala się zorientować, jaki status ma ta placówka, kto ją finansuje, ilu ma uczniów etc. Nie jest to zresztą najważniejsze. Nie interesuje mnie bowiem ani sama szkoła, ani jej – prowokacyjna dla Polaków – nazwa „Banderowiec”. Przedmiotem mojej uwagi będzie wypowiedź wiceministra spraw zagranicznych RP Władysława Teofila Bartoszewskiego na antenie Radia ZET, który na pytanie, „czy MSZ będzie reagować, czy uważa, że nie ma ku temu powodów”, odpowiedział:

MSZ reaguje wtedy, kiedy rzeczywiście widzimy ku temu powód. Nie popieramy ideologii banderowskiej, to jest oczywiste. Natomiast proszę zwrócić uwagę, że dla Ukraińców Bandera ma zupełnie inne konotacje niż dla Polaków (cytuję podług strony Tygodnika Solidarność: https:​//​www​.ty​sol​.pl​/​a155​161​-we​-lwo​wie​-po​wsta​la​-szko​la​-ban​de​ro​wiec​-pol​skie​-msz​-nie​-wi​dzi​-po​wo​dow​-do​-re​ak​cji).

W uzasadnieniu braku reakcji MSZ na działanie Ukrainy wiceminister Bartoszewski odwołuje się do argumentu logicznego lub lingwistycznego – przypomnijmy:

dla Ukraińców Bandera ma zupełnie inne konotacje niż dla Polaków.

Przyjrzyjmy się jego argumentacji dokładniej.

Nazwisko Bandera brzmi w języku polskim tak samo jak w ukraińskim. Niezależnie od tego, czy pojawi się ono na ustach Polaka, czy użyje go Ukrainiec, onomasta, tj. językoznawca zajmujący się nazwami własnymi, powie nam, że wskazuje ono jedną osobę. Abstrahujemy od faktu, że to samo nazwisko przeważnie nosi wiele osób, np. w granicach współczesnej Ukrainy jest 22 nosicieli nazwiska Bandera (zob. https://ridni.org/karta/бандера) – jednak w konkretnym akcie komunikacji (rozmowie, tekście dziennikarskim czy utworze literackim) nazwisko zawsze odnosi się do jednej osoby. Mówimy, że nazwa własna ma wąski zakres a bogatą treść. Nazwisko Bandera wskazuje więc na jedną osobę w konkretnym akcie komunikacji, podczas gdy rzeczownik pospolity wszystkie obiekty obejmowane tą nazwą, np. polski rzeczownik kot czy jego ukraiński odpowiednik kit (w cyrylicy кіт) obejmuje swoim zakresem wszystkie koty w świecie. W związku z powyższym treść nazwiska Bandera jest niesłychanie bogata, gdyż obejmuje wszystko, co użytkownicy wiedzą o Stefanie Banderze, a treść nazwy kot uboga, bo obejmuje tylko to, co dotyczy wszystkich kotów – nie obejmuje tego, co indywidualne, a jedynie to, co jest wspólne wszystkim kotom na świecie.

W powyższym rozumowaniu zastosowałem pewien skrót myślowy. Wiceminister Bartoszewski najprawdopodobniej nie mówił o nazwie osobowej (nazwisku) Bandera, lecz o samym Banderze. Fachowo mówiąc, nie była to wypowiedź „metajęzykowa”. Jeśli jednak mówi – o czym dalej – o konotacjach, to traktuje Banderę jako symbol. A to, co napisałem wyżej o nazwach, można jak najbardziej odnieść do symboli jako kategorii znaków.

W logice konotacja to «znaczenie», treść nazwy. W językoznawstwie używamy tego wyrazu w nieco innym znaczeniu. Nazywamy nim dodatkowe, niezdefiniowane treści, które są kojarzone przez użytkowników danego języka z jakimś wyrazem, np. w polszczyźnie ryba jest kojarzona ze zdrowiem (bo zdrów jak ryba), a Madryt z bogactwem (por. Życie jak w Madrycie). Nie wnikając w te subtelności terminologiczne możemy śmiało powiedzieć, że treść nazwiska Bandera jest inna w Polsce i w Ukrainie. W języku polskim nazwisko Bandera konotuje też takie treści jak «osoba odpowiedzialna za Wołyń; zbrodnia wołyńska, rzeź wołyńska, UPA etc.». Treści (konotowane znaczenia) tego samego nazwiska w ukraińskim są zgoła odmienne – «bohater narodowy, uczestnik walk o wolną Ukrainę etc.» Wiceminister Bartoszewski ma więc dobre rozeznanie, w czym problem.

Czy ze słusznej tezy, iż „dla Ukraińców Bandera ma zupełnie inne konotacje niż dla Polaków”, można wysunąć polityczny postulat, że nie będziemy reagować na działanie strony ukraińskiej? Leszek Miller, polityk z którym rzadko mi po drodze, pyta w związku z tym, „jak ktoś taki może być polskim wiceministrem?” (cyt. za https:​//​do​rze​czy​.pl​/​kraj​/​857​803​/​os​tra​-re​ak​cja​-mi​lle​ra​-na​-slo​wa​-bar​to​szew​skie​go​.html). Odpowiedź na to pytanie wykracza już poza językoznawstwo. Niech zajmą się nią politycy i politolodzy. Ja chcę zwrócić uwagę na inny aspekt problemu. Moim zdaniem równie ważny, a z perspektywy akademickiej nawet ważniejszy.

Józef Szujski głosił w II poł. XIX wieku, że „fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki”. Od dawna twierdzę, że słowa te można rozszerzyć na inne dziedziny nauk humanistycznych i społecznych. Politycy, rozumowałem przez lata, którzy nie rozumieją kultury, nie mają pojęcia o językach i ich dialektach, funkcjonowaniu symbolu w życiu społecznym etc., nie wiedzą jak funkcjonuje literatura, teatr i inne sztuki, nie mogą podejmować dobrych decyzji. Od „fałszywej polityki” dzieli ich tylko krok. W moim przekonaniu humanistyka i nauki społeczne są tak samo ważne w zapewnieniu bezpieczeństwa narodowego, jak tzw. nauki ścisłe, przemysł, armia czy zbrojenia.

Wypowiedź wiceministra Władysława Teofila Bartoszewskiego zdaje się to moje przekonanie podważać. Jak widzimy dobre rozpoznanie problemu nie chroni przed złymi decyzjami politycznymi. Uważam, że decyzja o nieinterweniowaniu w tej sprawie jest błędna. Jeszcze większym błędem jest – piszę to z pełnym przekonaniem – sama wypowiedź ministra. Rozumiem uwarunkowania. Dyplomacja działa różnymi kanałami i musi pogodzić różne racje i interesy. Niekiedy musi działać zakulisowo. Czasami więc jej przedstawiciele powinni milczeć.

Henryk Duda
Kontakt

henryk.duda@kul.pl