Nauka / Zespół Ekspertów KUL / Eksperci / Wiesław PRZYGODA
Dlaczego Bóg człowiekiem?
Liturgiczny okres Adwentu powoli zmierza ku swemu wypełnieniu. Niebawem zasiądziemy w gronie najbliższych do wigilii a potem przyjdzie czas na przyjęcie wielkiej miłości w małym dzieciątku Jezus. Słuchanie słowa Bożego i rozważanie treści wiary zakodowanej w polskich kolędach może nam nasunąć fundamentalne pytanie dla zrozumienia istoty Bożego Narodzenia: Dlaczego Bóg stał się człowiekiem? Może najpierw warto skorzystać z doświadczenia naszych braci z Kościołów Wschodnich, którzy wolą kontemplować tajemnicę Wcielenia, niż jak my chrześcijanie zachodni próbować ją wyjaśniać. Żyjący na Wschodzie na przełomie VI i VII wieku opat Maksym Wyznawca stwierdził kategorycznie: „Wielka tajemnica wcielenia Pana zawsze pozostaje tajemnicą. Bo jakże się to dzieje, że Słowo jest istotowo zjednoczone z ciałem, a równocześnie całe istotowo istnieje w Ojcu? W jaki sposób Ten, który całą swa naturą jest Bogiem, staje się całkowicie człowiekiem przez ludzką naturę? A w tym połączeniu żadna z natur nic nie traci, ani Boska, w której jest Bogiem, ani ludzka, przez którą staje się człowiekiem”. Franciszek Karpiński oddał tę prawdę w dobrze znanej nam kolędzie w następujących słowach:
„Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony!
Ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice Nieskończony.
Wzgardzony, okryty chwałą, śmiertelny Król nad wiekami!
A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami”.
W przeszłości wielu teologów jednak próbowało odpowiedzieć na pytanie: dlaczego Bóg stał się człowiekiem? Chyba najgłębszej a zarazem najprostszej odpowiedzi na to pytanie udzielił żyjący w II wieku św. Ireneusza z Lyonu, który w Adversus haereses stwierdził wprost, że Syn Boży „z racji swej nieskończonej miłości, stał się człowiekiem, aby człowiek mógł stać się bogiem”. Bezpośrednią przyczyną Wcielenia Syna Bożego był oczywiście grzech ludzki, ale motywem tej interwencji Boga w dzieje człowieka była miłość. Człowiek stworzony na obraz Boży nie potrafił do końca rozpoznać wielkości swego powołania, a wybierając grzech, jeszcze bardziej zaciemnił swój umysł i osłabił wolę. Posłany przez Ojca na świat Syn Boży już samym Wcieleniem potwierdził niezwykłą godność człowieka i przypomniał o pierwotnym planie Boga Ojca, który wybrał ludzi jeszcze „przed założeniem świata” i „przeznaczył dla siebie jako przybranych synów” (Ef 1,4-5). To pierwsze wybranie człowieka miało miejsce poza czasem „na wyżynach niebieskich – w Chrystusie” (Ef 1,3). Dlatego Chrystus zstąpił z wyżyn niebieskich na ziemię, w czas i historię, by w nowy sposób przekazać ludziom propozycję swego Ojca. Chrystus nie tylko stał się względem ludzi Boskim Apostołem (por. Hbr 3,1), lecz pierwszy pokazał, jak Boży potencjał – dany człowiekowi już w stworzeniu – doprowadzić do pełni. Dlatego od momentu Wcielenia Chrystus stał się dla ludzi żyjących po Nim „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1,15), człowiekiem doskonałym i przywracającym ludziom pierwotną piękność i podobieństwo Boże.
W wydarzeniu Wcielenia ewidentnie objawiła się miłość Syna Bożego do ludzi, którą wyraża Jego całkowita solidarność z ludzkim losem. Na uwagę zasługuje najpierw sam fakt przyjęcia ludzkiego ciała przez Syna Bożego. Św. Jan to wydarzenie opisuje przy pomocy formuły: „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami” (J 1,14). Pojęcie „ciało” (gr. sarx) oznacza w Biblii całego człowieka w jego kruchości, marności, słabości i codzienności. Wyrażenie św. Jana oznacza zatem, że Syn Boży całkowicie wniknął w ludzki byt, aż po korzenie tego, co istotnie ludzkie. Wcielony Bóg stał się na tyle podobnym do ludzi, że mógł współczuć ludzkim słabościom i „być doświadczonym we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu (Hbr 4,15). Św. Paweł w swojej refleksji na temat Wcielenia Syna Bożego podkreśla Jego uniżenie, a nawet ogołocenie (por. Flp 2,6-11). Jezus uniża się jako człowiek do poziomu sługi, ponieważ pragnie ludzi ubogacić swoim ubóstwem (por. 2 Kor 8,9).
Wcielenie Syna Bożego jest potwierdzeniem pierwotnego zamysłu Stwórcy, aby człowieka jako istotę psychofizyczną obdarować swoją chwałą. Jezus jest tym pierwszym człowiekiem, którego ludzkie ciało dzięki zmartwychwstaniu zostało wyniesione do chwały Bożej. Św. Leon Wielki, papież żyjący w V wieku snuje dywagacje, co by to oznaczało, gdyby ten nowy Człowiek „nie przyjął naszego stanu i On, jednej natury z Ojcem, nie raczył by się stać i jednej natury z Matką, nie przyjąłby jej też w siebie jako jedyny wolny od grzechu”. I daje następującą odpowiedź: „Wtedy wszyscy ludzie pozostawaliby nadal w niewoli szatana i nie moglibyśmy korzystać z tego pełnego chwały zwycięstwa, gdyby ono było odniesione przez kogoś nie należącego do ludzkiego plemienia”. Leon Wielki podkreśla wartość Wcielenia Syna Bożego dla nas ludzi: „Dzięki temu cudownemu uczestnictwu Chrystusa w ludzkiej naturze zajaśniał nam sakrament naszego odrodzenia, albowiem ten sam Duch, za przyczyną którego Chrystus został poczęty i zrodzony, jest u początków naszego ponownego narodzenia się, tym razem narodzenia się z Ducha”. Prawdę powyższą potwierdził św. Jan w prologu swojej ewangelii, oznajmiając: „Wszystkim tym, którzy Je (Słowo) przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili” (J 1,12-13). Oto istota i najgłębszy sens duchowego narodzenia Boga w nas, co w dobrze znanych nam słowach wyraził nasz wieszcz romantyczny Adam Mickiewicz tak: „Syn Boży narodził się w betlejemskim żłobie, lecz biada człowiecze, gdyby nie narodził się w tobie”.
Podczas uroczystości oraz w całym okresie Bożego Narodzenia usłyszymy wiele słów na temat nowonarodzonego Zbawiciela. Ważne jest, abyśmy nie tylko je usłyszeli, ale pozwolili narodzić się i zamieszkać w naszym sercu Emmanuelowi – „Bogu z nami”. Poprzez swoje Wcielenie Jezus Chrystus stał się dla wszystkich ludzi aż do skończenia świata objawieniem i świadkiem nieskończonej miłości Boga do człowieka. Całe Jego ziemskie życie od Betlejem, przez Nazaret aż po Jerozolimę, a także Jego słowa, gesty i postawa względem spotykanych ludzi, a zwłaszcza dobrowolnie przyjęta krwawa ofiara na Krzyżu dla zbawienia świata są ewidentnym znakiem miłości Boga do człowieka. Przed swoim odejściem do Ojca Jezus zgromadził wokół siebie uczniów, którym przekazał posłannictwo, jakie sam otrzymał do wykonania w świecie od Ojca: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli się będziecie wzajemnie miłowali” (J 13,34-35). Celem Bożego Narodzenia jest zatem potwierdzenie i pomnożenie w nas tej miłości, jaką Bóg pierwszy nas umiłował.
Może usłyszymy w okresie świątecznym kolędę śpiewaną przez Eleni o narodzinach „maleńkiej Miłości”. Niestety relacje między ludźmi są dzisiaj kruche, naznaczone kulturą tymczasowości, nader często zdominowane przez egoizm. Podczas swojej pierwszej zagranicznej podróży apostolskiej papież Leon XIV powiedział do młodzieży w Libanie, że „prawdziwa przyjaźń i miłość stawiają «ty» przed «ja». Miłość jest autentyczna i może trwać wiecznie tylko wtedy, gdy odzwierciedla wieczny blask Boga, który jest miłością”. Przed nami kolejne święta Narodzin Syna Bożego – naszego Pana i Zbawiciela. Narodziny dziecka w rodzinie są zawsze źródłem radości i nadziei. Niech zatem radość i nadzieja staną się także naszym udziałem. Niech Bóg, który ofiaruje się nam jako małe Dzieciątko, zostanie przez nas przyjęty i pozostanie z nami na zawsze jako Emmanuel – „Bóg z nami”. Niech narodzona w Betlejem „maleńka Miłość” będzie naszą Gwiazdą Przewodnią w Nowym Roku 2026, obdarza nas zdrowiem i wszelką pomyślnością, oraz da nam moc do życia w prawdziwej miłości.
wieslaw.przygoda@kul.pl




















