Nauka / Zespół Ekspertów KUL / Eksperci / Paweł BORTO

Trzy śmierci i zmartwychwstanie

Paweł BORTO | 2026-04-02

         W Janowej Ewangelii ostatni ze znaków Jezusa to wskrzeszenie Łazarza (por. J 11,1-45). Ten znak właśnie ma wprowadzić uczniów i czytelników tej Ewangelii w wydarzenia paschalne. Ten znak wprowadza w słowa Jezusa: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby i umarł, żyć będzie” (J 11,25).

         Spójrzmy więc na oczekiwane Święta Zmartwychwstania i na ich przeżywanie z perspektywy tego znaku Jezusa i z perspektywy tego, jak wtedy wybrzmiały słowa: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”.

         To zdanie, które w historii wskrzeszenia Łazarza wybrzmiewa jako centralne przesłanie, jest wypowiedziane z niezwykłą mocą i autorytetem. By właściwie je zrozumieć, musimy zdać sobie sprawę, co znaczyło usłyszeć je w języku Jezusa. Każdemu pobożnemu słuchaczowi tamtych czasów słowa te przypominały objawienie imienia Bożego. Bóg na pytanie Mojżesza, jakie jest Jego imię, odpowiedział „Ja jestem”. Powiedział, że wobec wszystkiego co istnieje i co przemija, że przed zaistnieniem świata, „On jest” (por. Wj 3,14). Kiedy więc Jezus mówi o sobie, że jest zmartwychwstaniem i życiem i używa tej samej formuły – używa imienia Bożego – wybrzmiewa tutaj ogromny majestat…

         Ale w tym słowie Jezusa wybrzmiewa nie tylko prawda, lecz również zaproszenie do niej. Jest ono wypowiedziane w kontekście panowania śmierci, w gronie bliskich i drogich osób. Jezus tym słowem zaprasza do udziału w tej prawdzie, że On jest zmartwychwstaniem i życiem oraz do tego, by tę prawdę w pełni rozpoznać. W jaki sposób?

         Janowe opowiadanie o wskrzeszeniu Łazarza ukazuje potrójne tło, które pozwala w pełnym świetle ujrzeć prawdę słów Jezusa, że On jest zmartwychwstaniem i życiem. Tym tłem są trzy śmierci. Bo o trzech śmierciach mówi ten fragment Ewangelii i są one potrzebne jak ciemne tło, na tle którego można wyraźnie dostrzec świetlisty obraz oraz drogę do przebycia.

         Jest więc najpierw śmierć Łazarza. To śmierć, na którą Jezus zagadkowo czeka. On opóźnia swoje przyjście. On, który w innych wypadkach poproszony szybko udawał się w drogę lub wręcz uzdrawiał na odległość, tutaj się spóźnił. „Panie, gdybyś tu był, brat mój by nie umarł…” (J 11,21).

     Poruszający jest ten szczegół, ale on przypomina, że nowego życia i udziału w zmartwychwstaniu nie można odnaleźć trzymając się kurczowo pragnienia życia za wszelką cenę. Nie można odnaleźć bez zaufania Bogu – nawet jeśli jest to niezrozumiałe, że On pozwolił na śmierć. Śmierć, kiedy zabiera to lub tych, którzy są najcenniejsi, potrafi zaboleć tak mocno, iż rodzą się pretensje do Boga. Ale wówczas śmierć Łazarza przypomina, że Jezus nad nią też zapłakał, ale zarazem uczył zbolałe siostry, iż trzeba umieć się zgodzić na niezrozumiałe Boże plany i drogi, aby ujrzeć większą chwałę…

      Tu właśnie jest pierwszy odcinek drogi do przebycia i pierwszy krok ku odnalezieniu zmartwychwstania – zaufać Temu, który z taką stanowczością mówi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem…” (J 11,25). I mówi to wobec zamkniętego grobu Łazarza, kiedy jeszcze ciemność śmierci ma go w swoim uścisku.

         Jest druga śmierć, której echo wybrzmiewa w Janowym opowiadaniu. To śmierć Jezusa. Rysuje się groźnie na horyzoncie w tle drogi Jezusa do Judei. Uczniowie Go ostrzegają, że Żydzi czyhają tam na Niego (por. J 11,8). Tomasz czuje, że jeśli pójdzie za Jezusem, który wyrusza do Łazarza, pójdzie z Nim umrzeć (por. J 11,16). Wreszcie zapowiedź śmierci Jezusa pobrzmiewa w pytaniu Żydów o to, dlaczego Jezus nie użył swej mocy, aby uchronić od śmierci Łazarza:  „Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?” (J 11, 37). To jakby zapowiedź pytania zadanego Jezusowi pod krzyżem: „jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!”.

         Lecz właśnie śmierć Jezusa na krzyżu w pełni odsłania to, jakie jest nowe życie, które ofiaruje Zmartwychwstały i które ma w sobie. To jest życie mocniejsze od nieodwracalnych skutków śmierci. Napisał Jan, że Łazarz był już od czterech dni w grobie i że ciało już zaczynało niszczeć: „Panie, już cuchnie” (J 11,39). Jeśli wcześniej można było myśleć o jakimś powrocie do życia, to potem już nie. Wychodzący z grobu Łazarz, którego Jezus nakazuje uwolnić z opasek, jest najbardziej wymownym obrazem prawdy słów Jezusa, że On jest zmartwychwstaniem i życiem. Ukazuje, że Jezusowe panowanie nad śmiercią jest panowaniem nie znającym granic – nawet tam, gdzie ona dokonała – zdawałoby się – nieodwracalnego zniszczenia.

         Jezus, który ma taką moc, sam poddaje się śmierci i własną śmierć czyni „tłem”, na którym z całą mocą rozbłyśnie, co znaczy: „Ja jestem zmartwychwstanie i życie”. Bo On jest zmartwychwstaniem i życiem tak bardzo, że nie potrzebuje mocy nikogo z ludzi, aby śmierć zwyciężyć.

         I tu właśnie ukazuje się prawda o naszej drodze do zmartwychwstania. Życia wiecznego nie możemy mieć z siebie. Nikt z ludzi nie potrafi przejść przez śmierć i ją zwyciężyć sam z siebie lub dzięki pomocy ludzi. Może co najwyżej powrócić do życia – ale taki powrót będzie tylko odroczeniem ostatecznego wyroku. Życie wieczne jest osiągalne tylko jako dar. Tylko miłość nieśmiertelnego Boga może nam dać nieśmiertelność. I tylko trzymając Go za rękę możemy patrzeć poza śmierć z prawdziwą nadzieją.

         Jest i trzecia śmierć, o której mówi ten fragment Ewangelii. Wskazuje na nią pusty grób Łazarza. To grób, który czeka na niego jeszcze raz. Ten grób mówi, że Jezusowe „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem” nie wymazało z ziemskiej historii panowania śmierci. Ona – jak pusty grób Łazarza – czeka nadal. Nawet wskrzeszony Łazarz pójdzie jej na spotkanie. Na jej spotkanie pójdą pierwsi świadkowie zmartwychwstania Pana i pójdą całe późniejsze pokolenia chrześcijan. Śmierć pozostała najpewniejszym punktem odniesienia dla życia każdego człowieka – bo w odróżnieniu od wszystkiego innego wydarzy się na pewno.

         Wobec tej śmierci słowa „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem” przypominają nam, że nie mamy szukać ostatecznego życia w tym życiu przemijającym. Łazarz nie został wskrzeszony dla samego siebie. Został wskrzeszony, by umrzeć jeszcze raz, ale zarazem by powiedzieć, że własną śmierć można przeżywać z Jezusem.

         W tych czasach, gdy tak wiele robimy, aby żyć na tej ziemi za wszelką cenę i jak najwygodniej, jest to ważna lekcja. Możemy wyjść na spotkanie Pana, który jest zmartwychwstaniem i życiem tylko wtedy, gdy odkryjemy śmierć jako siostrę – jak mówił św. Franciszek z Asyżu – czy zobaczymy, że życie bez końca na tej ziemi byłoby nieznośne. Nasza śmierć uczy, by tęsknić za światem, który Bóg całkowicie odmieni i urządzi na nowo. Możemy więc wyjść na spotkanie Pana, gdy przyjmiemy codzienne umieranie dla siebie i – jak uczył Pan – podejmiemy codzienny krzyż.

         Trzy śmierci: Łazarza, Jezusa i nasza w oczekiwaniu zmartwychwstania. Nasza droga do nowego życia przez nie przechodzi. A śmierć Łazarza uczy zaufania – nawet jeśli nie rozumiemy – i zostawiania Jezusowi naszych żalów. Śmierć Jezusa uczy, że On przyjął do końca naszą ludzką śmierć po to, by Boska ręka sięgnęła tam, gdzie człowiek pozostawał sam i gdzie nikt inny go nie mógł wybawić. Śmierć nasza uczy, że zostaliśmy zaproszeni, aby ją przyjmować i umierać dla tego świata nie w jego pogardzie, ale w świadomości, że nie tu mamy szukać wiecznego oparcia.

         „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby i umarł, żyć będzie…” Te słowa, wypowiedziane przed Zmartwychwstaniem, w Zmartwychwstaniu się spełniły. A zarazem pozostały zaproszeniem do okrycia ich niezwykłej mocy. Trzy śmierci o tym przypominają.

Paweł Borto
Kontakt

pawel.borto@kul.pl